1 stycznia 2014

[44] Blondynka nam powie, jak się uczyć

"Blondynka na językach. Japoński"


Dziś chciałabym zrecenzować swój gwiazdkowy prezent. Jak doskonale wiecie, uczę się japońskiego już 1,5 roku, pominę fakt, iż wciąż dukam, a nie mówię w tym języku, ponieważ odkąd zaczęła mi się edukacja w technikum, nie miałam tak wiele czasu na naukę co wcześniej.
Pisałam już o jednej z pomocy naukowych do nauki japońskiego, mianowicie książce „JAPOŃSKI nie gryzie” (zobacz recenzje tutaj), której właściwie nie poleciłabym nikomu innemu, niżeli temu co dopiero zaczyna swą przygodę z językiem. Dla nieco bardziej wdrożonych propozycja ta nie byłaby zadowalająca, ale dziś mam dla Was o wiele bardziej praktyczny i aktywny kurs.

To nie jest zwykły podręcznik do nauki języka obcego. JEST TO KURS ROZMAWIANIA W JĘZYKU OBCYM. Uczy mówienia i rozumienia. Zero gramatyki, zero wkuwania słówek, zero odmian czasowników, które trzeba na pamięć wbić sobie do głowy”

Tymi słowami wita nas Beata Pawlikowska na wstępie książki „Blondynka na językach”, także mamy już ogólny zarys co znajduje się w środku, słowem – rozmówki. Choćby spis treści nam na to wskazuje, ponadto często mamy wrażenie, że prowadzimy dialog. Właściwie większość jest ułożone pod podróżnika, na co wskazują nam tematy, ale skoro podróżniczką jest autorką, to nie mam zarzutów. Natomiast nie są to typowe rozmówki. Autorka postarała się, by nauka z tegoż właśnie podręcznika była unikalna.
Kurs opiera się na pięciu poziomach trudności, które co poziom są bardziej złożone. Nie uczymy się z tego podręcznika słówek, ale całych wyrażeń, które układają się w sposób logiczny dla ucznia, tzn. jesteśmy wstanie tworzyć w sposób alternatywny własne zdania. Celowo tekst jest rozmieszczony na dwóch stronach książki – po polsku po lewej, po japońsku po prawej albo odwrotnie. Oczywiście jeśli chodzi o stronę z językiem japońskim towarzyszy nam prawidłowy zapis japoński, a także romanizacja (to jak czytamy). I tu jest problem. Jak to autorka już zdołała nam przekazać, nie skupiła się na gramatyce. Jednak na końcu książki umieściła „niezbędnik gramatyczny”, w którym są takie kryteria jak:
*systemy zapisu – kompletnie nie rozumiem poco? Jest to bezużyteczna wiedza, gdyż osoba ucząca się z tego podręcznika NIGDY nie zrozumie funkcjonalności kanji, czy hiragany! Dlatego pytanie, poco nam właściwie zapis w romanizacji, a obok kanji z sylabariuszami? Czyżby miało to dodać więcej uroku książce? Bo raczej nie ma to zastosowania praktycznego.
*rzeczownik – jedyna istotna informacja jaka została tu podana to pierwsze dwa zdania, a nawet nie ich całości: „Rzeczownik w j. japońskim stanowi nieodmienną część mowy. Nie posiada on też liczby i rodzaju [...]”. Reszta to bezsensowne lanie wody.
*czasownik – tu pani Beata pokazała nam ładne tabelki, które obrazują klasyfikację czasowników grup „ru”, „u” i wyjątków, odmieniających się w formie prostej i grzecznościowej na przeczenia i czas przeszły, a nawet przedstawiła nam formę rozkazującą.
*przymiotnik – Czyli wytłumaczenie „na-przymiotników” i „i-przymiotników” oraz ich odmiana.
*spójka – przyznam się, iż przeczytałam tą nazwę nie miałam zielonego pojęcia o co chodzi, nie była mi ona znana. Chodzi o nic innego, jak odpowiednik polskiego „być”, czyli znane każdemu „desu”.
*partykuła – partykuł jest wiele i autorka zaznacza, że są one niezwykle ważne w języku japońskim, natomiast wygląda na to, że ta ich „powaga” osiągnęła stopień minimalny. Wspomnę o tym, że zdefiniowanie ich użyteczności jest niezrozumiałe! Bo czy przeciętny laik zrozumie co oznacza: „Wprowadzenie kierunku wykonywania czynności”? Czy nie łatwiej było by to wytłumaczyć, że partykułę tą stosujemy, gdy ma ona wskazać ruch ( docelowy punkt w zdaniu, wyłącznie w odniesieniu do celu, a nie do osoby)?
*zasady wymowy – jedynie czego mogłabym się czepić, to dlaczego został zaprezentowany zapis hiragany? Na to pytanie sobie odpowiedziałam w sposób prosty: Pawlikowska chciała nam pokazać podział sylab, co odpowiada „shi”, „chi”, „ji” by osoba ucząca się nie rozdzielała ich.
Temat gramatyki dostatecznie dobrze opisałam, podobnie jak system unikalnej nauki. Warto zaznaczyć też, iż przy zakupie książki dodana jest płyta. Autorka wspomina o swoich własnych metodach uczenia się. W jej mniemaniu są dwie. Uczenie się z książki i uczenie się z płyty, jednak myślę, że każdy rozsądny posiadacz obu rzeczy, będzie korzystał z nich równomiernie, w końcu jeśli mamy zamiar uczyć się języka obcego, musimy oswoić się z pismem, choćby nawet jeśli książka nie pozwala nim się go nauczyć.
Kończąc dygresję, muszę zgodzić się z słowami Beaty Pawlikowskiej. Jest to podręcznik, który uczy ROZMAWIANIA w języku obcym. Nie ma to nic, coby pomogło nam w piśmie, jeśli nie uczyliśmy się tego wcześniej. Z pewnością jest to bardzo przydatny materiał go nauki. Mi osobiście nie przeszkadza fakt wyzbycia się gramatyki, gdyż posiadam do tego inne materiały. Poza tym uważam, że bardziej efektowne są praktyczne zastosowania. Dzięki powtarzaniu i rozmowie z czasem intuicyjnie będziemy stosować się do zasad gramatycznych, nawet nie wgłębiając się w nią za bardzo (mimo wszystko sądzę, iż podstawy powinniśmy posiąść).
Tak więc polecam książkę „Blondynka na językach – japoński” osobom, które już coś wiedzą. Które nie będą ślepo uczyć się wyrażeń bez jakiejkolwiek gramatycznej wiedzy i pisowni. Które chcą się uczyć rozmawiać z Japończykami. Koszt zakupu książki nie jest wielki – około 30 złotych.

Tytuł: Blondynka na językach. Japoński
Autor: Beata Pawlikowska
Wydawnictwo:G+J Gruner+Jahr Polska
Rok: 2013
Ilość stron: 300



Coś z życia Aiko

Właściwie chciała Wam dziś życzyć szczęśliwego Nowego Roku, ale czy to nie oklepane? Najpierw „wesołych świąt”, teraz to? Aiko nie lubi składać życzeń, nie lubi ich przyjmować, bo zazwyczaj są wymuszone i fałszywe, zupełnie zbędne, czyż nie? Natomiast, mimo wszystko chciałabym, abyście rok 2014 przeżyli lepiej niż wcześniejszy. Ja osobiście cofając się dzień po dniu, miesiąc po miesiącu wspomnieniami, jestem wstanie powiedzieć, iż ubiegły rok był dla mnie bardzo owocny! Stawiałam sobie cele i je powoli osiągałam (taka ze mnie zepsuta egocentryczka, która jak sobie powie: „zrobię to” to trzeba mieć na uwadze, że nie kłamie). Zyskałam jeszcze więcej pewności siebie, otwartości i samodzielności (zastanawiam się czy to w ogóle możliwe...). Podszkoliłam się w rysunku, pisarstwie, ponadto stałam się bardziej systematyczną i odpowiedzialną osobą względem swoich codziennych powinności. Nadal uważam, że noc i sen marnują mój czas, ale to dzięki nim mam zawsze wenę na blogowe notki, opowiadania i prace plastyczne... Budzę się w środku nocy, biorę kartkę i ołówek do ręki następnie pisze bądź obrazuję swój nagły przypływ pomysłu. Nawet zdążyłam się już mianować człowiekiem renesansu, który żadnej pracy się nie boi i umie sobie poradzić niemal ze wszystkim. Mam marzenia, a w nich mogę być każdym, mogę robić wszystko i mieć wszystko. Wciąż trzymam się kurczowo swoich zasad indywidualistki, gdzie nie ma miejsca na innych ludzi. Możliwe, że ktoś to czyta i nie podoba mu się mój tok myślenia, ale uważam, iż osiągnąć mogą coś jedynie osoby, które mają kontakty lub są mega zdeterminowane i potrafią stawiać czoła wszelkim przeciwnościom. Pierwsze mnie niestety nie dotyczy (chyba...), lecz drugie jak najbardziej. Podsumowując osobiste wywody Aiko: Dajcie z siebie wszystko w roku 2014, bądźcie silnymi indywidualistami, mającymi marzenia i cel w życiu. Ja już taka jestem teraz tylko ten cel muszę osiągnąć, by choć w połowie mieć satysfakcję z bycia sobą. :)


p.s. Dopiero co wstałam... Jak Wasze głowy po sylwestrze? Moja boli, ale przyczyną nie jest "nadtrunkowość", lecz ciągła choroba. Już miesiąc męczę się z bólem zatok, i potwornie opuchniętym i obolałym gardłem (ledwo mówię). Jutro kolejna wizyta u lekarza i najprawdopodobniej kolejne antybiotyki. A może znacie jakieś sposoby domowe, które by mi pomogły? Podobno "jaki Nowy Rok, taki cały rok" - nie chcę w to wierzyć.

p.s. Krótkie pytanko: Czy Wiecie jak na imię ma Aiko? Aiko nigdy nie przedstawiała się na blogu! Ani tu, ani na aikoni, ani na ryssiku. Całe trzy lata blogowania spędziłam na niezdradzaniu tajemnicy swego prawdziwego imienia. Niczym strażnik anonimowości (choć w rzeczywistości powinny znaleźć się tu osoby znające mnie NAWET z imienia i nazwiska). Więc... Jak mam na imię? Jeśli nie Wiecie zgadujcie! Ja ne! 

Z dnia: 01.01.2014

37 komentarzy:

  1. Powiem Ci, że na studiach profesorowie lubią podważać te wszystkie prawdy z tego typu książek, więc trochę się cieszę, że mój japoński jak przyszłam na studia nie był podparty żadną książkową wiedzą a tylko wyczuciem, przy czym znowu używanie formy "pół formalnej" może sprawiać problemy osobom osłuchanym z językiem potocznym. >.<

    OdpowiedzUsuń
  2. mm ciekawa książka ;) A ja mm zyje p[o sylwestrze szkoda, że tak szybko minął ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze jak lubię tą babeczkę tak nie przemawia do mnie jej wiedza o japońskim, tak jak boję się iść na kurs, mimo, że są bo lękam się nabycia złych nawyków, chyba już wolę wiedzę podpierać o filmy i anime ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. No przez rozmowę człowiek uczy się chyba najwięcej. ^^ Powodzenia w nauce życzę i wytrwałości (sama sobie też tego życzę bom leń). >.<
    Na japonistyce chyba nie ma żadnych specjalności, a przynajmniej mi nic o tym na pierwszym roku nie wiadomo, więc zwykła japonistyka. xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Ano nie ma, za młode te nasze polskie japonistyki. Bodajże jak już ktoś wybiera sobie temat do pracy licencjackiej a potem magisterskiej to wtedy skupia się na wybranym przez siebie temacie, konsultuje z odpowiednimi osobami i jedynie to można nazwać specjalnością.
    Zależy, gdzie chcesz się dostać, o Warszawie nie mam żadnych informacji, jeżeli chodzi o Kraków to jest to jedna z uczelni, gdzie najciężej się dostać, trzeba mieć gdzieś około 95% z rozszerzonego polskiego i angielskiego. Co do tej geografii to niekoniecznie trzeba ją zdawać i o taki dodatkowy tzw. trzeci przedmiot oprócz oczywiście rozszerzeń z angielskiego i polskiego prosi jedynie Poznań i jak mówię, niekoniecznie musi być to geografia, może być drugi język, historia, wos, filozofia. :) Do nas do Torunia najłatwiej się dostać, bo jesteśmy najmłodszą japonistyką, ale mamy bardzo fajnych wykładowców i przyjeżdżają do nas profesorowie z Poznania, w mojej opinii, najlepszej japonistyki w Polsce. Co ciekawe, z roku na rok próg coraz bardziej się obniża i myślę, że za te niespełna 4 lata zasady rekrutacji mogą być zupełnie inne, więc za bardzo bym się tym nie przejmowała. Ja zaczęłam się uczyć pół roku przed maturą i jakoś udało mi się ją zdać, więc nie, nie jest tak ciężko jak wszyscy uważają.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawa książka, ja się kiedyś uczyłam japońskiego ,ale przez kurs internetowy :>

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli chodzi o poziom zdawania matury to na razie mamy tendencję spadkową, ale jak mówię, przez ten okres matura i zasady rekrutacji mogą kompletnie ulec zmianie. Nigdy nie wiadomo, co uczelnie wymyślą, ale wątpię, żeby angielski i polski w przypadku japonistyki został zamieniony na coś innego. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Życzę Ci przede wszystkim zdrowia w tym roku 2014, bo jak widzę ciężko masz z tymi zatokami i gardełkiem ;( Poza tym oczywiście szczęścia, determinacji i wiele wiele innych rzeczy, które pozwolą Ci sprawić by ten rok był o wiele lepszy niż poprzedni ;) Mam podobną książkę tyle, że po angielsku. Nie jestem jeszcze z nią tak zapoznana by powiedzieć czy jest pożyteczna czy nie, ale mam nadzieję, że się nie zawiodę ;) Na święta dostałam kurs języka japońskiego podstawowy i rozszerzony wydawnictwa Edgard. Podręcznik raczej znany, choć nie wiem jak to z nim właściwie jest... Wiesz coś może? Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak dokładnie mam ten tyle, że jeszcze z rozszerzeniem ;) Też myślę, że ładnie to rozplanowali, ale myślę że naukę z tej książki będę sobie jeszcze sprawdzać/uzupełniać moimi pozostałymi podręcznikami (zwłaszcza gramatykę) ;) Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawa ta książka sadząc po Twoim opisie! Ja japońskiego uczę się głównie z internetu (różne kursy i tłumaczenia) oraz wsłuchując się podczas oglądania anime i dram. Jednak posiadam słownik i dwie książki z ćwiczeniami ;)) Przeszłam niedawno przeziębienie, więc wiem jak to jest być chorym w taki właśnie czas ;( Na Nowy Rok życzę Ci głównie dużo zdrówka, bo to zawsze najbardziej się to przyda ;-*****

    OdpowiedzUsuń
  11. Książka ciekawa. Tobie na pewno się przyda.W końcu trzeba się dogadać, a nie tylko umieć gramatyke.
    Gdy napisałaś o bólu głowy właśnie myślałam,że przyczyną jest kac. Może te wszystkie zabobony i przesądy to nie prawda. Więc w takim razie przede wszystkim życzę ci zdrowia.

    Jest tyle imion,że trudno by było zgadnąć twoje. Ale kiedyś mnie tak tknęło,że nie podałaś swojego imienia. Może podasz chociaż pierwsza litere?

    OdpowiedzUsuń
  12. Też nie lubię składania życzeń. Chyba że rzeczywiście wiem, co mam życzyć, a nie jakieś oklepane wierszyki skopiowane wprost z internetu. -,- Co do książki, myślę, że kiedyś się na nią zdecyduję, jednak na razie przydałoby się też trochę gramatyki (zwłaszcza, że jak na razie umiem jedynie hiraganę, a niedługo zacznę się uczyć katakany). ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pierwsze imię jakie mi przyszło do głowy to Agnieszka, a jeszcze bardziej utwierdziłam się w tej decyzji, gdy przeczytałam uważnie twój opis i ten fragment " Dla wielu to ta sama pani z Aikoni, dla innych Aga z Ryssika".
    Udało mi się odgadnąć twoje imię?

    OdpowiedzUsuń
  14. Prezent dostałaś świetny ! ja od niedawna jestem oczarowana Japonią i wszystkim co z nią związane :) zazdroszczę nauki języka japońskiego! Ech dlaczego nie uczą go w szkołach?? ! jednak muszę przyznać że przez oglądanie anime wielu wyrażeń się można nauczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo chętnie bym sobie zakupiła jakąś książkę/podręcznik do języka japońskiego, ale najpierw chciałabym się idealnie nauczyć niemieckiego i angielskiego, ale kiedyś na pewno ;')
    http://manga-and-anime-forever.blogspot.com/2014/01/full-metal-alchemist-brotherhood-to.html

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo fajne :) zachęciłaś mnie!

    OdpowiedzUsuń
  17. Ale jakby nie było, to przecież lepsza nauka z takiej książeczki, niż z żadnej. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Miłośniczka Japonii? Ja także :)
    I w sumie też na swoim blogu zawsze byłam anonimowa :) Tak jakoś lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Życzonka szczerze odwzajemniam i dodaję: trzymajmy się noworocznych postanowień! Bo nie uwierzę, że ktoś z Nas ich nie ma... :) W końcu niekonsekwencja nigdy nie prowadzi do niczego dobrego, a osiągnięcie wymarzonych celów wymaga tylko i wyłącznie Naszego poświęcenia. A więc - trzymajmy się postanowień :D
    Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  20. Koty często znikają :( tak samo zniknął czarnulek którego chcieliśmy wziąć z Kiwi, jej braciszek ;/ zaraz potem jednak trafiła się Dyńka ,Arbuz ma teraz używanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja niedawno rozpoczęłam naukę języka mandaryńskiego.. .początki są strasznie ciężkie, ale każdypostęp, krok do przodu daje niesamowitą radość :)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  22. Przyznam, że również uczę się japońskiego tyle, że Ja korzystam z innej pomocy naukowej...Mianowicie udało mi się nabyć tzw. fiszki, które w znacznie prostszy sposób pomagają w nauce :)
    A że jako student czasu nie mam zbyt wiele (szczególnie na etapie sesji) to taka alternatywa nauki języka z "kartoników" jest znacznie łatwiejsza do przyjęcia :)
    POZDRAWIAM :)

    OdpowiedzUsuń
  23. ojoj, powrotu do zdrowia życzę, bóle zatok to coś strasznego :(

    OdpowiedzUsuń
  24. ehh też byłam chora, masakra;/ do zdrowia wracaj

    OdpowiedzUsuń
  25. Podziwiam Cię że uczysz się tego języka.
    On jest mega trudny.
    Ja dodatkowo uczę się hiszpańskiego ale średnio mi idzie :P

    OdpowiedzUsuń
  26. Książka ciekawa :D
    + jesteś pierwszą osobą, na którą się kiedykolwiek w życiu napotkałam i która uczy sie japońskiego ;D

    OdpowiedzUsuń
  27. ja nadal Cię podziwiam za tą chęć nauki japońskiego, w sobie nie potrafię znaleźć takiej motywacji :O

    OdpowiedzUsuń
  28. Na pewno zaglądnę na tą stronkę i może zacznę ogarniać japoński we własnym zakresie ;)
    Jestem pełna podziwu do twojego podejścia do życia :) Ja mam bardzo podobnie, ale niekoniecznie wychodzi mi nie łamanie zasad i życie pełną piersią :C

    OdpowiedzUsuń
  29. Zostałaś nominowana ;) Więcej informacji w nowej notce specjalnej http://myanimedrama.blogspot.com/2014/01/060-notka-specjalna-anime-tag.html ^ ^ Zapraszam!!! Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  30. Dostałaś naprawdę fajny prezent. :) Książka musi być ciekawa choć wolałabym taką ale o chińskim. :D A co do sylwestra to był świetny i nigdy go nie zapomnę ale o nim później napiszę na blogu. ^^

    http://dorota-nevergiveup.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  31. mam prawie pół metra swoich dredów i jeszcze 20cm doczepek- z tymże doczepki to nie syntetyki, ale naturalne włosy (dostałam od znajomych, gdy ścinali, lub podcinali). i jeśli chcesz doczepiać dredy, to polecałabym własnie naturalne ,bo według mnie syntetyki fatalnie się prezentują. widać różnicę, miedzy normalnymi włosami, a sztucznymi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. syntetyków na pewno nie pofarbujesz. a na dredy ze zwykłch włosów bedziesz musiała przeznaczyć dużo więcej farby, niż na zwykłe włosy, ale warto farbowac według mnie. mojemu chłopakowi rozjaśniłam większośc dredów do białego blondu, bo taki ma naturalny, a mieliśmy dredy rude, czarne, bordowe, brązowe, bo włosy zbieraliśmy od kogo się dało. możesz popytać po fryzjerach, jak chcesz 'pozyskać' włosy, dredy da się zrobić nawet z takich ścinek jak ktoś obcina grzywke, albo podcina końcówki ,a fryzjerzy zazwyczaj to wyrzucają. nie mówiąc juz o tym gdyby udało ci się dorwać całą kitę włosów, bo ktoś chciałby przeżyć metamorfoze życia. :)

      ja swoich doczepek nie farbowałam, chociaż miałam zamiar, ale wyszło mi w nich bardzo ładne, naturalnie wyglądające ombre :)a włosy miałam, bo mama znajomych podcinając córkom włosy jak były malutkie zbierała warkocze, które im obcięła.

      Usuń
    2. Taak ,wydaje mi się, że warto. 7złotych jest od sztuki, czy jak to funkcjonuje? Plus od razu masz zrobionego dredka, i nie musisz się ty męczyć :)
      To moja pierwsza współpraca, ale jestem bardzo zadowolona. Też kiedyś nie byłam "zwolenniczką niespodniowatych" (fajne okreslenie, swoją drogą) ale potem znalazłam chłopaka. A ten uwielbia niespodniowate, skubany. :)

      Usuń
    3. To się skuś. 7zł od sztuki to taka przeciętna cena, za dobrą robotę nawet nie jest drogo :) W sumie, nie wiem czy okreslona, bo współprace mają zarówno blogerki, które mają po 80-100 obserwatorów jak i te 200+. Ale fakt, blogi niszowe raczej współprac nie mają. Bo trafiają do zbyt małej ilości odbiorców. Ważne jednak ,zebyś ty była zadowolona ze swojego bloga i ze swoich statystyk i osiągnięć :)

      Usuń
  32. szczere mówiąc, nigdy nie zastanawiałam się jak masz na imię, ponieważ z natury wole przydomki. One chociaż coś o nas mówią...Z kolei moje imię można znaleźć w archiwum bloga, bo kiedyś ktoś napisał je w komentarzu :) Ale zaginęło w mrokach puszczy, nawet mi nie chce się sięgać tak głęboko.
    Lubię recenzje książek. Nawet jak nic nie rozumiem. Japoński i jakiekolwiek języki oprócz polskiego to dla mnie czarna magia. Jakieś akcenty, słówka, wymowa...Boże broń mnie od tego! Owszem, jest to ciekawe, przyda się, ale nie mam zacięcia do takiej nauki. Tym bardziej cię podziwiam, że z własnej woli i pieniędzy uczysz się japońskiego (żeby jeszcze jakiegoś słowiańskiego to szybciej, ale japoński to całkiem inna bajka). Za to powinni dwać w szkole dodatkowe punkty, moim skromnym zdaniem :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Ciekawy post, prowadzę bloga z rysunkami zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Dzięki za recenzje, bardzo użyteczna w podjęciu decyzji o zakupie. PS. "po co" ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)