15 marca 2014

[52] Produkcje (nie)polecane: „Oresama”

Rok produkcji: 2004; Gatunek: Muzyczny, Podróże w czasie; Czas trwania: 1 godz. 6 min.

Gwiazda japońskiej estrady – MIYAVI, z dnia na dzień przenosi się w czasie. Początkowo nie rozumie co się dzieje, jest zdezorientowany. Poznaje Shina i wspólnie z nim zakłada rockowy zespół. Nowi przyjaciele gwiazdora widzą, że MIYAVI wyróżnia się spośród tłumów, ma oryginalny styl grania i bycia. W tym samym czasie mężczyzna poznaje małego chłopca o imieniu Ryuuji. Trzecioklasista uwielbia grać w piłkę nożną, uprasza MIYAVIego by ten, częściej z nim grał. Wkrótce piosenkarz orientuje się, iż chłopcem nie jest nikt inny, jak on sam.

Bla, bla, bla...” - tak mogę opisać swoje nędzne uczucia do tej produkcji. Była beznadziejna! Właściwie to co ogląda się lekko ponad godzinę, można by streścić w trzech króciutkich zdaniach: „Miyavi przenosi się w czecie do swojego dzieciństwa, gdzie spotyka sam siebie i gra sam ze sobą w piłkę. Kolejno spotyka pewnego 'niedoroba' i zakłada z nim zespół. Wraca do swojego świata.” The end. Jednak co by nie było, postaram nieco więcej poświęcić swojej cennej wypowiedzi filmowi „Oresama”. Także jaki jest sens owej ekranizacji? Otóż mimo dość prostej i nudnej fabuły dowiadujemy się „czeeegoś” o samym kochanym idolu. Rozchodzi się tu jedynie o „krótką chwilę” wyciągniętą z życiorysu Miyaviego, a mianowicie o kontuzje, której doznał za dziecka i nie mógł dłużej uprawiać sportu. Wtedy postanowił poszukać innego hobby i sięgnął po gitarę. Właściwie to nic wielkiego, lecz każdy zagorzały fan by powiedział, iż dobrze się stało (w tym ja ^_^). Mały Ryuujin marzył o karierze piłkarza, Miyavi kojarząc fakty i orientując się, że poznała sam siebie, początkowo chce ostrzec chłopca przed wypadkiem na ważnym dla niego meczu, lecz nasz Wielki i Wszechmocny gwiazdor (taki tam aikowy sarkazm) po głębszym namyśle postanawia tego nie robić i jedyne co mówi chłopcu, to że jeśli coś się niefortunnego stanie, to niech poszuka innej pasji.

Wiecie... Tak naprawdę kompletnie nie mam pojęcia co sądzić o filmie. Jako, że jestem fanką Miyaviego, to moja ocena diametralnie wzrasta, choćby za samą jego obecność w produkcji. Jednakże prawda jest taka, że film był kompletną klapą! Ta ekranizacja nie mówi o tym jak on wzniósł się na szczyty, co go motywowało, co nim kierowało... A jedynie odpowiada na pytanie „jak to się stało, że zaczął grać?”. Ano ot tak, bo nie mógł biegać na boisku nogami, to zaczął paluchami po strunach. Nie tylko film stacza się pod względem fabuły, ale i również gra aktorska jest na nie najlepszym poziomie i to niestety widać. Generalnie dość dawno temu Aiko oglądała „Oresama” po angielsku i miała takie same odczucia. Niedawno jednak postanowiła kolejny raz dać szanse produkcji i jak się okazało na darmo. Utwierdziłam się w przekonaniu, że jest to jeden z gorszych filmów i faktycznie mam prawo nadać mu tytuł: „produkcji (nie)polecanej”. 

Ocena: 2/10

Z dnia: 15.03.2014

11 komentarzy:

  1. To jest smutne, że o tych najlepszych, najbardziej przez nas lubianych ludziach kręcą takie badziewne filmy! scenarzysta tudzież reżyser nigdy nie trafiają w prawdziwy ,,sens" danej osoby, nigdy jakoś nie mogą zrozumieć co konkretnie fan by chciał wiedzieć. Tak bardziej z polskiego gruntu: film o Ryśku z Dżemu, czyli ,,Skazany na bluesa". Niezwykła postać. Niestety, zwykły film. Wśród zalet których nie mogę mu odmówić (świetny początek, genialne sceny na dachu) jest za krótki i dość powierzchowny jeżeli chodzi o Dżem jako zespół- całkiem olewa muzyków, skupia się tylko na wokaliście. Widzisz, nigdy nie trafisz w gust fana. Trzeba będzie samemu zacząć kręcić...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja osobiście nie jestem fanką japońskich aktorskich produkcji, więc jak ktoś mówi, że film/serial był słaby to tym bardziej nie mam ochoty go oglądać. Po przeczytaniu wstępu przez chwilę przemknęło mi przez myśl, że produkcja miała potencjał, ale jak widać chyba został kompletnie zmarnowany, szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Japonia Japonią, anime i manga mnie kręcą ale nie koniecznie Japońscy muzycy i aktorzy. Do tego jakoś nie mogę się przekonać... (zresztą ostatnio żadna sława zbytnio nie przyciąga mojej uwagi). Dlatego też zapewne podaruję sobie ten film :) Szkoda jednak, że Tobie się nie podobał skoro występuje w nim Twój idol :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety, film nie jest wybitny, ale jak napisałaś, Miyavi jest kimś dla kogo można poświęcić tę nudną godzinkę ;) Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  5. No cóż, wygląda na to, że dam sobie z tym filmem spokój. Chociaż może kiedyś obejrzę z ciekawości przynajmniej kawałek. Nie zaszkodzi przez chwilę popatrzeć na Miyaviego. ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. W zasadzie nie przepadam za Miyavim, aczkolwiek w naszej szkole mam koleżankę - Oresamę, która jest jego fanką, nawet patrząc na jej nick :D
    A tak w ogóle, to może jestem na to za głupia i za mało spostrzegawcza, ale wciąż nie mam pojęcia jak wyglądasz. ^^"

    OdpowiedzUsuń
  7. O tym filmie nigdy nie słyszałam choć sama jestem fanką Meeva. Cóż mogę chociaż twoim zdaniem film ten nie jest jakoś wybitnie dobry to z chęcią bym go obejrzała :)

    http://dorota-nevergiveup.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubie Miyaviego, wydaje się ciekawą osobowością, tym bardziej szkoda, że powstał o nim taki słaby film :<

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja w trzeciej gimnazjum pierwszy raz się zbuntowałam i pojechałam na mój kochany Simple Plan do wawy nie bacząc na decyzję i obawy rodziców. I NIE ŻAŁUJĘ :D Więc polecam, polecam. Spełnianie marzeń jest fajne, posiadanie przeżyć uskrzydla. I okej, jestem nolifem :o A ja właśnie przez to że nie masz na blogu zdjęcia to Cię nie poznaję xD Tak to może i bym kojarzyła, no :D Słyszałaś o tym że wszy u nas w szkole? Patola. To od Ciebie z klasy? Bo ponoć z pierwszych. x_x

    OdpowiedzUsuń
  10. Takie filmy są ciekawe ze względu na to,że mozna się wielu rzeczy dowiedzieć o naszym idolu. Albo tak jak napisałaś jest odpowiedź na pytanie "Jak do tego doszło,że Miyavi zaczął grać?". Szkoda,że akurat ten film nie jest dobry, chętnie bym taki oglądnęła.

    OdpowiedzUsuń
  11. Szkoda, że film okazał się "klapą", bo chciałam obejrzeć. Niestety jednak, po przeczytaniu twojej recenzji, myślę, że nie warto przeznaczać na to czasu. Lubię Miyaviego, ale niestety scenariusz nie jest taki na jaki niektórzy oczekują. Szkoda właśnie, że nie nie znalazły się tam odczucia piosenkarza, to co nim kieruje na scenie i jak motywuje się w trudnych chwilach związanych z muzyką ( bo chyba przecież są takie? ). Jednakże można tylko dowiedzieć się o nim czegoś więcej, niespełnionym marzeniu. Ale gdyby wybrał karierę piłkarską ( gdyby mógł) nie byłby tak świetnym piosenkarzem, który ma niezwykły talent gry na gitarze. :)
    Pozdrawiam. Coral1q

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)