21 sierpnia 2014

[64] Jasno-porcelanowa twarz

Zwykle uważa się, iż Azjatki mają delikatną skórę, piękną cerę, lśniące i grube włosy. Bądź co bądź możemy im pozazdrościć danej urody. Ale weźmy pod uwagę, że w ich kulturze dbanie o swoje ciało jest niemalże porównalne z obowiązkiem jedzenia czy picia. Ideał piękna kobiety to przede wszystkim jasna, czysta cera, ale uzyskanie takowej wymaga wiele poświęceń.


Ostatnio latając po wszelakich blogach zauważyłam, że częstym tematem stała się blada cera (STOP! W wakacje?! Ludzie nie mają o czym pisać, ale...). Wydaje mi się, że wśród osób interesujących się Azją już dawno nastała moda na marzenie o pięknej jasno-porcelanowe twarzy. W końcu przyglądając się naszym ulubionym celebrytkom z azjatyckich kątów, zazdrościmy im jak Panu Kowalskiemu wygranej w totolotka i staramy się poszukiwać własnego sposobu na bledszą cerę.
Zabawne jest jednak, że tutaj u nas, niejedna kobieta wyściga się z drugą o mocniejszą opaleniznę. Ja jestem przeciwniczką. Nie wyobrażam sobie leżeć plackiem i czekać aż muśnie mnie ostry strumień promieni słonecznych. Może jestem dziwna i nieraz zachowuje się jak „wmapirek”, ale mam ku temu powody. Uważam, że promieniowanie jest szkodliwe - powoduje przebarwienia, postarza naszą skórę, a w skrajnych przypadkach doprowadza do raka. Argument: „słonko to witaminy” nie przebije powyższych. Ponadto posiadam cerę naczynkową, a więc powinnam wystrzegać się m.in. ostrych potraw, ziarnistych peelingów (które pobudzają do nadmiernego krążenia krwi i rozszerzania naczynek, przez co podrażniają skórę i rumienią ją) oraz promieni słonecznych. Biorąc to wszystko pod uwagę, moje argumenty są silniejsze.
Oczywiście nie mówię, że nie wychodzę na słońce, co to to nie! Choć bym chciała mieć cerę jasną, to raczej jest to nie możliwe przy moim trybie życia. Dużo ruchu na świeżym powietrzu, wypadów ze znajomymi, wyjazdów zdecydowanie mnie z tego wyklucza. Sama zauważyłam, że porównując do ubiegłych, tegoroczne w wakacje zaczerpnęłam nieco „różowego brązu” (z racji że mam jasną karnację, zwykle słońce mnie spala, a nie opala. Nawet jeśli moja nabyta opalenizna przeinaczy się w „zdrowy brąz”, porównując go do brązu innych, jest dość czerwonawy), a przede mną jeszcze wyczekiwany wyjazd za granicę.
Mówiąc jednak o „porcelanowej twarzy” nie mamy na myśli twarzy białej, ale jasnej i bez żadnych skaz. Uzyskanie czystej, bez żadnych przebarwień cery nie jest łatwym zadaniem i wymaga długiej i regularnej pielęgnacji. Kosmetyków do tego typu zabiegów jest masa i są one powszechnie dostępne pośród popularnych marek. Natomiast większość zwykle chce próbować wybielać cerę domowymi sposobami. Ale czy te sposoby działają? Jak już wspominałam mam cerę naczynkową, przez długi czas borykałam się z czerwoną twarzą i zawsze chciałam w jakiś sposób ukoić swoją skórę, aby pozbyła się zbyt różowawego kolorku. Po za tym przebarwienia też były moim problemem. Przez pewien czas miałam niezłą „faze” na wybielanie cery (i tak naprawdę nadal mam). Uważam, że jasna (nie biała!) twarz wygląda niebo lepiej od opalonej. Szczególnie jeśli matka natura mnie jasną karnacją obdarzyła, to nie powinnam tego zmieniać i robić się na murzynkę. :)


                                                                      Pomysł pierwszy:
Terapia ogórkowa. Ogórek jest znany głównie z tego, że odświeża. nawilża nasza skórę, ale oprócz tego ją rozjaśnia, dlatego często możemy spotkać się z nim w składzie kosmetyków walczących z przebarwieniami. Możemy robić sobie maseczkę ogórkową nanosząc plasterki na twarz i około 15-20 minut trzymać, po czym nie zmywać twarzy wodą, ale możemy też po prostu przecierać plasterkami ogórka twarz w taki sam sposób jak wacikiem – wydaje się to być dużo lepszy sposób. Tą metodę stosuję aż do dziś.

Pomysł drugi:
Woda ryżowa. Ryż ma wiele właściwości – nawilża, wygładza, rozjaśnia czy poprawia elastyczność. Aby otrzymać wodę ryżową wystarczy wsypać do miski znaczną ilość ryżu i zalać go wodą, poczekać kilka godzin aż woda zmętnieje (choć szybciej taki sam efekt otrzymamy jeśli przemieszamy go kilkakrotnie ręką), a następnie przelać wodę do jakiejś buteleczki (okres ważności to kilka dni). Wodę ryżową możemy stosować na różne sposoby, ja zalecam po prostu używać jej jako tonik przemywając twarz rano i wieczorem, wtedy rozjaśnia, odświeża i zmiękcza skórę. Fajną sprawą jest również robienie maseczki. Wystarczy, że gazę bądź waciki zanurzymy w wodzie ryżowej, ułożymy na twarzy i około 15-20 minut będziemy ją nosić. Pomysł jest naprawdę dobry, a nawet wydaje mi się lepszy od „ogórkowatego”, choćby ze względu na właściwości wygładzające. Próbowałam go tylko kilka razy, ale jestem leniem i mniej kłopotliwe jest dla mnie pokrojenie warzywa w plastry. ^^

Pomysł trzeci:
Tonik z cytryny. Cytryna rozjaśnia, rozświetla, jest świetnym sposobem na wągry oraz zaskórniki, ponadto stosuje się na przebarwienia potrądzikowe czy zmarszczki. Własnoręcznie przygotowanie toniku z cytryny jest niezwykle proste. Na 100 ml wolu dajemy 2-3 łyżki soku z cytryny po przemieszaniu przelewamy do małej buteleczki i przemywamy twarz raz dziennie. Taki tonik ma okres ważności około tygodnia.

Jest dużo więcej sposobów na "wybielanie" m.in. z sodą czy nagietkiem, jednak te opisane najbardziej przypadły mi do gustu. Przede wszystkim nie mam czasu się bawić w małego chemika i robić nie wiadomo ile czasu maseczek, które dodatkowo trzeba nosić przez ileś minut. Wolę zalać ryż wodą przemieszać kilka razy lub zmieszać sok z cytryny z wodą. Oczywiście efektu nie widzimy natychmiastowo, ale już po pierwszych tygodniach jest on wyraźniejszy. Na naszej cerze zauważamy mniejszą ilość przebarwień i jest ona jaśniejsza. Aiko po kilku miesięcznej kuracji to potwierdza. :)

A wy? Wolicie jasną cerę czy opaloną? Próbowaliście domowych sposobów na rozjaśnienie cery?

Z dnia: 21.08.2014

12 komentarzy:

  1. Nie próbowałam i próbować chyba nie będę. Teoretycznie cerę mam jasną, ale... ale moje rumieńce bardzo ją zmieniają. A że mam je na twarzy nieustannie to zdążyłam się do nich przyzwyczaić, a nawet polubić :) Oczywiście dbanie o cerę jest ważne, ale bez przesady :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że wypróbuję ogórek i tonik z cytryn :3 mimo faktu, że smaruję buzię najwyższymi filtrami, opala mi się ona, a faktem jest że raczej nie przepadam za opalenizną. Cieszę się, że dodałaś taki post! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. "Słonko to witaminy" - to jak najwłaściwsze stwierdzenie. Potrzebujemy odrobiny słońca, bo zawiera niezbędną prowitaminę, która w naszej skórze zmienia się w witaminę D3, która odpowiada chociażby za nasze kości. Nie mówię tu o spaleniu się na frytkę, ale odrobina słońca jest potrzebna człowiekowi. Wolę czasem wyjść na to słońce, a nuż na starość nie dopadnie mnie osteoporoza. Już po raz kolejny spotykam się na blogu z hejtem na słońce i tym, że nie jest zdrowe i strasznie mnie irytuje D: poczytaj sobie o tym, serio.
    Ja sama mam jasną cerę i wiem co to znaczy... spalać się, a nie opalać XD. Jednak bladą dupą i tak pozostanę na wieki.
    Bardzo fajne pomysły na "wybielanie". Ja stosowałam zazwyczaj ogóry.

    OdpowiedzUsuń
  4. Domowych nie, ale w Azji znajdzie się mnóstwo kosmetyków wybielających np. Snow white cream z Secret key, które mają na celu rozjaśnianie skóry i jak widać po recenzjach faktycznie to robią ;)
    Z takich zabawnych kulturowych nieporozumień, nie wiem czy słyszałaś o amerykańskiej wpadce jednej z azjatyckich firm kosmetycznych?

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie to jest bardzo długa historia, bo osobiście męczę się z trądzikiem (od podstawówki!! ;o), ale że ostatnio mi się pogorszyło (pójście do liceum i te sprawy), dopiero niedawno postanowiłam odwiedzić po raz pierwszy dermatologa. Nie będę się rozpisywać na temat kuracji i tak dalej, bo to nie o tym tutaj mowa, ale fakt, że nabawiłam się (na własne życzenie w sumie) brzydkich blizn i przebarwień zmusiło mnie do podjęcia działań "rozjaśniających" domowymi sposobami. A mianowicie - cytryna. Nie mieszam jej z wodą, po prostu wyciskam sok, przemywam nim twarz i zostawiam tak na 15-20 min. Potem spłukuję i jest gites majonez, bo skóra jest gładka, bez martwych skórek rolujących się podczas nakładania kremów, czy w moim przypadku, wszelakich maści od p.dermatolog :) Ale co najważniejsze: nie wiem ile czasu minęło od kiedy po raz pierwszy użyłam tego "specyfiku", ale faktycznie blizny i przebarwienia są mniej widoczne, na czym zyskuje moja pewność siebie oczywiście (bo bądź co bądź to był mój największy problem) :) Także ja mogę polecić sok z cytryny, hah ^ ^ ! Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyjaciółka mi podesłała jakiś czas temu, dość zabawne jak się zna ich podejście do rozświetlonej cery, dość niefortunne bo zamieszczone w Quenns XD zamieścili plakat z napisem "Do you wanna be white?" XD oczywiście szum, że rasistowska reklama bo Quenns jest znana jako "czarna dzielnica" ;) taka mała wtopa, acz dość zabawna.
    Secret key nie jest chyba aż tak tragicznie drogi, warto na ebayu poszukać.
    Sama nie przepadam za zachodnią pielęgnacją i o wiele bardziej cenię sobie kosmetyki azjatyckie.
    O kurcze, to zazdroszczę umiejętności mamie, ja na razie coś tam dziubię, raz lepiej wychodzi, raz gorzej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Też się uśmiałam ;) małe kulturowe nieporozumienie ;)
    O niebo lepsze a już nie wspomnę o opakowaniach kosmetyków Tonymoly *.* pandy, kotki awrrrr ;3

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja również nie jestem zwolenniczką terapii słonecznych. Owszem, jest potrzebne to wytwarzania witaminy D, ale wystarczy dosłownie odrobina (choćby wystawienie ręki na słońce) by ją dostarczyć.. Negatywów jest niestety znacznie więcej. Sama mam cerę jasną, ale nie białą i raczej nigdy nie szalałam z codziennym nakładaniem kremów z filtrem itp. Nakładam je dopiero wychodząc na mocne słońce, w przeciwnym razie raczej o tym nagminnie zapominam (chyba, że w kremie do twarzy mam od razu filtr) :D Gorsza sprawa, że mam sporą liczbę znamion, które nie mogą być wystawiane na słońce.

    Z metod próbowałam ogórka i cytrynę, niestety na druga nie jest dobra dla mojej bardzo bardzo bardzo wrażliwej cery.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nie przepadam za słońcem dlatego, że nie lubię lata i nienawidzę, gdy jest mi ciepło, co do cery to zawsze miałam skórę, która bardzo łatwo się opala, więc sam spacerek wystarczy mi, żeby nabrać kolorków, chociaż ogólnie jestem blada, dlatego wszyscy zawsze się dziwą czemu ze swoim typowo zimowym typem skóry słońce nigdy nie przypiekało mnie na czerwono. Opaleniznę chcąc, czy nie chcąc zyskiwałam, gdy chodziłam na odkryte baseny będąc trochę młodsza, obecnie prowadzę raczej domowy tryb życia. hah
    Jeśli chodzi o skórę twarzy to u mnie bywa z tym różnie, przede wszystkim muszę uważać na to co jem. Jestem leniem, więc kosmetyki do pielęgnacji cery wolę kupować, ale może warto byłoby też skusić się na przygotowanie czegoś samego, zwłaszcza, że proponowane przez Ciebie metody nie wyglądają na skomplikowane. ^^

    OdpowiedzUsuń
  10. U nas chyba blada cera nie jest zbyt popularna, a wręcz w wakacje ludzie krzywo patrzą jak ktoś chodzi taki blady. Ja sama mam jasną karnację, zazwyczaj spiekam się na raka, więc sama z opalania zrezygnowałam, bo w moim przypadku jest to bezsensu :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie próbowałam żadnego ze sposobów, ale o pierwszym i ostatnim słyszałam. Co do cytryny - ostatnio w jakimś programie wypowiadała się pani dermatolog, żeby z tym sposobem nie przesadzać, bo odczyn kwaśny etc. No ale wiadomo, że wszystko można z rozsądkiem. Ja sama jestem zwolenniczką naturalnych metod. :) Słońce nie jest takie złe - np. w moim przypadku do niektórych zmian jest zalecane, bo wysusza i wszystko jest piękne i gładkie. ;p Co do twarzy - lubię jak jest delikatnie muśnięta słońcem, ale delikatnie, raz mi się udało wyglądać tak, jakbym cały czas miała na sobie jakiś delikatny fluid czy coś i to było ładne, ale ponieważ mam "pućki" na policzkach, to zazwyczaj opalam je na różowo i wyglądam jakbym się wymazała różem. No i ślady po okularach przeciwsłonecznych to moja specjalność. ♥ Ale metody na przebarwienia mam ochotę wypróbować, szczególnie, że nawet dla takiej sieroty jak ja nie są skomplikowane. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. hmm mam biała twarzyczkę i bez tego ;D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)