14 lutego 2015

[80] Pomysł na: Nama chocolate

Aiko to wspaniała kucharka! Potrafi gotować ryż przez 5 godzin, ziemniaki bez użycia wody, czy upiec babkę w temperaturze 100 stopni bez proszku do pieczenia. Prawda jest smutna, mam dwie lewe ręce jeśli chodzi o wyroby gastronomiczne. Próbuję, staram się, acz często wychodzi na opak... Czasem jednak udaje mi się co nieco, więc pomyślałam sobie: „a nuż i tym razem szczęście będzie mi sprzyjać i mimo że dziś piątek 13-tego spróbuję zrobić japońskie nama choco”.



Wielu z Was wie, iż 14 lutego, a więc walentynki w Japonii to tak naprawdę dzień, w którym panie obdarowują swoich panów słodkościami. Prześliczne i przesmaczne czekoladki schodzą w sklepach niczym świeże bułeczki. Oczywiście, skoro Aiko przesiąknęła z lekka kulturą azjatycką, nic innego nie pozostało, jak także w taki sposób obdarować swoją Pande.









Nama choco to oczywiście czekoladka - bardzo delikatna i niemalże rozpływająca się w ustach. Przepis jest nadzwyczaj prosty, gdyż potrzebujemy jedynie: czekolady (dobrej jakościowo - 100g), śmietanki 30% (2-3 łyżki) oraz masła (łyżkę). Czekoladę rozpuszczamy i łączymy ją zresztą składników, wlewamy do jakiegoś naczynia i odstawiamy na parę godzin do lodówki aż stwardnieje. Opcjonalnie ja dodałam jeszcze do środka czekoladek pijaną wisienkę. 






Tak wygląda efekt końcowy (opakowanie również mojego autorstwa oraz Panda brelok *zobacz jak zrobić*)  A czy czekoladki są smaczne? Cóż, wręczając je, Aiko nabąknęła, że woli nie słyszeć recenzji na ich temat, ale oczywiście zjadliwe są. W każdym bądź razie nie są jakoś wybitnie smaczne. I ich główną wadą jest "topliwość". W temperaturze pokojowej lepiej ich nie przechowywać, ja trzymałam je całą noc w lodówce, całkiem nieźle wyglądały i bez większego problemu wyciągnęłam je z foremek. Ponadto warto pamiętać, że są to czekoladki na świeżo. "Nama" oznacza dokładnie z japońskiego "surowy" albo wolno tłumaczone "świeży", dlatego zaleca się skonsumowanie ich w przeciągu kilku najbliższych dni po zrobieniu. 


A oto prezent, który dostała dziś Aiko. Mega duży misiek, nie dość że ma prawie metr wzrostu, to na dodatek dość grubiutki (ON JEST GRUBSZY ODE MNIE!). Mehh, wracając z nim do domu ludzie uśmiechali się widząc Aiko tachającą takiego wielkiego misia. W autobusie próbowali go głaskać po pyszczku i komentowali, że mój Święty Walenty kupił ładnej dziewczynie ładnego pluszaka.

Jak Wam minęły walentynki? Co myślicie o samodzielnie robionych czekoladkach? Próbowaliście takie robić i obdarowywać innych?


P.s. Podobno moje czekoladki były bardzo dobre! :O 

Z dnia: 14.02.2015

7 komentarzy:

  1. Podziwiam, niby przepis prosty, ale trzeba mieć jeszcze chęci by takie czekoladki wykonać. <3 Ja w tym roku prawie zapomniałam o walentynkach, ale jak mi się przypomniało to wyciągnęłam sobie z szafeczki merci i obżerałam się w samotności przy anime, nie narzekam, było fajnie. ^^
    Misiu przecudowny. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha ha, robiłam kiedyś czekoladki :D Skończyło to się tym, ze do masy czekoladowej (gorącej!) dolałam mleka i czekolada dziwnie się zgrudkowała....Postanowiłam przełożyć ją do foremek do lodu i włożyć do zamrażalki, co było pomysłem średnim, w każdym razie mój tata zje nawet wielkie grudy dziwnej, zamrożonej czekolady, więc jakoś zniknęło. Mi nawet smakowało, w końcu czekolada :D
    Walentynek nie miałam, bo pisałam akurat w ten dzień olimpiadę z polskiego, drugi etap, i jeszcze do tej pory nie czuję się zbyt dobrze :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudny misiek. <3 Kiedyś próbowałam zrobić czekoladki (to było chyba na dzień mamy), choć trochę inne i też szybko się topiły. Mimo to byłam zadowolona z efektu. :>

    OdpowiedzUsuń
  4. Ty masz dwie lewe ręce do gotowania, a ja mam dwie lewe ręce do takich robótek typu: pudełka i innych rzeczy XD! Jesteśmy więc kwita haha, pewnie byśmy się uzupełniały!
    Czekoladki. Dlaczego ja o tym nie pomyślałam? Bardzo fajny pomysł i ogólnie świetny, własnoręcznie robiony prezent <3.

    OdpowiedzUsuń
  5. Popatrz ty popatrz jakie róznice kulturowe... W Polsce jak facet nie da czegos dziewczynie to jest postrzegany za Bóg wie kogo. Może jak byś dodała mnij masła były by mniej topliwe ? Ale ogólnie pomysł z pijaną wisienka był genialny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czekoladki to coś co lubimy ;], ale ostatnimi czasy konsumujemy tylko gorzką czekoladę ;)
    Nie martw się brakiem umiejętności, przychodzą z czasem :)
    Kiwcia ma się lepiej, dziękujemy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. prościutki przepis, ojejku! Aż się prosi, żeby wypróbować, i nie ma że leń :D aż wstyd byłoby nie skorzystać z tak prostego przepisu, haha :D pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)