19 marca 2015

Hunter // Wrocław 5.03.15

Lubicie chodzić na koncerty? Chyba większość lubi imprezy tego typu. Moment w którym widzisz swojego idola na scenie, chwila w której rozbrzmiewa perkusyjny rytm, czas w którym pierwsze słowa piosenki dochodzą do twych uszu.

Idźmy dalej...

Najlepsze są koncerty z muzyką alternatywną, punkową, rockową, melatową... Podczas których można się wyszaleć, a przy okazji trochę poturbować. Uwielbiam pogo. Kocham też moment w którym fala ludzi leci na mnie, ja przyklejam się do stojącego przede mną dwumetrowego metalowca. Nie mogę oddychać, bo skądże brać powietrze? Ścisk jest porównujący do jazdy w moim autobusie. Codziennie wracając ze szkoły czuję się jak sardynka w puszce – koncert to żadne nowe doznania tego typu.

Ale bądźmy trochę bardziej brutalni...

Grunt to wynieść jakąś pamiątkę z koncertu! Pogo wydaje się być niebezpieczne? Pogo jest niebezpieczne, szczególnie kiedy nie ma się na nogach glanów. Choć dostaniesz sporej mocy kopa w piszczel, choć ktoś Cię nadepnie, choć ktoś poskacze po Twoich palcach... Nie odwdzięczysz się tym samym. Buty o przeciętnej podeszwie nie dadzą im rady. Ale co tam siniaki na nogach... Co tam wybity palec... Dostać z glana w czubek głowy to jest dopiero wyczyn! Uwielbiam ludzi na fali – ciało zgrabnie płynące u szczytu rąk innych koncertowiczów, kończące swą drogę dokładnie na scenie.

Z kolei tuż przy scenie...

Jesteś blisko sceny, w którymś z pierwszych rzędów, ale nie pierwszym. Nagle tłumy gdzieś Cię z sobą porywają. Ty, drobna kruszynka idąc za pulsującą widownią nie wiedząc czemu i kiedy, i w jaki sposób, pokonujesz sporą odległość aż do ochronnych barierek w pierwszym rzędzie. Stop, czekajcie! To nie zwykłe miejsce. To miejsce tuż przed Waszym idolem, gdzie już po chwili trzymacie go za rękę, śpiewacie razem z nim ulubioną piosenkę!

A kiedy dobiega koniec...

Czasu coraz mniej. Już niedługo trzeba pędzić na dworzec kolejowy, złapać ostatni pociąg pędzący w stronę domu. A co to? Pić się chce. Po szaleńczej zabawie zmęczenie daję się we znaki. Kończy się piosenka. Przygasają światła. Nagle Aiko zrywa się ze swoją towarzyszką prędko przedzierając się przez tłumy. Byle do wyjścia. Zanim jednak opuścimy salę koncertową, trzeba się napić. Nie, nie piwka... Wody dajcie! A najlepiej tej dla grającego zespołu – darmowej. Niecałe 10 sekund ciemności – to czas w którym zdążyłyśmy chwycić za wodę leżącą na scenie pod nogami Pawła Grzegorczyka i przedrzeć się przez widownię z samego przodu do tyły sali. Kolejno niecała minuta minęła od wlania w siebie półlitrowej butelki. Niezapomniany moment, który zregenerował nasze wycieńczenie.
Taki tam fanart do piosenki pt. "Imperium Uboju", narysowany rok temu na języku polskim.
 Usłyszałam potem od nauczycielki: "No proszę, jakie talenty nam się tutaj skrywają"
 - dość sarkastyczne. 

Oto krótka relacja z koncertu Hunter'a we Wrocławiu (który swoją drogą był aż 2 tygodnie temu). Dla nie wtajemniczonych Hunter gra muzykę heavy metalową, thrash melatową. Ale nie to w nim tak bardzo lubię. Otóż Wasza Aiko ma niemałe zamiłowanie ku brutalnym tekstom, dla niektórych niesmacznych, mało etycznych... W tytule notki wydnieje "rzeźnia", ma to oczywiście związek z małym "zboczeniem" Aiko-chan, kto słucha/przesłucha wspomniany zespół będzie wiedział o co chodzi.

Coś z życia Aiko

Gomennasai, ta notka miała się pojawić dobre dwa tygodnie temu. Jednak kompletnie brakuje mi czasu w ostatnich tygodniach. Dom mi służy głownie jako sypialnia, całe dnie spędzam na mieście/w szkole, bo zajęcia muzyczne, bo chłopak, bo próby, bo występy, bo koncerty, bo znajomi, bo nauka, bo imprezy, bo wyjazdy... Grunt, że zaczęłam się wysypiać i nie czuję już przemęczenia, teraz tylko trzeba zacząć regularnie jeść, albo w ogóle zacząć jeść śniadania o normalnej porze niżeli na obiad, obiad niżeli na kolacje. Czekam na święta! Może uda mi się je spędzić spokojnie i beztrosko. Ja ne!

Żeby Was nie skłamać... Niekiedy moja dieta wygląda dokładnie jak wyżej:
Śniadania: kawa w McD
Obiad: jedyny "zjadliwy" Bsmart w KCF
Podwieczorek/Kolacja: mrożony jogurt z owocami


P.S. I. - Wiecie, że koncert był dwa tygodnie temu, a ja nadal mam całe posiniaczone nogi? :|
P.S. II. - Weekend znów zapowiada się zabiegany, w sobotę koncert, na którym będzie grała Aiko, a po koncercie Aiko pójdzie na kolejny koncert, ale tym razem świętować pierwszy dzień wiosny wspólnie ze znajomymi. :D
P.S. III. - A co u Was?  :)


Z dnia: 19.03.2015

10 komentarzy:

  1. He he, wcale mnie nie dziwi, ze 2 tygodnie po koncercie pamiętasz go doskonale :D Byłam na koncercie Huntera dwa razy: najpierw jako nowicjuszka - małolata (rok temu, hłe hłe) nie znająca nawet tego zespołu. Pierwszy raz na koncercie w klubie, tego się nie zapomina...Podobno wyrwałam kumpeli połowę włosów ( pieszczochą! ) i też nie miałam glanów...Drugi raz na koncercie plenerowym, po którym kilka dni wytrzepywałam piach z włosów. Hunter to niesamowity zespół, kocham ich teksty, zabawę słowami i kurcze, sens!
    Też mam w zeszycie od polaka rysunek z Huntera, przerysowany z koszulki kumpeli siedzącej przede mną :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Tiaa.. w moim mieście rodzinnym jest taki klub o jakże osobliwej nazwie "siedem grzechów", gdzie bardzo często odbywają się koncerty. Szczególnie jeden z nich niemiło wspominam, jak w trakcie pogo ktoś tak mocno we mnie uderzył, że odbiłam się od jakiegoś spoconego grubasa i poleciałam prosto na bar. Od tego czasu raczej trzymam się na bakier, to nie jest miejsce dla takich kurdupli, jak ja :D
    A teraz strasznie chciałabym iść na koncert Blind Guardian *o*
    No, no.. u mnie większość dni wygląda jak wygląda. Fast foody przejmują moje życie :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie średnio lubię a jak już to wolę trzymać się na uboczu, bądź z tyłu. Nigdy nie w pogo przy scenie ;) Cenię swoje kości ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja wolałabym chodzić na koncerty bez tłumów i najlepiej z miejscem siedzącym, żeby móc w spokoju i z przyjemnością posłuchać ulubionego wykonawcy na żywo. Dlatego na większość koncertów nie chodzę, bo takiej możliwości po prostu nie ma :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano widzisz... A ja zwykle na koncertach się zastanawiam: "dlaczego ludzie rezerwują miejsca siedzące, jeśli można stać i to tuż przed sceną i rozkoszować się muzyką, a przy tym świetnie bawić wśród tłumów". Właśnie mnie trochę uświadomiłaś, jak to wygląda z tamtej strony. :)

      Usuń
  5. To ja w takim razie zapraszam do Wrocławia do Maca gdzie pracuję haha :D
    Nigdy nie byłam na heavy metalowym koncercie, ale chcę się wybrać - nawet, jeżeli mnie podepczą glanami XD *do tego czasu zdążę kupić własne*

    OdpowiedzUsuń
  6. Z pewnością były to niezapomniane wrażenia. ;D
    Na koncerty chodzę naprawdę rzadko, jakoś niewiele mam ku temu okazji. Huntera raczej nie słucham, jednak znam kilka piosenek. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jedyny koncert, na którym byłam to jak wiesz, koncert Miyaviego. Stałam blisko sceny i faktycznie przez chwile nie wiedziałam gdzie się znajduję, bo jak artysta wbiegł na scenę, wszyscy zaczęli skakać i tak skończyłam prawie na samym końcu - ale przynajmniej było mi lżej i coś widziałam ;p Jedyne czego żałuję to to, że w pełni nie wykorzystałam mojego Vipa i nie poszłam na balkon, bo tam to już wgl bym wszystko widziała (i nie miałabym powyrywanych włosów i tak dalej ;)). No ale skąd miałam wiedzieć, ja taka niedoświadczona... Mimo to masz rację - niezapomniane wspomnienia zobaczyć swojego idola na scenie ^ ^ Co do pogo... Wgl tego nie rozumiem! I chyba nie chcę rozumieć ... ;p Pozdrawiam
    Kusonoki Akane

    OdpowiedzUsuń
  8. Koncerty są fajne,można dzieki nim mieć niezapomniane wrażenia oraz wspomnienia. Jednak ja akurat często na nich nie bywam, bo zwyczajnie nie mam okazji, ale jak się zdarza to chodzę. Od pogo trzymam się zdecydowanie z daleka

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja o dziwo nie jestem wielką fanką koncertów, ogólnie mogę chodzić, ale jestem typem, który woli być na "trybunach" i ogólnie nie uczestniczyć w zabawie szalonego tłumu a obserwować wszystko z boku. xP

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)