22 kwietnia 2015

Goście, Goście – jak przyjąć Japończyka?


Korespondując z obcokrajowcami, wymieniając się informacjami na temat swoich kultur, obyczajów, pisząc o swoim regionie, wysyłając zdjęcia naszych krajobrazów, otoczenia, ale przede wszystkim ZAPRASZAJĄC ich do Polski, trzeba się liczyć, iż pewnego dnia zjawi się na Waszym progu gość. Otóż to. Dokładnie 26 kwietnia oczekuje gościa z odległych zakątków świata, a mianowicie Japonii.

Pewnego dnia będąc w szkole, a dokładniej na lekcji niemieckiego telefon zawibrował i ukazało się okienko z wiadomością LINE. Internetowy przyjaciel zadał proste pytanie: czy mógłby się zatrzymać u mnie na parę dni. Reakcja moja była oczywista – osoba z którą koresponduję od dłuższego czasu chce bliżej poznać moją kulturę i mój region, nic dziwnego że z chęcią go ugoszczę.

Pytanie jednak nie jest proste, jak przyjąć Japończyka? Przede wszystkim mam obawy względem bariery językowej, gdyż kraj ten nie słynie z dobrej, komunikatywnej znajomości języka angielskiego (nasz z resztą też nie i jestem tego przykładem). Choć mam nadzieję, iż mój skośny przyjaciel będzie się nim równie biegle posługiwał, jak w formie pisemnej. W najgorszym wypadku będziemy się porozumiewać mimiką, gestykulacją i piktogramami (nie liczę na ćwiczenie języka japońskiego, choć oczywiście będę próbować).
Kolejnymi obawami jest zetknięcie się dwóch zupełnie odmiennych kultur, choćby biorąc pod uwagę kuchnię. Czy dania polskie będą smakować komuś kogo kubki smakowe są przyzwyczajone do zupełnie innych potraw? Z tego co mnie słuchy dochodziły, Azjaci są ciekawi naszej kuchni, oby na tyle, aby przynajmniej nie umrzeć z głodu.
Następna rzeczą są atrakcje. Mieszkam na w południowo-zachodzniej części kraju, jakieś 100km od Wrocławia, niedaleko granicy z Czechami, w górach, które nazywają się Sowimi. Choć to piękna okolica i atrakcji jest tu mnóstwo, to sęk w tym, żeby wybrać te najciekawsze i zajmujące czas (co by się gość nie nudził). Dodatkowo obawiam się bardzo komunikacji/transportu. Fakt, że mieszkam we wsi turystycznej nie oznacza, że autobusy jeżdżą co 5 min, tylko jak się wielokrotnie żaliłam, co 2h, nawet 3h. Poza tym, aby dostać się do różnych zamków etc. trzeba kilkukrotnie się przesiadać. Dlatego muszę obmyślić plan, w który dojazdy będą łatwe i wygodne.

Przyjmowaliście u siebie kiedykolwiek jakiegoś gościa z zagranicy? Oczywiście w moim wypadku przyjmowanie takich gości, polecanie im atrakcji turystycznych i zachęcanie do powrotu to nic nowego, gdyż moi rodzice prowadzą agroturystykę, i bywali u nas Niemcy, Czesi czy Słowacy, acz sam fakt tak przyjazdu Japończyka wydaje się być w porównaniu z innymi bardzo egzotyczny.

Poniżej zdjęcie prosto z Japonii właśnie od kolegi, który mnie odwiedzi, swoją drogą już dawno przesłane, bo wiśnie kwitną tam już od dobrego miesiąca. Widok ten zawsze będzie mnie oczarowywać, byle w przyszłości go zobaczyć. <3




P.S. Boje się tej wizyty, chciałabym aby gość poczuł się w Polsce dobrze, aby wywiózł stąd miłe wspomnienia i obalił stereotyp naszego nietolerancyjnego czy też "zacofanego" kraju, jak to w wielu przypadkach się słyszało za granicą o Polsce.  


Z dnia: 22.04.2015

13 komentarzy:

  1. Łaaaa! Ale fajnie *___* będziesz miała gościa z Japonii! W takim razie oczekuję potem z jego odwiedzin długiej relacji i kilku zdjęć <3!
    Myślę, że nasze jedzenie mu posmakuje! Jest całkiem spoko! To prawda, że są różne gusta smakowe, ale na pewno znajdzie się coś, co polubi jeść ^___^.
    DAWAJ DO WROCŁAWIA~! Zabierz go do Maca do mnie buahah XD. Już ci mówię gdzie pracuję. Grunwaldzka 34! Nie w pasażu grunwaldzkim, ale trochę bliżej przystanku autobusowego o nazwie Bujwida! 24 godzinny! Zapraszam <3 jak będziesz to daj znać! XD ahahah.
    No i życzę mile spędzonego i zaplanowanego czasu <3

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurcze, ale fajna akcja! Jak dla mnie nietypowe jest w ogóle ze ktoś z Japonii chce do nas przyjechać... Fajnie, że trafiła akurat na ciebie, ja bym w ogóle nie miała co pokazać, takie miasta jak Bydgoszcz raczej nie robią wrażenia na obcokrajowcach :P Za to w górach Sowich byłam i były cudowne, nie tylko dlatego że kocham góry. Na pewno jakoś się dogadacie, na migi idzie się z każdym dogadać. Gorzej gdybyś musiała rozmawiać przez telefon :D Powodzenia i poproszę relację z pobytu :D

    OdpowiedzUsuń
  3. To bardzo ciekawe doświadczenie, którego niewątpliwie Ci zazdroszczę.
    Ja przez studia mam Japończyków na co dzień i powiem Ci, że nikt za bardzo nie narzekał na naszą kuchnię, a jeden przypadek absolutnie zakochał się w naszych pierogach. Jedyne co to nasze niektóre desery, słodycze itp. są dla nich za słodkie, ale to pewnie zależy od człowieka. Mam nadzieję, że Twojemu Japończykowi zasmakuje nasza kuchnia. xD

    OdpowiedzUsuń
  4. <3 Życzę dobrej zabawy! Wiem jak to jest mieszkać na takim krańcu kraju (no w moim wypadku to się nawet pytali czy tu prąd mam...) i zorganizować coś tak, aby miało ręce i nogi. :P Dasz radę! Sama koresponduję z Japonką, więc rozumiem czego się obawiasz. Ale to i tak nie zmienia postaci rzeczy, że jest wielka radocha. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooo... To już tylko kilka dni. Ale po wizycie liczę na relację jak to przebiegało i czy gość był zadowolony. A i zdziwiłam się, bo wychodzi, że mieszkamy niedaleko siebie. Jakoś sto kilometrów od Wrocławia, niedaleko gór. Niestety nie Sowich, lecz Karkonoszy. Już myślałam, że większość ludzi z Internetu postanowiła osiąść na Mazurach, a tu taka niespodzianka :D No, ale wracając do tematu. Postaraj się żeby Japończyk nie głodował tam u ciebie i nie uznał, że jednak Polska nie jest miejscem gdzie można, by spędzić miło czas x3

    OdpowiedzUsuń
  6. To na pewno będzie ciekawym doświadczeniem. Przyjmowałam raz w życiu Węgierkę, ale to było z wymiany, więc zasady są zupełnie inne. Ja jej zapewniałam nocleg, posiłki i organizowałam czas tylko wieczorem, a poza tym mieliśmy plan opracowany przez szkołę. Ogólnie jej się podobało, jedynie to była niepocieszona pogodą, bo wtedy ciągle padało oraz tym,że mieli tak napięty grafik,że nie mogli w Krakowie się zatrzymać, pochodzić i pokupować pamiątek. Trochę Ci zazdroszczę przyjmowania Japończyka. U mnie rodzice by sie nie zgodzili. Poza tym moja miejscowość nie jest w ogóle turystyczna. Nie ma co oglądać, bo to taka zwykła mieścina. Węgrzy natomiast żyli w małym miasteczku, ale znajdowało się niedaleko Budapesztu. Dogadywanie na migi nie jest takie złe. Ważne,żeby się jakoś dogadać. Odnośnie stereotypów o naszym kraju, to chyba zależy od ludzi. Czytałam pozytywne wypowiedzi obcokrajowców, którzy bardzo chwalili Polaków, tak samo jak te negatywne. Powodzenia i oczywiście czekam na relację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam o tyle dobrze, że mogę sama decydować co mu pokazać bądź podpytać, co chce on zobaczyć. Plan będzie raczej prosty i spontaniczny. :) I łooo... kiedyś byłam na wymianie w jakimś małym miasteczku koło Budapesztu. Moja gmina współpracuje z jakąś z tamtejszych, jednak wymiana polegała na koloniach i noclegu w szkole/domu kultura, a nie u rodzin. :)
      I owszem ilekroć wyjeżdżam za granicę dochodzę do wniosku, że wcale nie trzeba znać języków obcych. Dogaduję się spokojnie bez ich znajomości. To dziwne, ale ludzie jakoś podświadomie potrafią się domyśleć o co może chodzić tej drugiej osobie. :D

      Usuń
  7. Wow, ja bym chyba padła z nerwów, gdyby ktoś z zagranicy miał do mnie przyjechać. Normalnie wydarzenie na miarę chrztu Polski :D
    Tak w ogóle, to zazdroszczę mieszkania w górach i to jeszcze na agroturystyce :D Podejrzewam, że ma to milion wad...ale GÓRY. Góry. Góry leczą wszystkie moje choroby. Po prostu je kocham...
    Muszę skomentować co do tego, że nie rozumiesz ludzi skupionych na jednym temacie. Heh, serio, istnieją ludzie, którzy maja jedną fobię i pracują nad nią całe życie. Ja ich rouzmiem, a przynajmniejn się staram. Dzisiaj nie da się być zupełnie człowiekiem renesansu, nie da sie ogarniać naraz rozszerzonej chemii, biologii, fizyki kwantowej i języka polskiego na poziomie uniwersyteckim, jak niegdyś robili to ludzie renesansu. Dzisiaj w cenie są ludzie, którzy się doskonale znają na jednej rzeczy. Humana na trochę inne zasady, moim zdaniem, bo łączą się w niej gramatyka jezyka, jego historia, historia narodu, historia powszechna, historia literatury, psychologia, filozofia, literatura krajowa i zagraniczna i tak dalej. Myślę, że majac "profesurę" z filologii polskiej ma sie przed sobą szerokie horyzonty i mozna zająć się milionem rzeczy! Ja choćby interesuję się kulturą ludową i ogólnie tradycjami polskimi oraz historią polski. Ale chętnie byłabym też animatorem kultury, chętnie zajmowałabym się jakimś muzeum, oprowadzała wycieczki, pisała książki, analizy książek juz napisanych... Nie zamierzam się ograniczać ;) Zamierzam tylko doskonale robić jedną rzecz i zostawiać inne komuś, kto się na tym zna.
    pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i mieszkanie w agroturystyce ma milion wad, ale dzięki temu nie mam problemu z komunikacją z ludźmi, otwartością i gościnnością. Poza tym to wspaniałe poznawać nowych ludzi, a nawet w późniejszym okresie wieloletnich przyjaciół. Choć fakt... wady są nie raz człowiek chciałby mieć spokój, a to nie koniecznie go zapewnia. Praca non stop szczególnie w sezonie. Aaaaa.. z górami mam podobnie <3
      Rozumiem, acz w takim świetle ukazana ta "jedna dziedzina" jest bardzo wszechstronna... Ja raczej parzę na to z węższej perspektywy, nie mam tutaj już wyłącznie na myśli nauk humanistycznych, bo to jak je przedstawiłaś wyglądają na dość rozbudowane. Chodzi mi raczej ogólnikowo o wąski zakres nauk. Np. sama matematyka... Co po takiej matematyce? Wykładowca? Może naukowiec, gdzieś ukryty i wyliczający trudne równania na potrzeby jakichś firm etc. Moja opinia? Jeśli cos pójdzie nie tak, noga się po winie, zero perspektyw na przyszłość i jedynie może ktoś taki szybko wydawać resztę w spożywczaku... Co innego matematyka połączona z inżynierią, architekturą, fizyką czy co tam może być... To jest już szerszy zakres dziedziny.
      I może jest to takie moje złe patrzenie na świat, bo ja widzę się w mnóstwie zawodach i wiem, że bym sobie poradziła prawie we wszystkim... ale to tak jak z "człowiekiem renesansu", w obecnych czasach mam po prostu na myśli człowieka odnajdującego się w wielu dziedzinach. Niestety coraz mniej takowych. Widzę to chociażby po zwykłej rozmowie z ludźmi.

      Usuń
  8. No to masz poważne zadanie, mam nadzieję, że wszystko się uda. ^o^
    Ja miałabym pewnie problem z zapewnieniem atrakcji, bo w moim regionie raczej nie ma ich za wiele (chociaż jakby się tak porządnie rozejrzeć, to coś by się znalazło). Perspektywa bariery językowej też nieco przeraża, ale może nie byłoby tak źle. W najgorszym wypadku można chodzić z notesem (i słownikiem) i pisać, co się ma do powiedzenia. :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Zazdroszczę tej znajomości ! Zawsze chciałam poznać kogoś z Azji ! Tylko z angielskim trochę słabo..
    Dasz radę, na pewno się uda ! A koledze spodoba się wszystko co mu pokażesz, gest się liczy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. nie spinaj się, potraktuj go polską gościnnością, a na pewno będzie zachwycony :) niech wie, co to POLSKA GOŚCINNOŚĆ i czym to się je!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja nigdy nie miałam gościa w domu (to znaczy zagranicznego). Mam malutkie mieszkanko i po prostu nie miałabym gdzie go ugościć. Aiko, nie denerwuj się, będzie dobrze. ^^ Dasz sobie radę, po prostu zachowuj się przy nim naturalnie! I będzie dobrze. No i pokaż mu nasz piękny kraj (bo uważam, że Polska jest naprawdę pięknym krajem!). I poczęstuj go oscypkiem. :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)