2 maja 2015

Japończyk w moim domu

Jak już Was informowałam, 26 kwietnia oczekiwałam gościa z Japonii. Przybył bezproblemowo. Moje pierwsze wrażenie? Sho (czyt. Szo) to niesamowicie sympatyczny, miły, kulturalny, komunikatywny, pełen uśmiechu człowiek. Jak się okazało jego angielski był na średnim poziomie, ale dogadywaliśmy się bezproblemowo. Oczywiście Aiko non stop z telefonem i tłumaczem w ręku, w razie godziny W. Było to zdecydowanie potrzebne, bo choć mój angielski pisany jest dobry, dużo gorzej czuję się w wymowie, dlatego mała pomoc była wskazana.


Sho i Aiko-chan. ^_^
Polska gościnność

Sho przywitaliśmy polską gościnnością, potraktowaliśmy go jakby był naszą rodziną. Codzienne wspólne posiłki, wspólnie spędzany czas oraz rozmowy. Od razu pierwszego dnia wraz z bratem poszliśmy na Wielką Sowę, a więc wizytówkę naszych pięknych gór. Dodatkowo zaraziliśmy Sho naszym rodzinnym hobby. Co jest naszą pasją? Ano pierwszą z rzeczy, którą lubimy to podróże, ale inną są podziemie! To poniekąd można zaliczyć pod sport ekstremalny. Nie każdy lubi wciskać się w niewielkie otwory w ziemi, schodzić po linie kilkadziesiąt metrów w głąb niej, tarzać się w błocie, być nim cały umorusany... Tak to właśnie w skrócie wygląda. Nasz region słynie z tzw. kompleksu riese (z niemieckiego: "olbrzym"), ale nie tylko typowo turystyczne obiekty są tutaj popularne. Jest ich wiele więcej, dlatego tzw. eksploratorzy uwielbiają te tereny. W każdym bądź razie Sho również złapał smykałkę. Wspólnie z moim tatą poszedł na takową wycieczkę, bardzo mu się podobało!
Trzeciego i czwartego dnia pobytu japońskiego kolegi to Aiko musiała pobawić się w przewodniczkę. Powiem szczerze... Obawiałam się tego. Bałam się czy nasza komunikacja będzie płynna, ale jak się okazało nie było źle. Mój angielski nie jest tak straszny jak myślałam. Bez problemu rozumiałam to co Sho mi mówił i odpowiadałam w miarę swoich możliwości. Dodatkowo musiałam tłumaczyć na angielski wiele rzeczy, bo oczywiście po co w zamkach i miejscach turystycznych pisać po angielsku, lepszy jest niemiecki (dość mocna ironia).
 1. Aiko i Sho na Wielkiej Sowie (tak, on jest taki wysoki!) 
2. Grill - karkóweczka bardzo smakowała.
3. Nauka japońskiego.
Nowe zwyczaje

Wraz z nowym gościem do domu przybyły także nowe zwyczaje. Przede wszystkim językiem urzędowym na najbliższe dni w naszym domu stał się język angielski. Przed każdym posiłkiem składaliśmy ręce pochylaliśmy się lekko wołając: いただきます (itadakimasu), a kończyliśmy go słowami: ごちそうさまでした (Gochisōsama deshita). Nie muszę chyba mówić, że miałam wiele wspólnych tematów z Sho. Bywało, że o godzinie 1 w nocy uczyliśmy się języka japońskiego. Sho przejrzał moje notatki, a kiedy mówiłam coś po japońsku, za każdym razem się dziwił i powtarzał, że moja wymowa jest bardzo dobra (to wieeeeele dla mnie znaczy!). Życzył mi powodzenia w dalszej nauce oraz dostania się na wymarzone studia związane oczywiście z Azją. Ponadto dużo rozmawialiśmy o muzyce, bo jak się okazało mamy podobne gusta, wymienialiśmy się ulubionymi zespołami oraz wspólnie oglądaliśmy skróty/zwiastuny anime i filmów japońskich. Prowadziliśmy również normalne prywatne rozmowy, Sho wypytywał mnie o moje zainteresowania, przyjaciół, chłopaka, szkołę... A ja o pracę, życie codzienne i również o pasje i hobby.
Nie mogę powiedzieć, że z rozmów wiele się dowiedziałam o kulturze czy zwyczajach japońskich. Nie chciałam męczyć gościa swoimi stereotypami związanymi z Azją etc. Było by to niezbyt na miejscu, ale z luźnych rozmów co nieco ogólnikowo się dowiadywałam.
Pewnego razu Sho spytał się nas jaki lubimy kolory, a już kolejnego dnia przyniósł nam łabędzie odpowiadające im. Oprócz tego nasz gość uwielbiał Azę - naszą psinkę. Ona go również uwielbiała,
dlatego też doczekała się swojego origami. :)
Dziwne i dziwniejsze

Wiele rzeczy mnie również bawiło. Szczególnie kiedy Sho powiedział, że mieszka w niewielkim mieście. Niewielkie miasto... Wyobrażenie moje, a jego jest zupełnie inne. Bo jak się okazało jego niewielkie miasto liczy sobie pół milion mieszkańców! Czyli coś pokroju naszego polskiego Poznania.
Z kolei kiedy pytaliśmy go o pracę, opowiadając o niej, wspomniał, iż najdłużej non stop pracował 26h, natomiast standardowo pracuje po 12h! Wygląda na to, że ten człowiek (ma on 23 lata i już jest inżynierem) jest maszyną, nie wyobrażam sobie codziennie pracować tak długo. Gdzie czas na normalne życie?
A pewnego dnia nasz skośnooki kolega zszedł na śniadanie w maseczce. Hai, hai! Dokładnie takiej jakie widujecie na zdjęciach z Japonii. Zastanawiało mnie: "po co mu TUTAJ ta maseczka?". Okazało się, że był zwyczajnie przeziębiony i nie chciał nas pozarażać. To całkiem sensowne.
Jedno mnie nie zdziwiło... Jak przystało na rasowego Japończyka, Sho robił zdjęcia wszystkim i wszystkiemu. Wałbrzych...  który jest naprawdę nieładnym miastem, bardzo mu się podobał. Fakt, że oprowadzałam go jedynie po miejscach, które są godne uwagi, ale idąc z punktu A do B, kolega musiał robić zdjęcia nawet tam, gdzie było zwyczajnie wstrętnie. 
A oto piękny prezent jaki dostaliśmy. Już dawno planowałam kupić takie japońskie czarki,
acz to spory wydatek, Sho mnie ubiegł.
Podsumowując: Ostatni tydzień był niezwykłym doświadczeniem. Zetkniecie się dwóch zupełnie innych kultur, rozmowy po angielsku, wycieczki, to coś co zajęło 90% mojego wolnego czasu (nawet nie chodziłam do szkoły), aczkolwiek warto było. Chcieliśmy aby Sho poczuł się w Polsce jak najlepiej i wygląda na to, że naprawdę mu się podobało. Jedzenie smakowało, pierogi ruskie zdecydowanie zdobyły jego serce, choć rosół był dla niego za mało ostry, również zjadł ze smakiem. A bigos? Nie minął moment, a już go nie było!

Chcę jeszcze podziękować wszystkim za wsparcie w ostatnim wpisie. Wygląda na to, że po prostu, nie trzeba się starać, tylko być sobą, potraktować gościa polską gościnnością, a będzie niezwykle wdzięczny! 

Z dnia: 02.05.2015

22 komentarze:

  1. Czyli odwiedziny się udały :)) zazdroszczę, to na pewno było ciekawe i niesamowite przeżycie :)) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jak w ogóle poznałaś swojego japońskiego kolegę? :)

      Usuń
    2. Przez internet, od roku korespondowaliśmy. :)

      Usuń
  2. Zazdrość lvl over 9000 *_*

    OdpowiedzUsuń
  3. Z Twojego posta wynika, że goszczenie Japończyka to super sprawa :) Planujesz kiedyś też się wybrać w takie odwiedziny do Japonii? :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że planuję. :) Choć szybciej będę miała znów japońskiego gościa. Kolejny azjatycki przyjaciel planuje odwiedzić Polskę. Acz z tym będzie łatwiej, jesteśmy praktycznie rówieśnikami i lepiej się dogadujemy. Jest tez bardziej bezpośredni niż Sho. :D

      Usuń
  4. zazdroszczę takiego gościa ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo się cieszę, że cała ta inicjatywa wypadła pomyślenie i oboje wynieśliście z tych paru dni coś wartościowego. xD
    haha Pamiętaj tylko o jednym japońskie 「日本語が上手ですね」 to standardowy tekst, który mówią wszystkim nawet po wypowiedzeniu głupiego ohayou. ^^" Nie wiem, czy sami zdają sobie z tego sprawę, ale to jeden z ich narodowych nawyków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdaję sobie z tego sprawę, taka kultura. Nawet jeśli coś się im nie podoba, to tego nie mówią (choć to zależy od wychowania, inny kolega Rei, jest niesamowicie bezpośredni i to nieraz mnie dziwi, po prostu wali prosto z mostu). Raz widziałam, jak Sho jadł jakieś danie i tak sobie mu smakowało, ale zjadł do końca. Potem spytał się mnie, kto je przyrządzał i pobiegł do mojej mamy w podziękowaniu. Także słowa ich określające to: wysoka kultura. :)

      Usuń
  6. Z takim zainteresowaniem czytałam tą notkę, że hej! *____*
    Nie mogę sobie wyobrazić takiego Japońca w masce i to w Polsce mwahah XD. Najdłużej pracował 26 godzin? Cooooo ;_____;? Ja w sumie w pracy cisnę 12-nastki, ale wiem, że to jest cholernie męczące i ledwo 2 dni tak wytrzymuję, trzeci muszę mieć już wolny bo wysiadam. Podziwiam Japońców, choć też się dziwię: gdzie oni mają życie prywatne :o?
    Mówiłam, że żarcie polskie mu posmakuje XD! A pierogi to jest cud nad cudami tak jak i bigos! <3 Kto nie jadł, nie wie co to życie XD.
    Historia z origami porwała moje serce! To taki słodki prezent od serca <3 tak samo jak czarki! Zazdroszczę takiego spotkania ^___^!

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, zazdroszczę, choć taka gościna z pewnością kosztowała wiele pracy. Wszystko to brzmi naprawdę sympatycznie :3

    OdpowiedzUsuń
  8. Naprawdę świetnie ugościłaś swojego japońskiego gościa! Z Twoich słów wynika, że wyjechał zadowolony. :) Naprawdę zazdroszczę tego spotkania, musiało być naprawdę świetnie! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Udane odwiedziny :) z opisu wydaje się być baaardzo kulturalny :)

    OdpowiedzUsuń
  10. O matko! Jak ja ci zazdroszczę!
    Widzisz i wszystko poszło tak jak miało :) Najlepiej podejść do sprawy spokojnie.
    To musi być naprawdę ciekawe doświadczenie, ugościć kogoś z, jakby to z nazwać, innego świata gdzie kultury, zwyczaje, komunikatywność no po prostu wszystko jest inne. Jeszcze raz piszę: ZAZDROSZCZĘ! Chętnie bym sama kogoś takiego ugościła, ale niestety nie mam miejsca ;c

    OdpowiedzUsuń
  11. ...zawsze zostaje komunikacja niewerbalna. To już każdy rozumie... :)

    Jedna z moich przyjaciółek podczas tegorocznej szkolnej wymiany polsko-włoskiej gościła w domu chłopaka z Włoch. Ja do takich eksperymentów raczej się nie nadaję, nie jestem zbyt cierpliwa (oraz integracyjna).

    OdpowiedzUsuń
  12. ale super! i widzisz? tak bardzo się bałaś, że nie wypali, a było dobrze! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pomimo Twoich obaw odwiedziny się udały. Cieszę się,że wszystko dobrze poszło :) Przeżyciem jest goszczenie osoby zza granicy. A co dopiero mówić o kimś kto jest z innej kultury. To dopiero musi być przygoda. Dlatego zazdroszczę! Sama bym chętnie ugościła kogoś w domu, ale z powodów o których pisałam pod ostatnią notkę ( mówiąc w skrócie, rodzinie by się to nie spodobało ) raczej tego nie zrobię. Chyba,że chodzi o jakąś wymianę albo projekt. Co prawda działa u mnie w szkole comenius, czy jakieś inne projekty, ale są u nas tajne,że tak powiem. Większość projektów nie jest ogłaszanych na całą szkołę, dlatego dowiaduję się o nich po fakcie.
    Rozgadałam się, ale teraz przejdę do głównego tematu... Z Twojego opisu wygląda na to,że Sho jest sympatyczny i kulturalny. Poza tym dostaliście od niego taki prezent od serca, łabędzie! To na prawdę bardzo miło z jego strony. A czarki są bardzo ładne.
    Najbardziej byłam zaskoczona jak przeczytałam ile pracował najdłużej. 26 godzin ?! Wiem,że Japończycy długo pracują,ale żeby aż tak... Z jednej strony ich podziwiam, a z drugiej się im dziwie, jak oni znajduję czas na życie prywatne. Na to przecież też trzeba znaleźć czas!
    Takie luźne rozmowy są przyjemne. Można się wiele dowiedzieć o drugiej osobie. Ja akurat jak pisałam z Japończykami na japan-guide (i dalej bym pewnie pisała, gdyby nie jakieś dziwne problemy z nowym kontem) to przeprowadzałam większość rozmów na takie tematy. Nie ma nic lepszego niż porozmawiać z kimś kto ma podobne zainteresowania.
    Muszę przyznać,że macie ciekawe zainteresowania. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z osobą, którą interesowałyby podziemie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Takie przeżycia należą do najpiękniejszych. Cieszę się Twoim szczęściem (:

    OdpowiedzUsuń
  15. Yeeeah ! Czyli gość był zadowolony :D Jak dla mnie przeżyłaś coś niesamowitego, a ten prezent w postaci origami był po prostu słodki. Japończycy zaskakują, a przy tym są intrygujący - to muszę przyznać.

    OdpowiedzUsuń
  16. Przeczytałam cały wpis z ogromną ciekawością! Sho rzeczywiście wydaje się być mega miłą i pozytywną osobą :) Bardzo zazdroszczę takiego gościa :P Zaciekawił mnie fragment z eksploracją podziemnych jaskiń - to jest jakoś zorganizowane czy każdy na własną rękę się tam wybiera? I jak wygląda stopień trudności takiego przedsięwzięcia? Czy ja jako osoba zupełnie początkująca mogłabym spróbować?

    Zapraszam na swojego Bloga Sakurakotoo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawa wygląda tak: jest to poniekąd zorganizowana wycieczka. Moi rodzice prowadzą Agroturystykę i usługi jej towarzyszące, tak więc goście, którzy przyjeżdżają do nas wypoczywać, mają okazję także zaczerpnąć trochę adrenaliny i wraz z przewodnikiem odwiedzić takie obiekty, a stopień trudności jest dla każdego indywidualny, bo wycieczki są naprawdę kwestią dogadania: co kto i na ile może sobie pozwolić.
      Inną sprawą jest, że mój region chwali się ogromem podziemi i jest masa obiektów typowo turystycznych wokoło o tej tematyce, zarówno naziemnych jak i podziemnych, które duszą w sobie naprawdę ciekawe historie (takim przykładem jest obecnie "złoty pociąg"). Przyjeżdża do nas wiele eksploratorów, pasjonatów i fanatyków podziemnych tajemnic, którzy najpierw poszukują, potem odkopują i dokumentują swoje odkrycia. Sami do nich też należymy. Można by mówić w tym temacie naprawdę sporo, to temat bez dna. :)

      Usuń
  17. Ale świetne masz teraz wspomnienia :) Taka znajomość to skarb a Sho wygląda na przesympatycznego gościa :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)