5 maja 2015

[88] Gitarowy rekord 2015

Co roku 1 maja na rynku (tego roku na pergoli) we Wrocławiu pobija się rekord guinessa. Cała Polska zabiera z domu swoje gitarowe instrumenty i mknie ku przygodzie do dolnośląskiej stolicy. Nie mogło być inaczej, w końcu nadszedł czas na Aiko-chan.
Tostinie pepe, piwo, piwoo, piwooo... Czyli moje całodzienne menu. :P
Wszystko zaczęło się...
Właściwie poniekąd ten wpis jest kontynuacja poprzedniego. Gdyż początek swojej podróży rozpoczynam wraz z Sho, kolegą z Japonii, który właśnie tego dnia zamierzał jechać do Niemiec. Rześko wstałam o godzinie 5 rano i szykowałam sie do wyjazdu. Autobus do Wałbrzycha miałam o 6:30, a pociąg do Wrocławia dokładnie o 9.

Już na wałbrzyskim dworcu kłębiły się tłumy ludzi. Aczkolwiek z Dredziarą jesteśmy takimi szczęściarami, że zwykle kolejki robią się za nami, a nie przed nami. Po drodze oczywiście spotkałyśmy kilka osób z gitarami. Kiedy począg nadjechał, znowu dzieki nieporzujacjącemu nas łudowi szczęścia, udało się znaleźć w dość zatłoczonych wagonach poczwórne miejcsa (była nas trójka). Właściwie jadąc w tamtą sronę rozmowa się zbytnio nie kleiła, głównie dlatego, że był Sho. Generalnie wolę albo mówić po angielsku przy kimś kto nie zna mojego języka, albo w ogóle. Czuję się nie swojo rozmawiając przy swoim gościu w sposób nie zrozumiały dla niego (empatyczna Aiko).
To smutne, ale z własny chłopakiem nie mam tyle selfie ile z Sho. :')
Jadąc tego dnia pociągiem z każdym przystaniekiem było coraz to więcej i więcej ludzi. W pewnym momencie podszedł do nas brodaty chłopak z gitarą i zapytał czy czwarte miejsce jest wolne. Facet z kozią bródką, długimi włosami i w skórze, która zauważalnie była już po przejściach, okazał się naszym nowym koleszką. Cisza została przerwana. Kolejno doszli do niego następni znajomi i nawet mieliśmy wspólne tematy! Ba! Okazało się, że każdy z nas oglądał niegdyś Kucyki Pony. Taaaa, czy to niezabawne? Patrząc na naszą grupkę, ktoś mógłby stwierdzić, że wolimy zarzynać koniki niż je podziwiać (i miałby rację... :'P ). Tutaj powoli zaczyna się nasza wrocławska przygoda (dojeżdżamy).
Wszędzie tylko gitary i gitary...  czyli jedna Dredziary, druga Szopena.
Wychodząc z pociągu wymieniliśmy się numerami telefonu, aby na móc się wspólnie spotkać na wrocławskiej pergoli i pójść na przysłowiowe piwo. Z racji, że Sho miał pociąg do Berlina o godzinie 12, a my z Dredziarą miałyśmy już małe plany, nadszedł czas pożegnania. Podziękowałam przyjacielowi z Japonii za wszystko, za mile spędzony czas. Wspomniałam, że jeśli będzie chciał ponowie odwiedzić Polskę, to go serdecznie zapraszam. Po długim (trwało to jakieś 10-15 min) pożegnaniu zrobiliśmy sobie ostatnie wspólne zdjęcie i rozeszliśmy się w swoje strony.

Przede wszystkim musiałyśmy 'ogarnąć' transport powrotny. W związku z tym wybrałyśmy się na dworzec autobusowy. Niestety powrót był bardzo zły. Pierwszy autobus jaki miałyśmy był o 4:20. Wstępnie ustaliłyśmy, że nim wrócimy. W końcu jak się bawić to do upadłego.


Pogoda nie byłaby sobą, gdyby nie zaskakiwała. Padało. Padało. Padało. Z racji, że tyle padało czmychnęłyśmy na tosta – tostini pepe (?) cokolwiek to jest, było polecane przez grajków w przejściu podziemnym koło galerii dominikańskiej – smakowało. Kiedy wyszłyśmy z lokalu pogoda była chwilowo lepsza. Oczywiście nie wiedziałyśmy jak dojechać na Halę Stulecia, ale że akurt tego dnia we Wrocławiu było mnóstwo ludzi z gitarami, naszym mottem stało się: "idziemy za tłumem" (prawie jak na woodstocku). Tłum zagnał nas do tramwaju nr 2 i kazał wysiąść kilka przystanków dalej.

Później już było tylko gorzej... Pani Pogoda zdecydowanie nas znienawidziła. Rozpadało się na całego. Zdążyłyśmy ledwo wpisać się na listę rekordowiczów i odebrać bilety na wieczorny koncert. Kolejno siedziałyśmy przez długi czas pod parasolem i podziwiałyśmy innych gitarowych grajków. Aiko do tego zauroczona lekko sobie podśpiewywała. Wkrótce kiedy zaczęło się przejaśniać, nadszedł czas na uwiecznienie chwil tj. zdjęć.
Oczywiście oddając kartę uczestnictwa nie mogło być innej sytuacji... Mianowicie! Oddając kartę,
chłopak czytając ją parskną śmiechem. Jak i wielu innych ludzi, którzy dowiadują się jakie mam
nazwisko tzn. zboczone. Zaśmiałam się razem z nim, bo wiedziałam o co chodzi. Kolejno chłopak
zaczął mnie przepraszać, a ja na to, że nie potrzebnie, bo każdy tak reaguje. Powiedziałam,
że mam do tego dystans i sama lubię się z tego śmiać. Prawda jest taka, że uwielbiam
swoje nazwisko, mimo właśnie takowych reakcji. To właśnie jedna z rzeczy, dzięki której daję
innym uśmiech.
W okolicach godziny 15, ktoś do Aiko zaczął dzwonić. Szopen. Nowopoznany gościu z pociągu zapraszał nas na piwo. Do rekordu była jeszcze prawie godzina, tak więc udałyśmy się przed samo wejście na Halę Stulecia. Wnet z deszczowej pogody zrobiło się słońce. Czyżby ci ludzie je przywołali?

Wreszcie nadszedł czas! Trzeba było udać się do sektora dla gitarowiczów. Minęła godzina 16. Czas start. C G D A E. Tak brzmiały następujące chwyty na gitarze. Dźwięk rozbrzmiewał wszędzie dookoła, od wszystkich wyczuwało się pozytywną energię. Aiko-chan zmienia chwyty lewa ręką, z kolei prawą wybija rytm. Nagle... TRACH! Struna E1... Trafił ją szlag, ona z kolei aikowego kciuka. Ktoś musi ponieść ofiary (a najlepiej, kiedy zawsze jest to Aiko). Mimo lekkiej kontuzji następne kilkanaście minut twardo grała...
Moje przepiękne "ała". Struna troszku mi się wbiła w paluszek + zdarła skórkę i do tej pory (jest
 prawie środa) mi się paprze (co jest niedobre, bo zauważyłam ropę - mam problemy z gojeniem się
 ran, niestety...). Dodatkowo "ała" jest na zgięciu, więc to nic dziwnego. A z prawej
 z kolei moja gitara udekorowana krwią. 
Po dwu czy nawet trzykrotnym zagraniu kultowego "Hay Joe" Hendrixa zebraliśmy się grupką i znów poszliśmy na piwo. Rekord nie został pobity. Brakowało dokładnie 2324 innych gitar, a na placu było ich ponad 5000. Pogoda do popołudnia nie dokazywała, tak więc nietrudno jest się dziwić.

Już po zagraniu "Hay Joe", moment, w którym wszystkie grajki podnoszę swoje gitary (a miły
 staruszek kamerę ^_^") do góry - bezcenne. 
Właściwie koncert, na który miałyśmy bilety, zaczynał się o godzinie 17:00. Jednakże dotarłyśmy na niego dopiero dwie godziny później. Towarzystwo było dobre, a więc szkoda było je tak szybko opuszczać. Kiedy doczłapaliśmy się (Dredziara, Aiko i Szopen) do Hali Stulecia trwał już koncert zespołu IRA. Na nim faktycznie mi osobiście jako tako zależało. W przerwie koncertu postanowiliśmy znów iść na małe, duże piwko, pośmiać się i wrócić ponownie na występ NAZARETHu,  który swoją drogą był bardzo udany.
Podczas występu IRY
Z Dredziarą zastanawiałyśmy się co mamy zrobić z czasem. Planowałyśmy wrócić o 4:20 autobusem, ale przecież trzeba było gdzieś iść (koncerty trwały do 22:00). Oczywiście, wszelakie kluby, bary zapewne otwarte do późna, w końcu majówka. Chciałyśmy iść do Starego Klasztoru i kontynuować dobrą zabawę, aczkolwiek zmęczenie wzięło górę. Ostatecznie wraz z nowym kolegą wróciłyśmy ostatnim pociągiem w stronę Wałbrzycha, o 23, a w domciu byłam dobrze po 1 w nocy.

I na koniec brzydula Aiko ze swoją czerwoną pięknością. :)
Podsumowując: Za rok też jadę!


Braliście udział w czymś takim? Może byliście zobaczyć jak wygląda taka impreza? Co myślicie?


Z dnia: 05.05.2015

9 komentarzy:

  1. Słyszałam o tym wydarzeniu, ale nigdy nie brałam w czymś takim udziału. Nawet w Poznaniu, gdzie też mnóstwo ludzi gra na gitarze (tylko nigdy nie wiem, kiedy to się odbywa :p). Muszę się kiedyś wybrać. Widać, że wydarzenie było udane. ^^ Nawet mimo "ała". ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tam nie mam żadnego selfie, ani zwykłego zdjęcia z chłopakiem. Może to dziwne,ale narzeka,że jego twarz kiepsko wychodzi na zdjęciach. Dlatego stwierdził,że jedynie to może sobie zrobić zdjęcie lustrzanką, jednak ilekroć chcemy zrobić sobie wspólne coś wypada. Albo aparatu nie może wziąć albo coś jest w nim poprzestawiane. I to tak wychodzi,że w końcu jeszcze wspólnego zdjęcia sobie nie zrobiliśmy.
    Słyszałam o tym wydarzeniu od nauczyciela z dodatkowego angielskiego. Uczył mnie kiedyś i opowiadał właśnie o tym,że brał udział w tym wydarzeniu. W sali, w której uczył miał także zdjęcie, a dokładnie zdjęcie przedstawiające moment, w którym wszyscy podnoszą gitary do góry. Sam pomysł zrobienia takiego wydarzenia mi się podoba. Sama chętnie wzięłabym w tym udział. Właściwie gitarę już mam, ale pozostały trzy przeszkody: musiałabym znaleźć kogoś kto chciałby na to jechać, nie umiem grać na gitarze oraz trochę mam za daleko i w jeden dzień na pewno bym się nie wyrobiła (chyba,żebym jechała w nocy).
    Wygląda na to,że pomimo tego "ała" dzień był udany. Aż mnie palec boli, gdy patrzę na to zdjęcie z krwią...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaa, ale super, szkoda że wcześniej się o tym nie dowiedziałam! Za rok będę miała o tej porze matury, ale może jak wyjdzie w innym terminie to się wybiorę...Chętnie bym podręczyła moja gitarę w jakimś doborowym towarzystwie :D Zwłaszcza że jest ona bardzo odporna na wszystkie przygody, już sporo ze mną wytrzymała. W Bydgoszczy też pewien czas temu było takie wydarzenie, ale ja byłam zbyt smarkata żeby iść, no i nie na taką skalę...Fajnie że mam blisko dworzec, będzie można się przejechać :)
    Ale masz talent :D Tak pięknie zerwać strunę....Jestem co prawda winna śmierci kilku strun, ale żadna nie próbowała przy tym zabić mnie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze. Słyszałam milion opowieści gitarzystów o tym, jak próbowały zamordować ich pękające struny, ale Ty jesteś pierwszym wypadkiem udokumentowanym! Chyba się nie obrazisz, jak będę straszyć Tobą młodych gitarzystów, co? :D Uwielbiam straszyć młodych.
    Czemu Wrocław... Tak daleko kurcze. Chyba mi uda sie wybrać tam dopiero na studiach. Taki smutek. To by było super, bo sama znam tylu gitarzystów, że można by od razu busik wynajmować.
    Śliczna gitara, czerwone naprawdę coś w sobie mają (i niekoniecznie jest to krew właściciela na pudle :D ). Chociaż ja pozostaję wierna zgrabnym klasykom-nigdy nie wiem, jak takiego wielgachego akustyka złapać.
    pozdrawiam D:

    OdpowiedzUsuń
  5. pierwszy raz słyszę o takiej imprezie :) świetna sprawa :) miło spędziłaś czas jak widać i ta gitara <3 uwielbiam gitarowe dźwięki, sama niestety nie potrafię na niej grać :P pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiedziałam, że jest takie coś! Za rok jadę na stówę :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Bo selfie nigdy za wiele! xD
    Uła, musiało boleć, też kiedyś dostałam struną w łapkę, ale obeszło się bez krwi. >.<

    OdpowiedzUsuń
  8. "Idziemy za tłumem" - to była moja strategia, gdy w tamtym roku wybrałam się na krakowskie Targi Książki. Zadziałało. xD
    Eh, to poświęcenie przy grze na gitarze (samo patrzenie boli T.T). A sama impreza brzmi naprawdę interesująco.

    OdpowiedzUsuń
  9. Też chciałam jechać na gitarowy rekord, znaczy... pooglądać i w ogóle XD, ale akurat tego dnia miałam nockę w pracy i wolałam się psychicznie i fizycznie nastawić ;______; ogólnie pergola jest niedaleko mojego Maca XD!
    Biedna Aiko ;____; tak sobie rozwalić palca. Ale twardo grała, to się podziwia! Somersby? Piłabym! Zdjęcia z dziadkiem podnoszącym kamerę? Bezcenne XD. Widzę, że emocje były i miło spędziłaś czas <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)