10 sierpnia 2015

NiuCon 7 (cz.1)

Z góry informuję, że opisanie tego wydarzenia, to żaden hejt, wręcz przeciwnie… opisanie faktów. Naprawdę wraz z Pandą byliśmy ciekawi NiuCon’a, niestety jak się okazało zawiedliśmy się jak i setka innych ludzi, ale zacznijmy od początku…

Naszą podróż zaczęliśmy w piątek o 6 rano dwugodzinną jazdą do Wrocławia pociągiem, w rezultacie na miejscu – tuż przed wejściem na NiuCon – byliśmy w granicach 8:30. Oczywiście, jak przystało na konwentowe standardy, wraz z tą godziną stanęliśmy, a dokładniej usiedliśmy, w kolejce i jak tak się stało, tak zostało przez kolejne 2,5 h – nawet nie było po co wstawać, bo kolejka zwyczajnie się nie ruszała. Tuż koło 11 godziny wzniosły się okrzyki i brawa dla organizatorów! Podzielili kolejkę (która od Uniwersytetu Przyrodniczego kończyła się jakoś w połowie drogi na sam Pasaż Grunwaldzki) na dwie – tą dla osób z rezerwacjami i tą bez nich. My postanowiliśmy nie rezerwować. Czy się to opłacało? Za chwilę się okaże.



Osoby z rezerwacjami stały dużo dłużej od nas. Kiedy kolejka ruszyła, się my weszliśmy wciągu najbliższej pół godziny,  ci zaś stali i stali, i stali…
Co ciekawe… Powszechna była informacja (o którą się swoją drogą dopytywaliśmy i przed wyjazdem, a także na miejscu), że osoby mające trzydniową wejściówkę (niezależnie czy z rezerwacjami czy bez) mają zapewniony nocleg rzekomo w sąsiednim budynku, lecz ten sąsiedni budynek znajdował się… jakieś 4 km dalej? To się jednak da przeboleć, jeżdżenie tramwajami w 37/38-stopniowy upale z masą tabołów to przecież nie problem (zero ironii). Skoro jak się dowiedzieliśmy, że mamy zapewniony nocleg to szybko pojechaliśmy do sleeproom’u zostawić rzeczy. Dojechaliśmy, ledwo trafiliśmy (zawsze stosuje się do zasady „idziemy za tłumem”, ale tym razem nasz tłum sam nie wiedział gdzie ma iść), rozłożyliśmy swoje rzeczy i wróciliśmy ponownie na sam NiuCon.

Po prawej sleeproom - od teraz chodzenie zygzakiem to nie tylko efekt picia alkoholu! 
Było gorąco… nikt temu nie zaprzeczy, na szczęście ratowały nas wszelakie fontanny i wodne mgiełki. Głupiutka Aiko w taki właśnie sposób zniszczyła swój pierwszy identyfikator wciągu zaledwie 3 godzin. Zamókł i musiałam go wymienić (potem pilnowałam się, żeby go za każdy razem chować, jak wychodziłam z konwentu). W kolejce po wejściówki poznaliśmy Kubę – samotnego konwentowicza, który trzymał się wraz z nami. W piątek chcieliśmy iść na jakieś dwa panele. Ostatecznie zginęliśmy w gameroom’ie. Idąc tam z myślą, że pogramy w coś  około godziny, siedzieliśmy tam dobre 4, poznając przy tym kolejnego koleszkę – Kamila i cholernie dobrze bawiąc się grając w „Igranie z gruzem”.

1 i 2. Tak wiele bajerów do kupienia,  tak niewielki budżet...
3. Igranie z gruzem - prześmieszna gra, podczas której byłam brzydka Iloną lubiącą się obżerać! 
Wróciliśmy do sleeproom’u. I zaczęły się problemy. Kiedy tylko weszliśmy na swoje piętro zauważyliśmy, że nasze rzeczy nie są tak ustawione jak były wcześniej. Zaczepili nas konwentowicze z sąsiedniego materacu i zaczęli nas przepraszać za ruszenie naszych bagaży. Dlaczego to zrobili?  Ano, ludzie, którzy powinni nieść pomoc – Helperzy chcieli nam kolokwialnie i prosto mówiąc wyjebać nasze taboły za okno, bo ktoś miał problem ze znalezieniem dla siebie miejsca. (ŻE WHAT?!) Na szczęści trafiliśmy na super parę Karinę i Marcina, który pomogli nam podczas naszej nieobecności. W taki właśnie sposób poznaliśmy naprawdę w porządku ludzi, z którymi się bardzo zaprzyjaźniliśmy.
Im godziny szybciej mijały tym było gorzej. Idiotyczną sprawą było, że nie przewidziano ile osób przyjedzie na NiuCon. W moim mniemaniu powinni przewidywać jak największą, ale do czego zmierzam… Kiedy my dobrze bawiliśmy się w gameroomie ogłoszono, że osoby z rezerwacją mają się zgłosić po przybicie gwiazdek na identyfikatory. Problem w tym, że masa osób, które dostały gwiazdki nie miała tych rezerwacji, bo gwiazdki przybijali losowym osobom (my się nie załapaliśmy). Jakoś po godzinie 21 zaczęły chodzić po sleeproomie słuchy, że wyrzucają z budynku osoby bez gwiazdek. Genialny pomysł! Osoby jadące tyle kilometrów, stojące tyle czasu w kolejkach, płacące za pełną wejściówkę – rzekomo z możliwością noclegu – nagle w nocy dostają kopa i wyrzucane są na bruk. Na szczęście pozwolono tym osobom spać na boisku – łaska organizatorów.

1. Aiko ze swoim przystojnym Pandą po kąpieli wodno-fontannowej w środku miasta.
2. Aikowe "kuku" zawsze, ale to zawsze muszę być ofiarą losu. Tym razem udziabała mnie osa, zwykle reakcja alergiczna nie jest taka mocna, ale z dnia na dzień było coraz gorzej. Osa ukąsiła mnie w nadgarstek, a ręka spuchła mi do tego stopnia, że w pewnym momencie miałam problem z czuciem w ręce i ruszaniem palcami.
3. Aiko prawie jak anemiczka :')
 
My jednak należeliśmy do wyjątkowych szczęściarzy, którzy nie musieli oglądać w nocy gwiazd, ale zdecydowanie należeliśmy do mniejszości. W związku z tym postanowiliśmy być bardziej pomocni od niejednego Helpera. Przygarnęliśmy co niektóre osoby wyrzucone – w dodatku te osoby były niepełnoletnie, co kompletnie było dla mnie idiotyzmem! Jak można powiedzieć małolatowi o godzinie 23 żeby się spakował i zrobił miejsce komuś innemu – oczywiście osobie dorosłej z gwiazdką. Rodzice puszczający swoje dzieci na konwenty raczej mają nadzieję, że one znajdą tam chociażby minimalną opiekę… Ale co ja tam wiem. W każdym razie postanowiliśmy wraz z sąsiadami się zjednoczyć, połączyliśmy swoje materace i ostatecznie na dwóch materacach spało 11 osób.
Generalnie choć dopiero co się poznaliśmy i nasz grupa składała się z 6 podgrup, bardzo dobrze się dogadywaliśmy. Było nas wielu, niektórzy nawet podchodzili do nas i pytali się czy mogą się dosiąść i pogadać. To było wspaniałe uczucie, kiedy ludzie lgnęli do nas jak ćmy do światła. Graliśmy wszyscy w LARPy oraz UNO do samego rana (swoją drogą na korytarzach pisało, że na naszym piętrze znajduje się „pogotowie RPG”, dużo żartowaliśmy, że to nasze kółko nim było, haha).
A rano…  Rano w moim mniemaniu to akurat godzina 3 w nocy, o której postanowiliśmy wreszcie po całym dniu zaczerpnąć kąpieli. Kolejka była niewyobrażalna. Udostępniono nam 4 prysznice na jakieś 600 osób. Oczywiście były podzielone dla kobiet i mężczyzn, tak więc już można się domyśleć która kolejka była większa. Początkowo stanęłam w kolejce, a przede mną było około 20 dziewcząt. Po chwili namysłu doszłam do wniosku, że koedukacyjne prysznice to nie jest zły pomysł i kolejkę damską zamieniłam na męską – w tej z kolei stałam jedyne 10 minut. Zimy prysznic to ukojenie dla zgrzanego ciała! Całą grupą poszliśmy spać około godziny 4, oczywiście jak już wcześniej wspominałam na dwóch materacach w 11 osób.

4 komentarze:

  1. Nieźle, nieźle...Rzeczywiście, wylądowania na ulicy w obcym mieście to mało obiecująca opcja, chyba ze ktoś gustuje w spaniu na cmentarzu :P Czasem uczestnicy okazują się bardziej ogarnięci od organizatorów. Mój kumpel zajmuje się organizowaniem konwentów w Toruniu i nigdy nie słyszałam, żeby były na niego jakieś skargi, dzięki znajomości z Domem Kultury zazwyczaj mają porządne warunki. Ja na takiej imprezie nigdy nie byłam, akurat nie moje klimaty, ale zdarzyło mi się być na strasznie źle ogarniętych koncertach.
    Grałam w Gruz i rzeczywiście jest genialny :D Ja byłam tym gościem - smutnym metalem który miał super moc nie jedzenia przez tydzień. Moja kumpela ma tą grę na własność i wszyscy próbują ją przekupić, żeby pożyczyła...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeee, też grałam w "iGranie z gruzem" :D Byłam Leną... I podpasowała mi ta postać, ma naprawdę przydatne umiejętności :P Zajęłam pierwsze miejsce razem z kumpelą- nie gram w planszówki, bo jestem "niepełnosprytna", ale w tą mi się dobrze grało, po prostu sztuka przetrwania to mój chleb codzienny, od kiedy chodzę do liceum :P
    Ugh, ale masz pecha, akurat wpaść na osę... A mnie nigdy w życiu nie ukąsiła...
    Kocham takie fontanny i kurtyny wodne! Żadnej nie ominę :D
    Nigdy nie byłam na konwencie. Nie moje klimaty. Chodzę tylko na koncerty i tak wyczerpuję swoją potrzebę życia w tłumie :D
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Masakra, w sumie nie czytałam nic na temat tegorocznego Niuconu, ale widzę, że z roku na rok jest coraz gorzej, dlatego po zeszłorocznej, nieudanej imprezie w tym roku się nie wybrałam. Dobrze, że chociaż ludzie Wam dopisali, bo jak zawsze tylko to na Niuconach trzyma poziom. ^^"

    OdpowiedzUsuń
  4. O tegorocznym Niuconie nic nie czytałam, ale nie słyszałam,żeby w poprzednich latach działy się takie rzeczy. A już myślałam,że to na moim festiwalu była najgorsza organizacja. Wprawdzie przez nią spóźniłam się na pociąg i czekałam 6,5 godziny we Wrocławiu, ale to nic z porównaniu z tym co się tam działo. Uważam,że w ogóle powinni to lepiej zorganizować. Jeśli było bardzo dużo ludzi to powinni albo przewidzieć ile osób przyjedzie albo wprowadzić obowiązkową rezerwację, żeby po prostu wiedzieć jakiej liczby się spodziewać. A już w ogóle nie dopuszczalne jest dla mnie to,że kazali się wynieść osobom, które zapłaciły za to. Dobrze,że przynajmniej poznaliście ciekawych i fajnych ludzi

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)