18 listopada 2015

Dookoła świata: Włochy - Genua, Werona

Rok temu byłam zakochana w tym państewku. Przypominało mi bardzo Polskę po względem krajobrazu, ale również i czystości, gdyż tutaj wcale nie dba się o wygląd chodników. Ludzie mają niesamowity uśmiech, garną się ku pomocy, a cappuccino tutaj smakuje najlepiej na świecie. I mimo gdy zamawiasz pizze w przydrożnych restauracjach, to nie jest to coś na poziomie masterchefa, ale smak nigdy nie będzie taki jak u nas. To już kolejna wizyta  w radosnej, słonecznej, krzykliwej Italii!
Może to stereotypowe, ale włoska pizza musi być!
Wiecie co jest najgorsze? Rozczarowanie! Kiedy jedziesz gdzieś z myślą, że będzie tam miło i przyjemnie, a wcale tak nie jest. Tak przywitało nas San Remo we Włoszech. Kiepskim noclegiem, kiepskimi widokami. Miasto szczycące się dobrą opinią, bo przecież to ogromny ośrodek kulturowy! Festiwale muzyczne, teatralne, wyścigi kolarskie… To jednak jedyne atrakcje, bo tam zwyczajnie nie ma nic innego, co mogło by nas zaciekawić.

Ale na pocieszenie pojechaliśmy na dobrą włoską kawę. Mieścina nazywała się Cervo. Zostawiliśmy auto gdzieś przy wybrzeży i zaczęliśmy się wspinać po schodach na sporą górkę. Na jej szczycie wybudowane było miasteczko – niewielkie, bardzo klimatyczne, z małymi drużkami krążącymi wokół domów.
Miejscowość ciągnęła się na wzgórze. Masa schodów, wąskich i stromych uliczek... A na samym szczycie? Kościółek, z niego zaś dobiegały dźwięki chóru.
Jakieś dwie godziny później dojechaliśmy do miasta Genua. Właściwie przypadkiem. Planowaliśmy znaleźć camping przed, acz żaden nam nie odpowiadał. Co ciekawe, szukaliśmy w przewodniku jakichś informacji o tym mieście. Nie było. Jedyne co z ogólnych wiadomości wiedzieliśmy to, że jest to jeden z głównych centrów gospodarczych kraju. Kiedy dojechaliśmy na camping spotkała nas przemiła niespodzianka, bo pani która tam pracowała mówiła po polsku i pochodziła z Polski! Wiele nam poopowiadała, rozdała wszystkie możliwe mapki i wysłała do centrum miasta… pociągiem?! Tak, to już kolejny raz kiedy jesteśmy we Włoszech i podróżujemy w nich koleją. Miasto mierzy sobie 42 kilometry długości. My zatrzymaliśmy się na jego prowincji, tak więc podróż do centrum trwała 20 min pociągiem.
Wspomniana Katedra San Lorenzo
Genua – dość znane i popularne miasto. Sęk w tym, że piekielnie zniszczone, śmierdzące, brudne, przepełnione emigrantami i na pierwszy rzut oka biedne. Stare niewyremontowane kamienice, ciasny rynek przytłoczony przyulicznymi targowiskami, przy których zwykle spotkamy ciemnoskórych emigrantów próbujących wcisnąć nam tanie okulary przeciwsłoneczne czy kapelusze. Wielu oficerów policyjnych patrolujących okolicę sprawnie dba o nasze bezpieczeństwo i są skorzy do pomocy w każdej chwili, ale czy mimo tego możemy czuć się tu swobodnie? Mnie osobiście cała ta sytuacja bardzo krępowała. To nie miała być szarobura metropolia, lecz mieścina tętniąca życiem (ale nie życiem uchodźców, tylko rodzimych mieszkańców!). Aczkolwiek pomimo wielu minusów jakie nam się tutaj nawarstwiły, Genua słynie z całkiem sporej ilości dostojnych zabytków jak choćby: Dom Krzysztofa Kolumba, średniowieczna brama miejska znajdująca się w centrum miasta – Porta Soprana czy katedra San Lorenzo. Z kolei jeśli pragnie ktoś obejrzeć panoramę miasta zalecam wjechać na Palazzo Rosso. A żeby ułatwić sobie życie i łatwo przemieszczać się po tym sporym mieście, warto zakupić sobie bilet komunikacji miejskiej, który obejmuje m.in. pociągi i/lub autobusy. My kupiliśmy rodzinny bilet (dla 4 osób na 24h) za jedyne 9 euro.

Z Genui wyruszyliśmy w stronę Werony! Ale stop! Droga daleka, więc w godzinach popołudniowych zajechałam do niedalekiej miejscowości Lazise, nadzwyczaj urokliwej. To średnia mieścina, posiadająca malutką plażę, ale wspaniały rynek z romantycznymi uliczkami i niewielkim portem. Usytuowana jest nad popularnym Jeziorem Garda, które pnie się ku północnej strony Włoch w góry.



Gdzie się toczyła najpiękniejsza romantyczna opowieść wszech czasów? Dramat Williama Szekspira zna każdy, tak więc i miejsce akcji również każdy znać powinien. Dotarłam i tutaj. Werona – piękne, duże, właściwie bardziej „klasyczne” miasto jakie jest nam znane, bo na pierwszy rzut oka zwyczajne. Jednak za tą pospolitą skorupą kryje się cudne centrum kultury i kultu opowieści „Romea i Julii”. To niesamowite, że specjalnie wybudowano tutaj fikcyjny Balkon Julii, a nawet postawiono bohaterce pomnik, a przed wejściem na dziedziniec w bramie tysiące zakochanych zapisuje swe imiona w serduszku, mając nadzieję na taką silną i bezgraniczną miłość, jaką przeżywały postacie dramatu.
Z lewej, słynny balkon Julii. W Wernie jest masa, ale to masa turystów, a wszyscy lgną na podwórko Julli. Jednak prócz tego można zwiedzić tam Amfiteatr (inaczej Arena) z czasów rzymskich, dość komercyjny, ale zachowany w świetnym stanie, a także wiele kościołów i katedr.
Z prawej, Aiko-chan na typowej włoskiej uliczce. :)
Werona to już prawie ostatni punkt wycieczki po Włoszech. Pstanowiliśmy jechać w stronę Austrii.  Północna część Italii jest bardzo górzysta, w końcu są to Alpy, a im bliżej Austrii, tym większe mamy wrażenie, że wprowadzany jest (w typowym nieładzie Włoskim) niemiecki porządek. Północne bogactwo góruje zdecydowanie nad północno-zachodnim wybrzeżem, gdzie potocznie mówiąc, zauważyć możemy brud, smród i ubóstwo… Co gorsza, (bądź i lepsza) język jest nam coraz to bardziej obcy. Włoszczyzna zmienia się na jakiś dziwny tutejszy slang: mieszanina niemieckiego, włoskiego, może angielskiego i czegoś w ogóle niesłyszanego, gdzieś wyczytałam, że to ladyński? Noc zagania nas do miejscowości Klausen. Na campingu wita nas przemiła Pani, z którą najłatwiej dogadać się po niemiecku i polsku.
Tak wyglądają włoskie Alpy. Są to średnio wysokie góry, a pasmo o którym właśnie wspominam to Dolomity. Wysokość najwyższego szczytu sięga 3342 m n.p.m i jest to szczyt Marmolada (porównując: Mont Blanc to aż 1500 metrów więcej). Dolomity i region Trydent, to cudowne widoki. Wspaniałe miejsce dla osób kochających góry, lubiących wędrować i zdobywać "malutkie" drapacze chmur. Będąc w Klausen, za honor wzięliśmy sobie wejść na koronę jednej z gór, na której szczycie był klasztor. Oh! Mimo że to nie lekki "pagórek" osoby niemające kondycji (patrz - Aiko) wypluwają przy wejściu swe płuca.

Co z cenami podróży? A wiecie co lubię w Italii? To, że to kraj na każdą kieszeń. Ceny w porównaniu z francuskimi czy niemieckimi są dużo niższe, po raz kolejny się o tym przekonuję. Komunikacja miejska, noclegi są nadzwyczaj dogodne dla naszych portfeli, a za parkingi nie musimy płacić po 10 euro, a ulubione cappuccino wypiję po taniości (max 2,50 euro) z prawdziwym smakiem. 

Opinia Aiko: Nie będę ukrywać, że zaczynam przyzwyczajać się i nie odczuwać uroku północnej części Włoszech. To już dla mnie zbadane tereny. Krajobraz się nie zmienił, a ludzie wciąż bardzo przyjaźni, różnica natomiast jest jedna: porównując część północno-zachodnią do północno-wschodniej można się nieco zawieść. Jadąc z Francji do Włoch przez Monaco przekraczamy magiczną granice. Z jednej strony czysta, zadbana i z klasą Francja, z drugiej brudne i chaotyczne Włochy. Z jakiegoś powodu część północno-zachodnia kompletnie nie skradła mojego serca, a nawet miałam chęć by jak najszybciej stamtąd uciec się w głąb kraju - i ku Austrii. Rok temu tego nie było, bo okolice Wenecji to zupełnie inna bajka, nastawiona na turystykę i gości z różnych stron świata. 

5 komentarzy:

  1. Jak czytałam Genua zaraz pomyślałam Kolumb! Marze o wyjeździe do Włoch, bo to kraj akurat na moje standardy. Inne, bardziej porządne i nowoczesne by mnie przytłoczyły, takiego lumpa - biedaka, Włochy są akurat. marzy mi się Rzym i mnóstwo, mnóstwo małych, skromnych miasteczek z kościółkami. Sa takie mega urocze. A te ciasne uliczki przypominają mi ulubione miejsca w mojej Bydgoszczy, ten klimat dokładnie, tylko jednak u nas częściej widuję je w deszczu.

    OdpowiedzUsuń
  2. marzę o wyjeździe do Włoch, chciałabym popłynąć gondolą w Wenecji, chciałabym zwiedzić Rzym... dla mnie ten kraj ma jakiś takich cichy urok, który sprawia, że nie można przejść koło niego obojętnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. i z góry dziękuję za lajka <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudownie, zazdroszczę podróżowania i możliwości zwiedzenia Włoch, może i mi się kiedyś uda :) rzadko bywam za granicą, jedynie od czasu do czasu w Niemczech, bo mam tam rodzinę i w Czechach, bo mam do nich 50 km. Cudowne miejsca i piękne zdjęcia :)
    pozdrawiam cieplutko myszko :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Włochy muszą być piękne. Spodobała mi się mała mieścina, Cervo. niewielka, ale te wąskie uliczki mają w sobie coś ciekawego. Jak każde państwo, widać,że Włochy mają zarówno wady jak i zalety. Przynajmniej ceny nie są wysokie, a to duży plus. Poza tym wydaje mi się,że to państwo jest bardzo interesujące i chciałabym je kiedyś zobaczyć. Świetne zdjęcia, chociaż moje serce również podbiła fotografia ze spaceru.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)