13 marca 2016

KABANOS // Wrocław 4.03.16

Od czego by tu zacząć…
Może od: Witam Was kochani! Przybywam do Was z krótka aikową relacją z wydarzenia, jakim był koncert Kabanosa we wrocławskim clubie Alibi tydzień temu w piątek.
Krótko mówiąc, to był zdecydowanie jeden z lepszych koncertów. Wybawiłam się ponad programowo i czuję ból na każdym centymetrze swojego ciała. Tym samym zaczynam nawiązywać do swoich obrażeń typu: standardowe sińce w prawie każdym możliwym miejscu (znów będą mi schodzić tygodniami). Mam również tajemniczo podrapane/pocięte ręce oraz zgniecionego paznokcia u nogi (muszę w końcu kupić te glany!)
Los Unicors
Ale zacznijmy od samego początku. Był to piątek, tak więc musiałyśmy z Dredziarą iść normalnie do szkoły (zwykle pewnie bym nie poszła, ale mam… naganę za licznie nieobecności, co może negatywnie wpłynąć na chociażby wyjazd do Bolonii). Na szczęście, ku naszemu ogromnemu zdziwieniu lekcje skończyłyśmy wcześniej i mogłyśmy wyjechać do Wrocławia o 14 godzinie.
Zmęczone realiami życia postanowiłyśmy iść na kawę tuż po przyjeździe (do KFC, co nie było mi na rękę, bo jestem fanką McD), następnie połazić po galeriach i wyskoczyć na szybkie piwko przed koncertem.
Ostatecznie do Alibi wkroczyłyśmy jakoś dobrze po 19. Miałyśmy gdzie usiąść (blisko sceny) zamówiłyśmy drinki. Dosiadali się do nas różni ludzie z niektórymi rozmowa się kleiła, z innymi nie. W końcu zaczął się support, który o dziwo nie był nudny! Los Unicors mimo że nie grali jakoś wspaniale potrafili bardzo dobrze zająć się publiką. Rozbawiali koncertowiczów, namawiali do śpiewów, tańców a przy tym żartobliwie i na luzie wszystko traktowali.
1. Nie, on nie jest taki gruby.
2. Kiedy Aiko znalazła się już przy scenie.
3. Po koncercie selfie z Zenkiem 'Kabanosem'.
Po około trzydziestominutowej przerwie, w końcu na scenę wyszły gwiazdy tego dnia – tzn. KABANOS. I tu moja pamięć się chwilowo kończy, ale wiem jedno – zostawiłam Dredziare w tyle i pognałam w pogo. Przez pierwsze minuty koncertu ledwo łapałam oddech (zła kondycja robi swoje) i kiedy to już ustało zostałam wypchana pod samą scenę. Pamiętam doskonale ludzi, którzy się obok mnie bawili. Byli niesamowicie pozytywnie zakręceni. Fakt, że większość widowni damskiej była znacznie bardziej spokojna ode mnie był dość zabawny (ja szalona :P ). Nie napiszę Wam jakie po kolei piosenki chłopaki zagrali, generalnie w mojej pamięci utknęły wrzaski: „Klocki, Klocki…!”, które były właściwie zagrane pod sam koniec. Ale wiem, że KABANOS zagrał „Mamo, jest mi tu dobrze”, „Serce”, „Buraki”,  „Ptaszek” „Gruby grubas” i inne przeboje. Jakoś w połowie koncertu W KOŃCU odnalazła mnie Dredziara. Zgodnie z tym co mówiła, to znalazła mnie po… odrostach na włosach (co sugeruje odwiedzenie fryzjera :’D )! I wreszcie mogłyśmy bawić się razem.
Aikowe łupy wojenne. Oh yeah! Naszywka, kostka gitarowa, bilet oraz autograf. ^___^
Koniec był chyba najlepszy. Zdobyłyśmy z Dredziarą pałeczkę (połamaną) perkusyjną zespołu i kostkę gitarową. Po udanym koncercie trzeba było uzupełnić płyny (piwem). Ach! I wtedy wyszedł Zenek! Gdy tylko zobaczyłyśmy wokalistę pognałyśmy zrobić sobie z nim selfie. Potem poznałyśmy czworo gości (całkiem sympatyczni) i znów podeszliśmy całą paczką do Zenka. Kolejna seria zdjęć oraz autograf. Dredziara bąknęła mu, że właśnie miałam urodzinki, a on złożył mi życzenia. Trochę rozmawialiśmy o koncercie i kolejnych zapowiedziach. Chwilę jeszcze posiedziałyśmy w knajpie i pojechałyśmy do domu. Ostatecznie ja byłam u siebie o 4 rano.
1. Zeszyt z projektowania. Dawniej w stanie świetnym, po koncercie - stan tragiczny.
2. Ze zdobytej kostki gitarowej zrobiłam sobie wisiorek. Całkiem dobrze to wygląda!
3. Dzień po koncercie mój brat miał urodziny (a więc 3 dni po mnie) znajomi wpadli z niespodzianką i jak zwykle drogimi trunkami. Jak świętować - to z pompą!
Podsumowując: takie uczczenie urodzin na wielki plus!

Coś z życia Aiko

Nawiązując wciąż do urodzin, bo w ostatnim tygodniu (tj. od 2 do 6 marca) własnie dlatego "hucznie" świętowałam - pierwszy dzień (i ten prawowity) spędziłam u dziadków, co wspominałam kiedyś i czego nie znoszę, drugiego zaś przyjaciele zrobili mi kawał i kiedy wróciłam do domu ze szkoły czekali na mnie z tortem i... kapustą. 
Na widok tortu, a szczególnie palących się na nim świeczek zrobiło mi się nadzwyczaj ciepło na serduchu. Sęk w tym, że rzadko zdarza mi się mieć tortu na własność (bo urodziny mam w dniu imienin babci i to ona jest ważniejsza, a z rodziną świętujemy zwykle w dniu urodzin brata, tak więc wówczas to on jest ważniejszy). Mało tego, pierwszy raz w życiu miałam na torcie świeczki. Może to śmieszne i dla niektórych pospolite, acz dla mnie bardzo nietypowe wręcz 'orientalne'. To był naprawdę miły gest. Z kolei jeśli chodzi o wspomnianą kapustę, to w przekonaniu moich znajomych utwierdziło się, że Aiko jada wszystko co kapuściane i jakkolwiek była by kapusta przygotowana, to ja ją zjem (a jestem okropnym niejadkiem). 

A Wam jak tam mija czas? 

P.s. Powoli z blondynki robię się na rudo, podobno w każdym kolorze włosów mi ładnie. :3


Z dnia: 13.03.2016

3 komentarze:

  1. Koncerty Kabanosa są zawsze genialne, chociaż nie da się z nich wyjść bez uszkodzeń ciała, potwierdzam ;) A Bukowina droga prawie wyszła bez okularów. Ja za to straciłam moje pierwsze wysokie buty i musiałam sobie kupić glany :D Polecam naprawdę glany, nigdy na początku tragedia, ale potem inwestycja na lata i naprawdę dobrze sprawdzają się jako kalosze/buty na zimę/ buty do chodzenia po zakazanych dzielnicach.
    Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin- hmmy, ja też nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam świeczki na torcie. Może nawet lepiej, czułabym się bardzo stara, wpychając 19 świeczek na mały tort D:
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj Kabanos, Kabanos. Jeden z lepszych zespolow jakie kiedykolwiek miałam okazje słuchać. Szczególnie na żywo, ogromny power. Zawsze tak sie na nich wybawie, ze pozniej nie czuje swojego ciała.
    Nieziemsko Ci zazdroszczę tego konecrtu, bo obecnie jestem lekko uziemiona i nie mam jak jezdzic na takie genialne wydarzenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niewiele dziewczyn rzuca się w pogo z chłopakami. Mnie osobiście nie podoba się to wtedy, kiedy obrywają postronne osoby. Kabanos - oni byli już chyba wszędzie :D Dobra muza, swojska kapela - jest ta moc :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)