31 maja 2016

[114] Around the World: Life in Italy

Bolonia to synonim mieszanki kulturowej, językowej, wyznaniowej. Muzułmanie, Katolicy, Ukraińcy, Pakistańczycy, Czarnoskórzy czy Azjaci – pochodzenie żyjących tu ludzi nie ma znaczenia, tak samo jak ich wiara lub ubarwienie skóry. Bolonia to nie miasto które trzeba zwiedzać, lecz miasto w którym powinno się żyć.

Wiecznie spóźniające się autobusy, przeładowane, śmierdzące, w zimne dni z działająca klimatyzacją, w ciepłe wręcz przeciwnie. Gwarne ulice pełne ludzi z reguły nieśpieszących się na nic, masa rowerzystów i motocyklistów – i słusznie, gdyż ten środek lokomocji jest najpewniejszy i najszybszy w godzinach szczytu.
We Włoszech jestem już 3 rok z rzędu. Tym razem najdłużej, bo aż miesiąc. Żyję i pracuję. Obserwuję, słucham i czuję te miasto. Zwiedzam, kupuję, rozmawiam z tubylcami. Krótko mówiąc staram się wtopić w tłum, zaczerpnąć włoskich smaków, kultur i tradycji.

Obserwacja terenu
Italia to naprawdę ciekawy kraj. Wiele nauczyłam się o ich kulturze i obyczajach. Powtarzam to i powtarzać będę – Włosi to ludzie pełni energii, żywiołowi, przepełnieni radością. Ale także otwarci i szczerzy. Pracując z nimi mogę zdecydowanie określić ich stosunek do pracy jako wolny, lecz komplementarny. Do większości rzeczy podchodzą na spokojnie, nie śpieszą się z codziennymi obowiązkami, wykonują je rutynowo, wolno, z przerwami na rozmowę, kawę, żarty. Klientów przyjmują z uśmiechem i kulturą. Starają się pomagać na miarę swoich możliwości, a nawet i więcej. Nas stażystów traktowano nieco egzotycznie. Wypytywano o szkołę, język, porównywano Polskę do Włoch, nie wymagano od nas zbyt wiele. 

Jak już wspomniałam Bolonia to istna mieszanka kulturowa, masa obcokrajowców, nieprzyjemnych/przyjemnych sytuacji, nieporozumień. Fala uchodźców zalała tamte regiony. Szczerze powiedziawszy podczas samotnych wędrówek po mieście czułam się nieswojo, a nawet niekiedy bałam się. Ludzie patrzyli się na jasnoskórą, bladą karnację Aiko i jej rude włosy. Ciężko było znaleźć tam rudowłosego człowieka! Może ich nie lubią? Chodziliśmy po mieście minimum parami, mimo wszystko zaczepiano nas, mówiono „bella”, cmokano (znak, że ktoś się komuś podoba) czy nawet chciano umówić się na randkę. Starsi ludzie zaś patrzyli się spode łba. Mamrotali coś pod nosem kiedy podczas 25-30 stopniowych upałach chodziliśmy w krótkich spodenkach czy sukienkach. Sami jednak byli ubrani w czasie tak wysokiej temperatury nawet w grube kurtki! Dziwna sytuacja. Typowi Włosi jednakże wyróżniali się na tle przyjezdnych. Mieli więcej kultury i byli mniej opryskliwi podczas takich sytuacji – które były bardziej zabawne niż strachliwe.


Fakt, o tym się (nie) mówi
  • Przede wszystkim do autobusów wchodzi się przednimi lub tylnimi drzwiami, a wychodzi zawsze środkowymi. Zwykle podróżujący nie upominają się, nie krzyczą i nie wyzywają kiedy nie ustąpicie im miejsc. Autobusy są bardzo przeładowane, ludzie przeciskają się dwa przystanki przed wysiadaniem do drzwi, ciągle pytając czy ktoś wysiada, bo sami nie zdążą wysiąść - prawda, autobusy stoją na przystankach bardzo krótko. 
  • Włosi nie znają angielskiego. Młodzi ludzie uczą się go. Znają typowo szkolny język, bardzo wyraźnie mówią, najprostszymi zdaniami. Starsi zaś nie znają go w ogóle (nie mówię o miejscach typowo turystycznych jak Florencja czy Wenecja, gdzie niejeden sprzedawca może zagiąć polskiego anglistę…). Zabawie jest gdy stoisz na ulicy lub w autobusie, zaczyna do Ciebie ktoś mówić po włosku, a ty odpowiadasz mu „Non parlo Italiano.” co oznacza: „nie mówię po włosku.”. Ta osoba wnet się reflektuje i powtarza to samo co mówiła wcześniej, lecz głośniej, wolniej, ale nadal po włosku. 
  • Ceny ubrań w sieciówkach są dużo tańsze niż w Polsce. To jest dla mnie niepodważalny fakt. We Włoszech kupiłam masę ciuchów – spodnie, katany, koszule, bluzki… wydałam zdecydowanie mniej pieniędzy niż płaciłabym za te same towary w Polsce. 
  • Wina i espresso to dwa rodzaje napoi, które najczęściej są spożywane we Włoszech. W Italii można wsiąść za kierownice mając 0.5 promila alkoholu we krwi, co oznacza, że na spokojnie można wypić jedną lampkę wina do obiadu i pojechać na zakupu. Espresso jednak pija się szybko i dostaje się w malutkich filiżankach na jednego łyka, potem zapija wodą. 
  • Sjesta to po prostu „lunch time”. Za każdym razem będąc w pracy przychodził do nas pracodawca i krzyczał ucieszony „It’s lunch time!”, chodziło mu zwyczajnie o przerwę obiadową. Niestety u mnie w pracy trwała ona aż 3h. Lecz większość marketów, sklepów czy kawiarni funkcjonowała normalnie. Zdziwiłam się jednak gdy na kościołach widniał napis: „od 12:00 do 15:00 zamknięte”. 


Do Polski przyjechałam dwa dni temu. Podróż minęła mi całkiem komfortowo jak na 15h siedzenia w autokarze. Jestem już rozpakowana i zaczynam przyzwyczajać się z powrotem do polskich realiów. Bolonia podobała mi się bardzo. Na pewno chciałabym wrócić w to miejsce i spotkać ponownie tamtejszych ludzi – bo warto! 

W tej chwili pakuję znów manatki i wyjeżdżam do Warszawy. Już jutro w godzinach wieczornych zacznie się najważniejsze w tym roku wydarzenie dla fanów j-rocka. Mianowicie na w clubie Progresja Music Zone zagra zespół ONE OK. ROCK. Na pewno na snapchacie będę na bieżąco relacjonować te wydarzenie. Tych którzy nie mogą tam być, ale chcą zobaczyć co się będzie działo zapraszam do obserwacji My Story na snapie.


Ukaże się na blogu oczywiście relacja z wydarzenia w Warszawie, a wkrótce potem notka (nadal) z wyjazdu i zwiedzania Italii. Ja ne kochani!

Z dnia: 31.05.2016

5 komentarzy:

  1. Nigdy nie byłam we Włoszech i bardzo nad tym ubolewam, jednak kultura włoska jest mi dosyć bliska. Mój przyjaciel jest Włochem (właściwie w połowie, bo jego matka jest Polką) i zachowuje się jak typowy Włoch. Dzięki niemu nauczyłam się trochę języka i doświadczyłam tej włoskiej żywiołowości, która - nawiasem mówiąc - potrafi być czasem irytująca, haha :D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy post. Ja sama nigdy nie byłam we Włoszech, póki co też mnie tam za bardzo nie ciągnie, ale kto wie - może kiedyś? ;) Tak czy inaczej czekam na kolejne notki z wyjazdu, no i przede wszystkim na tę o koncercie, bo mnie samej na nim niestety nie będzie ;( Miłej zabawy! Pozdrawiam
    Kusonoki Akane

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałabym kiedyś zobaczyć Włochy, bo podobno są ładne. Poza tym wydaje mi się, że mają ciekawą kulturę. Z jednej strony podoba mi sie to, że są radośni, otwarci i pełni energii, ale z drugiej strony nie wytrzymałabym w takim powolnym tempie robienia czegokolwiek. Napisałas o bardzo fajnych ciekawostkach. Ten "lunch time" dla mnie trwa zdecydowanie za długo. Nie wiem, co bym robiła przez całe trzy godziny... Rzeczywiście dziwne, że kościoły są zamknięte w środku dnia. A co do cen w sieciówkach, to chyba w Polsce są bardzo drogie ubrania, bo jak byłam w Niemczech, w sieciówkach można było wyszukać na prawdę tanie. Ja na przykład kupiłam tam w H&M bluzkę przecenioną z 20 euro na 3 euro, co wydaje się dosyć sporą różnicą. Poza tym podoba mi się to, że czasem za granicą przecena to przecena, a nie tak jak u nas zaledwie o kilka procent.
    Podoba mi się zdjęcie przy tej ścianie, czy tam murze. Jest takie...kolorowe! Pocztówka już doszła, więc pięknie za nią dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile u nas w ogóle jest cokolwiek przeceniane. Ucząc się w szkole na kierunku reklamy, doskonale wiem, że to taki "pic na wodę". Zagranicą faktycznie przecena, jest przeceną. U nas, to tylko oszustwo i kombinatorstwo,aby zarobić jak najwięcej pieniędzy wprowadzając klienta w błąd. Niestety.

      Usuń
  4. Wow, tego o Włoszech nie wiedziałam ^^ Fajnie dowiedzieć się czegoś ciekawego ^^
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)