12 czerwca 2016

ONE OK ROCK // Warszawa 1.06.16

Tej nocy spalam zaledwie dwie godziny. Wraz z Pandą wstaliśmy prężnie tuż po godzinie 4 rano (a może bliżej 5?). Spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy do plecaków i ruszyliśmy na pobliską stację kolejową. W okolicach godziny 5:30 miał przyjechać pociąg. Podróż czas start! Wrocław -> Łódź -> Warszawa!

Te wydarzenie było jednym z koncertowych marzeń Aiko-chan. 1 czerwca w Warszawie odbył się występ jednego z przez nią uwielbianych zespołów. Ale to także dzień wyczekiwany przez innych wielbicieli j-rocku. Polskie granice przekroczyło ONE OK. ROCK. Ci japońscy artyści przyjechali w końcu do nas – polskiej publiczności.
Widok z Pałacu Kultury. :) Kocham oglądać krajobrazy.
Bilety na koncert trafiły do sprzedaży 4 marca. Tego też dnia (dokładnie wciągu dwóch godzin) zostały wyprzedane. Na całe szczęście Panda zdążył kupić i podarował je w prezencie urodzinowym Aiko. Oczywiście wkrótce potem wznowiono sprzedaż, ale w niewielkiej ilości. Czekałam 3 miesiące aby móc „otworzyć” swój prezent. Jechałam do Warszawy 9h aby móc posłuchać ulubionego zespołu przez jedyne 1,5h – to jest miłość.
W Warszawie byłam po raz drugi, tak więc chcąc skorzystać z okazji musiałam wejść na Pałac Kultury i obejrzeć panoramę. Porównując ją do ostatnich, jakie widywałam we Włoszech, to nic ciekawego. Te miasto zdecydowanie nigdy nie będzie dla mnie. Z polskich miast póki co chwalę sobie tylko Gdańsk i Kraków. Opcjonalnie Wrocław, który jest dla mnie synonimem miasta kulturowego, imprezowego i koncertowego.
Po nasyceniu się widokiem nadszedł czas na żarełko w meksykańskim fast foodzie i podróż do Progresji. Kombinacji było wiele. Wraz z Pandą śmialiśmy się, że łatwiej było nam się poruszać we Włoszech niżeli w Polsce. Generalnie ciężko było mi się „przestawić” na nasz język, komunikację miejską, na polskie realia. Po Warszawie chodziłam w kocich uszach, ku mojemu zdziwieniu wiele ludzi się na mnie zwyczajnie gapiło. Co było bardziej śmieszne niż krępujące, bo sądziłam że nasze miasta, w szczególności duże, są bardziej przyzwyczajone do takich widoków.
1. Pałac Kultury; 2. Aiko w kocich uszkach *meow, meow*; 3.Początek kolejki, która była dobre...10x dłuższa.
Pod Progresja byliśmy koło godziny 19. Zobaczyliśmy tłumy ludzi, nie… replay. Zobaczyliśmy ciągnącą się kolejkę ludzi, liczyła chyba dobre 150 metrów. Niektórzy stali tam już od rana. Zdecydowanie nie sądziliśmy, że kolejka na koncert może być porównywalna do konwentowych! Ale w końcu to ONE OK ROCK.
Czekaliśmy na wejście jakieś 50 minut. W tym czasie organizatorzy przedstawiali „krótki regulamin” co oznaczało: zakaz wnoszenia jakiegokolwiek jedzenia, aparatów fotograficznych, napoi większych niż półlitrowe butelki, oczywiście wnoszone bez zakrętek. (?!)  Bawiło mnie to nieco, bo wszystkie te rzeczy znajdowały się w plecakach, a plecaki i tak mieliśmy obowiązek oddać do szatni (która kosztowała 5 zł – drogo!), stąd pytanie, poco taki rygor? Ano po to by zarobić jak najwięcej na sprzedaży wodopoju i żarła. 


Kiedy weszliśmy do clubu zostało 10 minut do rozpoczęcia koncertu. Wewnątrz była masa ludzi, malutka Aiko próbowała stanąć w miejscu gdzie cokolwiek było widać. W ostateczności stanęliśmy z Pandą po prawej stronie sceny. Przez większość koncertu skakałam jak kuzka by móc zobaczyć idoli. 
Występ trwał około 1,5h, a to było 1,5h szczęścia, moment spełnienia koncertowego marzenia. Chłopaki na wejściu zagrali krótkie intro, następnie „Take Me to the Top”, „Memories”, „Deeper Deeper” , pojawiły się także przebije: „Clock Strickes”, „Cry Out”, „The Beginning”, a na koniec wzruszające „Wherever you are” i „No secred”. Publiczność polska musiała zadziwić chłopaków, nie było piosenki której byśmy nie znali i chcieli z nimi śpiewać. Podczas koncertu Taka potrafił także i nas zaskoczyć. W pewnym momencie powiedział nam: „dziękuję” oraz „cześć, kocham was” po polsku, a kiedy wyszedł na bis, śpiewał z naszą flagą na plecach. 


Koncert skończył się około godziny 21,40. O 23:00 wraz z Panda mieliśmy autobus powrotny do Wrocławia, gdzie byliśmy o 4 nad ranem. Niecałą godzinę potem przesiedliśmy się do pociągu, a potem znów Aiko do autobusu. Ostatecznie o 8 rano padłam na łóżko jak kłoda, a gdy się obudziłam miałam wrażenie, że całe te wydarzenie było snem. Jedynymi pamiątkami były bilety i wspomnienia. Czekam na kolejny koncert OOR w Polsce!


Podrzucam Wam filmik z YT, który znalazłam. Na szczęście sa ludzie, którzy dzielą się szczęściem z innymi. Ja niestety mam jedynie krótkie filmiki ze snapa, które oczywiście podczas koncertu dodawałam i mogliście oglądać na bieżąco.

Coś z życia Aiko
Relację dopiero teraz publikuję, bo od dłuższego czasu mam poważny problem z laptopem. Chyba czas na nowy sprzęt. Acz wydatków w te wakacje będę miała wiele. Zbliżają się urodziny Pandy (Jaki prezent mogę mu kupić? Macie jakieś pomysły?), planuję tego roku wyjazd do Londynu, najlepiej w sierpniu lub wrześniu. Koszty lotu, zwiedzania, ale szczególnie noclegu będą spore i tu poszukuję jak najlepszej i tańszej opcji. Jednak nic nie osiągnę, jeśli nie znajdę pracy dorywczej na wakacje. Oczywiście liczę, że wszystko pójdzie po mojej myśli. :)
Jutro zaś i w piątek czekają mnie egzaminy zawodowe. Trzymajcie mocno kciuki, warto by było zdobyć w przyszłości ten tytuł technika. Ja ne!

Z dnia: 12.06.2016

10 komentarzy:

  1. Nigdy Warszawa mnie specjalnie nie zachwycała i ze wszystkich stolic europejskich w jakich miałam okazje być, zajmuje ona u mnie jakieś przed ostatnie lub nawet ostatnie miejsce. 9 godzin to na prawdę sporo. Mieliście długą podróż, ale ważne, że wam się podobało i było warto. Dziwna sprawa z tymi zakrętkami i nie mogę zrozumieć czemu je zabierają... Słyszałam od moich znajomych, że jak były na Metallice (a było to kilka lat temu) też i zabierali zakrętki.
    Jeśli chodzi o prezent to w sumie ciężko powiedzieć, zależy od tego co lubi. Ja swojemu kupiłam na ostatnie urodziny płytę ulubionego zespołu, bo stwierdziłam, że to będzie dla niego idealna rzecz, tym bardziej jak mi powiedział, że żadnej płyty tego zespołu nie ma. Zawsze może być też koszulka z jakimś nadrukiem, która można zrobić samemu albo dać do drukarni, robiącej napisy na koszulkach (na przykład mój lubi marudzić, więc myslałam, żeby mu dac koszulkę ze smerfem i napisem "nie cierpię być marudą"). Również jestem w trakcie poszukiwań jakieś pracy na wakacje. W końcu trzeba coś zrobić z czterema miesiącami wolnego. Będę trzymać kciuki, aby Ci dobrze poszło na egzaminach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Żeby trochę rozjaśnić:
    Bez zakrętek ze względu na to, żeby nie rzucać pełnymi butelkami w scenę i nikomu nic nie zrobić (puste, albo takie, z których się coś wyleje w trakcie stanowią mniejsze zagrożenie). Kierowane jest to wcześniejszymi doświadczeniami oczywiście.
    Następny raz będziesz już wiedziała, że szatnia kosztuje, a jeśli weźmiesz torebkę do rozmiaru A4 zamiast plecaka to nie będziesz musiała niczego zostawiać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia bezpieczeństwa swoja drogą, a zarobek swoją, bo tą samą wodę można było zakupić w barze. W dodatku ilekroć chodzę na koncerty nigdy nie spotkałam się z tak drogą szatnią, a zostawiam w nich zawsze swoje rzeczy z oczywistych względów (by niczego nie pogubić, by nie przeszkadzało mi oraz innym koncertowiczom). Z mojego punktu widzenia organizatorzy próbują tylko takim sposobem "extra zarobić".

      Usuń
  3. Kurczę, minęłyśmy się o trzy dni! Byłam w Warszawie 4 czerwca :D I nie lubię tego miasta. Zwłaszcza, że wiecznie trafiam na demonstracje, komunikacja naziemna nie działa a metra się boję i nie umiem nim jeździć. W sumie dziwię się, ze ludzie zwracali uwagę na twoje uszy, będą tylko dwa razy w tym roku w Wawie widziałam tak odjechane typy, że głowa mała. Chociaż jako dziecko ze wsi mogę mieć zaburzone widzenie świata, dla mnie tylu ludzi różnych ras na jednym dworcu to już szok i chaos, więc Dworzec Centralny znam w pędzie, bo starałam się z niego jak najszybciej wydostać...
    Na koncertach zawsze tak jest, ale jak na lokalnej ustawce freestyle kazali mi wyrzucić pełną butelkę wody to naprawdę się wkurzyłam. Tam nie występowali wielcy artyści tylko moi kumple ze szkoły, bar chciał po prostu dorobić się na spragnionych ludziach. Mendy.
    W sumie podziwiam twoje uwielbienie dla tego zespołu, że jechałaś na nich tyle czasu... Ja chyba dla nikogo bym tyle nie przemierzyła, mooże dla przyjaciela, gdyby grał już na takim poziomie. Szczęśliwi goście, ze mają takich fanów, chociaż oni dla was jechali o wiele dłużej (ale w lepszych warunkach, tez fakt.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, dla mnie właściwie każdy koncert jest swego rodzaju "przygodą/podróżą". Mieszkam w małej miejscowości i jak przystało na człowieka wsi, tu takie imprezy się nie zdarzają, tak więc muszę ruszać do wielkich miast. Najczęściej Wrocław, ale to i tak średnio 2,5h jazdy... aczkolwiek musi to byś zespół, który lubię, dla którego warto. A myślę, że muzyka jest tego warta. :)

      Usuń
  4. Oczywiście trzymam kciuki! Choć nie gustuję w tej muzyce to koncert obił mi się o uszy. Z twojej relacji wnioskuję, że było genialnie ^^ Za Warszawą tez nie przepadam, a niestety mieszkam blisko niej i często jeździmy tam na wycieczki szkolne :/
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdro! Słyszałam, że Taka zapewnił, że do Polski wróci już w przyszłym roku, więc postaram się wtedy kupić te bilety. Oby nie wyprzedały się w ciągu godziny tym razem >.< Powodzenia na zawodowych! Pozdrawiam
    Kusonoki Akane

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, zazdroszczę! Chociaż dojazd, długaśna kolejka i wszystkie te zasady, nie brzmią zbyt zachęcająco, to jednak chciałoby się zobaczyć jeden z ulubionych zespołów na żywo... Może następnym razem się uda. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeździsz sobie po krajach, a żal ci pięciu złotych na szatnię? Serio?

    Poza tym, to nie jest recenzja. Nie dowiedziałam się z niej nawet, jak się muzycy nazywają, oprócz wokalisty. Recenzja tak naprawdę zajmuje tutaj jeden akapit, reszta to paplanina o tym, jaka Warszawa jest brzydka, szatnia droga, a kolejka długa. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłabym napisać, że 5 złotych to już B-smart z KFC, a więc mój obiad, ale po co, bo przecież jeżdżę po krajach i nie znam wartości pieniądza...
      Poza tym, widzę problem z czytaniem ze zrozumieniem. To nie jest recenzja i recenzją być nie miało, tylko RELACJA z wydarzenia w którym JA brałam udział i jest to subiektywna ocena i opis przeżytego dnia.
      Nie podoba Ci się, że napisałam (lub uczujesz się urażona stwierdzeniem), że Warszawa mi się nie podoba i jest dla mnie miastem brzydkim. Każdy ma swój odpowiednik kanonu piękna i te miejsce zwyczajnie mi się nie podoba, nic na to nie poradzę.
      Wymieniłaś trzy wady, które przyćmiło wiele innych zalet, przykro mi, że ktoś próbuje 'hejtować' nie mając ku temu podstaw.
      Pozdrawiam

      Usuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)