12 sierpnia 2016

Drama: "Love me if you dare"

Rok produkcji: 2015/16; Liczba odcinków: 24; Gatunek: Thriller, Kryminał, Romans


Młoda dziewczyna, świeżo upieczona absolwentka studiów - Jian Yao (Ma Si Chun) -  poszukuje pracy. Jedyną ofertą którą otrzymała, jest propozycja zostania tłumaczem dla profesora Bo Jin Han (Wallace Huo). Przyjeżdżając pod wskazany adres jest znacznie zaniepokojona. Miejsce wydaje się być nadzwyczaj ciche, tajemnicze, a nawet straszne… Sam zaś pracodawca jest dość abstrakcyjny – przystojny, wysoki i chudy mężczyzna, introwertyk - unika kontaktu  z ludźmi, małomówny i zagadkowy. Jian Yao otrzymuje pracę. Stara się pomagać profesorowi na miarę wszystkich swoich możliwości. Ze względu na jego ulubione jedzenia – ryby, postanawia składać zamówienia na codzienne dostawy ze sklepu swojego wuja, prosto do domu mężczyzny. Wkrótce okazuje się, że dostawca, którym jest nastoletni kuzyn dziewczyny, zaginął. Wuj Jian Yoa oskarża profesora o uprowadzenia, a nawet o morderstwo chłopca. Czy ma ku temu powody?

Koreańskie romanse i komedie stały się dla mnie zbyt oczywiste (a żeby nie powiedzieć, że zwyczajnie nudne). Mając przerwę w oglądaniu, a przy tym szukając nowej wciągającej dramy, ktoś polecił mi „Love me if you dare”. Patrząc na pochodzenie serialu z góry skazała bym go na odrzucenie, ze względów oczywistych – produkcja chińska. Coś mnie jednak tchnęło i zanurzyłam swe ślepia w pierwszym odcinku, a potem kolejnym i kolejnym….


„Love me if you dare”  to niecodzienna produkcja. Pełna tajemniczości i zagadkowości, przy drobnym sarkastycznym humorze i ciągnącym się wątku miłosnym. Bohaterzy to nie puste lalki i ich pobratymcy, lecz świetnie wykreowane osobowości, mające równie dużo zalet, jak i drobnych, niedrażniących nas wad. Główny bohater to ideał każdej kobiety, choć nieśmiały w uczuciach, to bardzo bezpośredni oraz pewny siebie i swoich umiejętności w życiu zawodowym mężczyzna. Myśli logicznie, a nawet można by rzec, że za logicznie, bo jego IQ wynosi 180 (czym lubi się chwalić). Narcystyczny i nieco arogancji, lekko odpychający tych, którzy nie zdołali poznać go bliżej. Zaś postać  Jian Yao jest przeciwnością Bo Jin Han’a. Wesoła, towarzyska kobieta, ale przede wszystkim mądra, inteligenta i spostrzegawcza, co więcej natura obdarzyła ją ponadprzeciętną urodą. Choć bardzo uczuciowa i niekiedy strachliwa, wykazuje się wielką odwagą współpracując z profesorem Bo. Stara się rozwiązać zagadki, a jedną z nich, prawdopodobnie największą, jest sam jej pracodawca.

Drugoplanowe postacie są równie interesujące: Zhang Xun Ran (Wang Kai) - przyjaciel Jian Yao, potajemnie w niej zakochany. Policjant zajmujący się sprawami kryminalnymi, zwykle bardzo podejrzliwy i skrupulatny. Inny barwny bohater to jedyny przyjaciel profesora Bo -  Fu Zi Yu (Yin Zhen), który pilnuje uczuć Jin Han’a i go w nich uświadamia, zna go bardzo dobrze i na co dzień jest jego kierowcą. Wesoły i rozrywkowy, uwielbia żartować, ale w sytuacjach krytycznych wykazuje się powagą i odpowiedzialnością. 

Drama ma wiele plusów, a głównym jest niecodzienna fabuła. Przez większość odcinków podtrzymywana jest atmosfera zagadkowości i przez bardzo długi czas odkrywamy osobowość głównego bohatera, która pod wpływem znajomości z Jian Yao się powoli zmienia. Dodatkową zaletą są wątki kryminalne, które jak się okazuje w dalszej części, są ze sobą ściśle powiązane. W dramie nie brakuje brutalnych scen śmierci (i nie są to sceny strzelanin, lecz bardziej wyszukane i skomplikowane) oraz krwi. Tajemniczość momentami sprawia, że wrażliwcy mogą czuć strach, który w późniejszych minutach jest rozładowany zabawnymi, paradoksalnymi scenami.


Dla mnie ogromnym plusem są także role aktorów pochodzenia amerykańskiego - to nadaje zawsze dramom takiej... "globalności"(?). Jednak równocześnie jestem bardzo zawiedziona, ponieważ w rozmowach chińsko-amerykańskich język w jakim mówią jest mieszany. To mnie bardzo zdziwiło. W żadnych dotychczas dramach się z tym nie spotkałam. Tu jednak biali aktorzy mówili po angielsku, a skośni dopowiadali im po chińsku. Dialogi te były dla mnie śmieszne i nienaturalne. Stąd pod tym względem to ogromny minus dla produkcji. 

Ostatecznie mogę stwierdzić, że gra aktorska była na wysokim poziomie, aktorzy znakomicie wcielili się w swoje role. Fabuła jest doskonała i na pewno widz nie będzie się nudził oglądając „Love me if you dare”. Przejścia z historii w nową historię są łagodne, ale całość akcji bardzo dynamiczna i rozwijająca się do samego końca serialu. Lecz przez wtopę z mieszanką języków, moja ocena końcowa będzie nieco niższa niż poniektórzy oczekują: 
9/10



Coś z życia Aiko

Witam Was serdecznie po powrocie z sezonowego obozu pracy nad morzem. Ponad 6 tygodni tyrani po (nawet!) 13h dziennie z 1-2 godzinną przerwą. Nieregularne posiłki złożone z fast foodów, kawy i słodyczy, a mimo wszystko jest Ciebie mniej niż więcej. Chwilowe i niewiążące przyjaźnie. Po pracy relaksacyjne picie alkoholu w knajpie lub na plaży o zachodzie słońca i opalanie się w świetle księżyca. Zarobki poniżej średniej krajowej z nienormowanym czasem pracy, ale za to ogromnym doświadczeniem! Tak, od dziś już wiem, żeby nie kupować NIGDY ręczników nad morzem. 
To moje krótkie podsumowanie sezonowej pracy. Aczkolwiek nie zniechęciłam się. Nawet mi się podobało, na pewno zdobyłam doświadczenie, praca choć męcząca, to całkiem satysfakcjonująca, ale nie równała się wynagrodzeniu. Grunt to zarobić co się da zarobić i  spier*alać.
Jeden plus jest taki: zarobiłam na wyjazd do Londynu.  Już mam zabukowany lot i zarezerwowany hotel w centrum miasta. Dopracowałam także więcej szczegółów podróży, o czym dowiecie się, ale dopiero za miesiąc. Dokładnie 11 września wylatuje do Anglii!

P.s. Zastanówcie się dlaczego dnia 11 września bilety lotnicze były tańsze (ja wiem).



Z dnia: 12.08.2016r.

9 komentarzy:

  1. Zaciekawiła mnie ta drama i to bardzo :D w zasadzie głownie chodzi mi o produkcję i aktorów, sama historia też na pewno jest świetna ale nie dowiem się dopóki nie obejrzę :D chyba znalazłam film na dzisiejszy wieczór :) Co do zdania "zarobić ile się da i spier..." to bardzo się z tym zgadzam XD
    pozdrawiam cieplutko myszko :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy jeszcze nie oglądałam dram, może kiedyś się skuszę. Ta może być całkiem fajna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że uda Ci się jechać do Londynu :)

      Usuń
  3. Dla mnie koreańskie dramy są spoko. Ale tylko spoko. Może lepsze od tej sieczki, którą serwują Amerykanie, ale jednak... Miałam ambitne plany oglądania "Vampire's detective", a skończyłam na YT, oglądając kotki. Well done, Nessa. Well done.
    Kryminał, thriller, czyli coś, co uwielbiam. Tylko ten romans... Mam nadzieję, że jest go trochę mniej niż kryminału i thrillera. ;)
    Słuchając opowiadań znajomych i blogerów o tym, co musieli robić, żeby zarobić, stwierdzam, że mam wielkie szczęście, że mam znajomości, które pozwalają mi pracować w lepszym wymiarze godzin. Ale cieszę się, prawie dotarłaś do celu, gratulacje :)
    _______________
    pisane-atramentem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Romans nie powinien skreślać od razu kryminału z listy dobrych produkcji, mało tego dodaje dzięki sobie trochę smaczku i pikanterii, same detektywistyczne wątki były by zbyt nudne dla widza.

      Usuń
  4. Mamy ten tytuł na liście oczekujących :D Obecnie kończymy oglądać dramę "Good doctor", którą bardzo polecamy jeśli jeszcze jej nie widziałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie oglądałam żadnej dramy :)

    Pozdrawiam,
    Karolina
    http://karolinabrozis.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Koreańskie romanse rzeczywiście są mocno przewidywalne. Nawet jeżeli ostatnio jeden z nich bardzo mi się spodobał, to niektóre oklepane motywy aż rażą XD (chodzi mi tutaj o "W- two worlds"). Ta drama brzmi ciekawie, chociaż mam wobec niej troszkę mieszane uczucia- trochę nie moje klimaty. Ale na wszelki wypadek sprawdzę :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. zwiastun bardzo zachęca :)
    pozdrawiam,
    http://ylali.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)