12 października 2016

[120] Around the World: England, London (cz.2)

Na zwiedzanie Londynu potrzeba minimum 7 dni. My byliśmy tam stanowczo za krótko, brakło nam czasu na wszystkie atrakcje, lecz to na moje szczęście. Będę mogła tam wrócić i nie pluć sobie w twarz, że wszystko widziałam, a chcę tam pojechać po raz drugi (motywuje mnie też fakt, że mieszka tam moja przyjaciółka).

Już jakiś czas temu zaopatrzyłam się w przewodnik „Londyn Step by Step” w cenie ok. 20zł. Jest to całkiem fajna opcja dla osób zwiedzających intensywnie. Przewodni zawiera mapkę metra oraz całego centrum Londynu. Oferuje 20 tras opracowanych przez miejskich przewodników, gdzie określony jest: czas zwiedzania, długość, proponowane restauracje (zarówna tanie jak i drogie) oraz szczegółowo opisuje obiekty turystyczne, przyczyn zaznacza, które są odpłatne bądź nie (ceny nie są podane). W oparciu o ten przewodnik sama wytyczyłam sobie trasy najbardziej mnie interesujące. W rezultacie zwiedziłam większość głównych atrakcji.

Musicie wiedzieć, że niektóre bilety warto zakupić wcześniej internetowo. Są dużo tańsze niżeli na miejscu. Tak postanowiliśmy zrobić z London Eye (okiem Londynu). Zamówiliśmy bilet łączony wraz z rejsem po Tamizie, co kosztowało nas około 60 funtów na dwie osoby. Rejs po Tamizie trwał około 45 min, przewodnik przezabawnie opowiadał historie różnych budowli, mostów... uważny słuchacz na pewno nie będzie się nudził. To bardzo dobra propozycja dla turystów, można podziwiać Londyn zarówno z góry jak i z dołu. Bilety łączone dotyczą też innych atrakcji, np. London Eye i Aquarium, czy London Eye i the London Dungeron. Szczegóły znajdziecie TUTAJ
Widok z London Eye na Big Bena
Widok na London Eye 
Będąc w okolicy London Eye (a więc samiutkim centrum miasta) możemy sobie zrobić zdjęcie z Big Benem. Musicie pamiętać, że Big Ben to nazwa dzwonu / wieży zegarowej, która należy do Pałacu Westministerskiego. Zaś niedaleko znajduje się wspaniała restauracja, gdzie warto kupić smakowite Fish and Chips - w St Stephen's Tavern. Jako, że jestem dość wybredną osobą, to wolała tą klasyczną Londyńską potrawę zjeść w dobrej restauracji, a nie w "szybkim żarciu". Bazując na własnym doświadczeniu nie polecam (raz trafiłam na wyjątkowo niedobre danie - o raz za dużo).
Podczas naszego pobytu Westministerstwo było remontowane.
W drodze do Tower of London, czyli: Bus nr 15, ściana z mapkami i klasyczna czerwona budka telefoniczna (cuchną niesamowicie, nie wchodźcie do środka!)
Tower of London znajduje się w dzielnicy The City. Aby się tam dostać najlepiej dojść do centrum i pojechać linią nr 15. Ciekawostką jest, że ta linia posiada stare czerwone autobusy. Nie widziałam takich w innych liniach, więc widok takowego był dla mnie niemałą atrakcją. Do The City nie idźcie pieszo, choć na mapie wydaje się niedaleko w rzeczywistości jest to około 1,5-2h drogi. Tower of London to Pałac i Twierdza dawnych monarchów angielskich, ale także jak mówi historia  -więzieniem. Została wzniesiona blisko tysiąc lat temu, a swych władców gościła do 17 wieku. Miejsce te jest naprawdę okazałe. Na zwiedzanie trzeba sobie zostawić cały dzień i nieco miejsca w głowie, bo dawka wiedzy historycznej jest tam spora. W twierdzy zobaczymy kilka pięter przechowywanych zbroi, broni, ale również cudowne insygnia królewskie jak choćby nieziemsko zdobione berła, korony czy pierścienie. 
Tak własnie wygląda Twierdza, zdjęcie robione podczas rejsu na Tamizie.
Mówiłam, że mam dar do rozmowy z ptakami? I nie tylko z własnym Papugiem ale również z innymi. Jak widzę jakiegoś pierzastego dwunoga, od razu z nimi konwersuje (ćwierkam i gwiżdżę) te zaś mi odpowiadają. W Tower of London były dwa piękne czarne kruki. Były zaobrączkowane, tak więc wychodzę z założenia, że to swojskie ptaszyska.
Na zdjęciu Aiko idąca na "rozmowę"
Kolejną ciekawą atrakcją i jakże znaną nam wszystkim jest Tower Bridge. Wiele Londyńczyków upomina przyjezdnych, bo ci mylą nazwy z London Bridge (który jest nieco wcześniej). Nam też się one myliły, dlatego jednym ze sposobów, by się nie pomylić, jest powiązanie tego mostu z nazwą Tower of London, bo przecież jest w jej pobliżu i został zbudowany jako element należący i współgrający z twierdzą. Most na środku otwiera się gdy płynął po Tamizie wielkie żaglowce (z tego co zrozumiałam przewodnika, mechanizm otwiera się dwa razy dziennie).
Tower Bridge.
Ponownie wracając do centrum Londynu czas na Pałac Buckingham i na Jej Wysoką Mość. Oczywiście Królowej nie mogliśmy zobaczyć. Wejść do Pałacu także nie chcieliśmy, bo zarówno jak i czas zwiedzania i cena były dla nas na chwilę obecną za wysokie (ok. 35 funtów). Aczkolwiek wybraliśmy się na zmianę wart. Uroczystość ta rozpoczęła się o 11:15 (gdzie wszędzie pisało, że powinna się zacząć o 11:30, nie wiem czemu tak było) i byliśmy na niej około 30 minut, ale nie zostaliśmy do końca, bo pogoda za dobrze nas obdarzyła - okropny skwar i jakieś 30 stopni.


Uciekając już z centrum miasta opisze to, co ujęło mnie totalnie w Londynie i jestem ich ogromną fantą. Mianowicie parki, zieleń, skwerki są to miejsca, które kocham. Pisałam o tym w poprzedniej notce, zazdroszczę Londyńczykom, ale będę bardziej rzeczowa i opowiem Wam krótko o dwóch wartych uwagi "spacerniakach".
Hyde Park sąsiaduje z Green Parkiem, co oznacza niedaleką lokalizacje od Buckinham i kompletną igraszką z naturą. Dla mnie osobiście największą atrakcją w Hyde Parku była woda. Można było pływać po jeziorku na rowerach wodnych, kąpać się w oddzielonej części, ale również moczyć po prostu nogi w Pomniku Księżnej Diany. Poza tym karmić kaczki i łabędzie z ręki. Dla mnie istny raj. Na zwiedzanie tego obiektu trzeba poświęcić sporo czasu, gdyż licz on sobie około 140ha. Miejsce te to nie tylko trawa i woda, ale również pomniki, gdzie mnie szczególnie zachwycił Albert Memorial. Jest też pomnik Piotrusia Pana. 
1. Pomnik Alberta
2.Sielankowa zieleń w Hyde Parku
Pomnik lub inaczej nazywana Fontanna Księżnej Diany, a więc kamienne zaokrąglone koryto ze strumieniem chłodnej wody. Jest to miejsce głównie zabaw rodzinnych. Przychodzi tu masę dzieci i  moczy swe nogi w fontannie. 
Na końcu jeziora The Long Water z kolei znajdują się Włoskie Ogrody. Piękne, zaś cuchnące i zaniedbane. Liczą około 150 lat, składają się z  czterech basenów przedzielonych marmurowym chodnikiem, a wokoło otaczają je liczne białe kamienne posągi.
Dla nas miejscem krótkich spacerów był natomiast inny z królewskich Parków - Regent's Park, niedaleko którego mieliśmy hotel. Ten deptak z kolei zachwycał mnie swoją 'fauną'. Braliśmy w kieszenie masę orzechów i biegliśmy dokarmiać rude kity. Zaś nie tylko wiewiórki tam były.  Na końcu parku znajdowało się londyńskie zoo, którego nie mogliśmy sobie odpuścić.
W zoo znajduje się blisko 700 gatunków zwierząt w tym około 100 mających status zagrożonych. Jest to jeden z trzech najstarszych ogrodów świata i choć pozornie wydaje się być niewielki i kameralny, czas zwiedzania to dobre pół dnia. Zoo podzielono na różne sekcje m.in.: królestwo goryli, dział Afryki, akwarium, pawilon ze zwierzętami nocnymi czy lasu deszczowego. Co ciekawe w wielu miejscach, w jakich się przechadzamy zwierzęta nie są zamknięte w osobnych klatkach, ale na wolności np. lemury albo leniwce. 
A teraz czas na jednego z bohaterów Zoo, Hipcio którego hobby jest malarstwo. Odkryto jego wielki talent i dano mu kawałek materiału, wkrótce okazało się, że stworzył swój autoportret, rozcierając swoją kupę ogonem. (to historia prawdziwa!) 

Wartymi uwagi miejscami są także liczne muzea, jak chociażby Narodowe czy Brytyjskie, gdzie powinny zachwycić swych odbiorców odpowiednimi wystawami. Ja osobiście wybrałam się do Brytyjskiego Muzeum na pewien występ o czym napisze w kolejnej notce, bo jest to powiązanie z tematyką azjatycką. :)

Co z cenami podróży? Opisywałam w części 1 jak cenowo wyglądała nasza podróż i moje wnioski są proste: ci co chcą spędzić wakacje "na bogato" dostaną to czego chcą, jednak dla tych oszczędnych znajdzie się również dobra alternatywa. Osobiście staram się nie oszczędzać na podróżach w innych krajach, chcę zwiedzać jak najwięcej, choć oczywiście także rezygnuje z rzeczy, które mi nie odpowiadają cenowo (tu za przykład posłuży mi Buckingham). Warto wiedzieć, że w Londynie obowiązuje przy kupowaniu biletów taki "dodatek" pieniężny na dany obiekt. Czyli np. jeśli bilet kosztuje 30 funtów pan/i może nas zapytać czy chcemy także dopłacić ze 3 funty "na coś tam" (nie pamiętam jak to się fachowo nazywało! Jak sobie przypomnę to uzupełnię, chyba że Wy wiecie?) i jeśli chcemy możemy to zapłacić, jeśli nie to odmawiamy. 

Opinia Aiko: Jak już wspominałam, jestem Londynem zauroczona. Myślę, że na pewno tam jeszcze wrócę, może na kolejną planowaną przygodę albo spontanicznie. Choć wielu mówi, że Londyn to nie cała Anglia, bo różni się zupełnie od pozostałych miast Wielkiej Brytanii, to mimo wszystko moje wyidealizowane wyobrażenie przetrwało i pewnie nie zniknie dopóki, ktoś go nie zniszczy. Chcę zapamiętać te miasto jako piękno architektoniczne, cudownie pomocnych ludzi i bogatą tradycję. 

CZĘŚĆ 1 WPISU O LONDYNIE

Trochę selfiaków z Londynu na koniec.
1. Hyde Park - zdjęcie robione przez pewną panią, która zostawiła gdzieś daleko wózek z dzieckiem, przyszła do nas i koniecznie chciała by na zdjęciu widać było London Eye, ale niestety - nie wyszło.
2. Podróże autobusami w Londynie są długie, męczące i nużące... Więc Aiko poudawała grubaska.
3. Pierwszy dzień w Londynie, pełni energii i chęci na nowości.
Coś z życia Aiko

Notka powstała późno, bo cały wrzesień miałam przesadnie zajęty. Szukałam pracy (znalazłam -  pracuję w KinderPlanecie), walczyłam w OKE o to by przyznano mi większą ilość punktów z egzaminu zawodowego. Kiedy zobaczyłam swój wynik o mało się nie poryczałam, brakło mi zaledwie 3%. Egzaminy zawodowe (informacja dla osób ich niezdających) mają zupełnie inne kryteria niż matura. Aby zdać teorię trzeba mieć co najmniej 50%, z kolei aby zdać praktykę aż 75% -  ja z praktyki miałam 72%. Jeżeli kryterium oceniania mówi, że masz zrobić zadanie X, to nie możesz go zrobić połowicznie, mimo np. 2/4 pkt jest ono po prostu niezaliczone. U nas w szkole moją kwalifikację zdały 3 osoby. Odwoływałam się ja, wraz z koleżanką. Na szczęście mi przyznano dodatkowo 4% i z trzech, zrobiła się czwórka szkolnych "geniuszów". :) 
Teraz muszę przygotowywać się do kolejnego egzaminu, który mam w styczniu, a potem zajmę się maturą. Ja ne! (W końcu wszystko zaczyna się układać.)

P.s. Miałam taki śliczny rudy kolor włosów. Chciałam dofarbować odrosty. Jak wskazywała etykieta na farbie kolor był zbliżony do mojego. Zafarbowałam. Wyszła purpura! Borykam się teraz z wypłukiwaniem farby, Zmyłam ją do koloru kasztanowego domowymi sposobami. Teraz czas na coś radykalnego. Trzymajcie kciuki za mój rudy!




Z dnia: 12.10.2016

2 komentarze:

  1. Słyszałam, że zawodowe naprawdę są okropne- w klasie znajomej zdała tylko ona! London piękny, miło wszystko opisałaś, aż chce się jechać!
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zdjęcia :)
    Brawa za egzaminy! Oby wszystko nadal szło po Twojej myśli, również kolor farby do włosów :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)