27 stycznia 2017

Dookoła świata: Węgry, Budapeszt

Miasto połączone z niegdyś dwóch innych miast - Budy i Pesztu, obecnie jedna z największych metropolii europejskich. Bogate w dzieje historyczne, kulturowe i naukowe. Posiadające niesamowite walory uzdrowiskowe i sprzyjające turystom w każdej porze roku. Welcome in Hungary!
Widok z Góry Gellerta na zarówno pałac jak i parlament w Budapeszcie.
Jakieś 7 lat temu ostatni raz byłam na Węgrzech. Pamiętam, że wówczas było bardzo gorąco, nabawiłam się anginy oraz niefortunnie złamałam palca u nogi na dmuchanej ślizgawce podczas jakiegoś festynu. Wróciłam tu po kilku latach z lekkim niedosytem, bo podczas wcześniejszego pobytu, mimo że mieszkałam niedaleko Budapesztu nie udało mi się go zwiedzić. 
Dziś kolejna podróżnicza notka o zupełnie innym charakterze i nową propozycją dla tych, którzy boją się zwiedzać na własną rękę. 

Pierwszy raz postanowiłam wykupić wycieczkę z biura podróży. Moim celem stał się Budapeszt, a za zachętę stanowił Jarmark Bożonarodzeniowy i przede wszystkim Termy. Ostatecznie postanowiłam przez biuro podróży Traveliada zarezerwować wyjazd, gdzie moim bezpośrednim usługodawcą było Centrum Turystyczne Oskar. Formalności nie było zbyt wiele, to wielkie udogodnienie względem planowania samodzielnego wyjazdu, aczkolwiek ja lubię się angażować i wiedzieć o wszystkim, a jak się okazało konsultanci Traveliady dopiero tuż przed wyjazdem udzielili nam potrzebnych informacji  (np. dokładna godzina i miejsce wyjazdu). Z racji tego spodziewałam się już najgorszego, nie lubię braku komunikacji między klientem a usługodawcą. Tak naprawdę dopiero dwa dni przed wyjazdem dowiedzieliśmy się, że naszym przewoźnikiem będzie własnie Oskar. Centrum Turystyczne okazało się naprawdę dobrą alternatywą dla tych, którzy nie chcą podróżować sami oraz boją się także latać samolotami. Oskar dysponuje nowoczesnymi autokarami z ponad przeciętnymi standardami  (opis tutaj), ale również miłą, wykwalifikowaną i rzeczową obsługą.
Podsumowując sprawy organizacyjne począwszy do działań Traveliady - zadowolenie 4/10 - po Oskara - zadowolenie 8/10.
Wnętrze autokaru.
Przejdźmy teraz do spraw ważniejszych, a więc zwiedzania!

Przechadzając się po Budapeszcie ciągle porównywałam go do Londynu. Oba miasta są dla mnie niezwykle podobne, oczywiście nie historycznie czy kulturowo, ale wizualnie. Oba znajdują się nad rzekami - Budapeszt nad Dunajem, Londyn nad Tamizą. Wbrew pozorom oba mają podobne zabytki - Parlament w Budapeszcie i Pałac Westminsterski choć reprezentują zupełnie inne lata budownicze, to oba są przykładem stylu neogotyckiego w architekturze. Mimo wielu podobieństw widoczne są też różnice. Budapeszt nie znajduje się na zupełnie płaskiej powierzchni, co dodaje mu wiele uroku.

Podróż autokarem stała się o tyle wygodna, że w zatłoczonym przez turystów mieście nie musieliśmy martwić się o parkingi (ich koszty) i względnie szybko mogliśmy się przemieszczać z miejsca A do B. Pierwszym i najważniejszym punktem wycieczki była Góra i Statua Gellerta. Dlaczego? Ponieważ własnie stamtąd możemy zobaczyć całą panoramę miasta i łatwo zlokalizować najważniejsze zabytki Budapesztu. Mówi się że niegdyś na górze harcowały czarownice z diabłami, ale by zapobiec rozprzestrzenianiu się pogańskich wierzeń Książę Vata postanowił pojmać biskupa Gellerta i beczę nabitą gwoździami (oraz biskupem) zrzucić z góry. W taki oto sposób pragnął propagować chrześcijanizm na ziemiach węgierskich.

Prostota i bark jakichkolwiek oznak przepychu oraz władzy. Obok Pałacu Prezydenckiego przeszłabym obojętnie i bez jakiegokolwiek zainteresowania, gdyby nie wiedziała, że znajduje się niedaleko Zamku Królewskiego. Wokoło znajduje się kilka reprezentacyjnych strażników i nic więcej. Jednak tuż obok skromnego budownictwa triumfuje Zamek Królewski, który charakteryzuje się pięknymi barokowymi zdobieniami, licznymi pomnikami i fontannami wokół, niewątpliwie zapisany na listę dziedzictwa UNESCO
Przed Pałacem Prezydenckim podczas zmiany warty.
Widok na Zamek Królewski znad Dunaju.
Baszta Rybacka to dość charakterystyczna budowla znajdująca się nieopodal Zamku budańskiego. Jej nazwa pochodzi od rybaków, którzy w średniowieczu bronili tamtej części murów. 




Po pierwszym zdjęciu Pewnie mało kto poznał, ale po drugim rozpoznać powinni już wszyscy. Oto budynek Parlamentu w Budapeszcie, a więc ikona piękna i bogactwa w stolicy Węgier. Jest jednym z największych gmachów parlamentów na świecie, jak już wspominałam na wstępnie budowany w neogotyckim stylu. Ciekawostką może być, iż podczas budowy zużyto 40 kilogramów złota oraz pół miliona kamieni szlachetnych, ozdabiają owy cud architektury. Fasada budynku jest skierowana do Dunaju, dlatego najbardziej zjawiskowo Parlament wygląda w nocy podczas rejsu po rzecze.


Największym kościołem w stolicy i trzecim co do wielkości budynkiem na Węgrzech jest Bazylika św. Stefana, która była poświęcona pierwszemu królowi Węgier - Stefanowi I. Charakterystyczne dla bazyliki są dwie wieże między którymi widnieje ogromna 96-metrowa kopuła z mozaiką Boga Ojca. Wnętrze jak zwykle bogate, przepchane złotymi elementami i rzeźbami Świętych.


Tak wyglądają termy z góry. Źródło: grafika.google
Kulminacyjnym punktem wycieczki były termy Széchenyi. Po dwóch dniach gonitwy wreszcie mogliśmy zanurzyć się w wodzie i zrelaksować. Kąpielisko jest jednym z największych kompleksów w Europie i liczy aż 21 basenów (sumując zewnętrzne i wewnętrzne). Co ciekawe nie ma podziałów na męskie i damskie oddziały (z wyjątkiem szatni i toalet oczywiście). Wody termalne są dobre dla naszego zdrowia, a co najważniejsze, możemy się w nich pluskać niezależnie od pory roku - My byliśmy tam w zimie.



Jadąc do Budapesztu chciałam bardzo zobaczyć Jarmark Bożonarodzeniowy, wypić grzańca i kupić ciepły szalik. W rezultacie przelecieliśmy przez Jarmark chłepcząc wino i pożerając placek węgierski. W między czasie chwilę popatrzeliśmy na ładne światełka i szopkę, gdzie odbywały się występy. Na nic więcej nie było czasu, bo gonił nas przewodnik. Grafik był napięty, ale przydało by się trochę wytchnienia podczas takiego wyjazdu. Warto nieraz się zatrzymać w tłumie i po prostu stać dla spełnienia własnej idei, na wycieczkach zorganizowanych jest to nie możliwe.

Co z cenami Podróży? Taka wykupiona wycieczka dla dwóch osób to koszt tysiąca złotych w tym jest już wliczona cena: noclegu ze śniadaniem(20 euro/os), rejsu po Dunaju (20 euro/os), termy (około 80 zł) reszta to kasa dla przewoźnika. Podsumowując: Czy się opłaca? Dla mnie stanowczo NIE. Nie dość, że byłam niezadowolona z naszego "maratonu" to na dodatek zapłaciłam drożej niż bym oczekiwała. Samodzielnie zaplanowana podróż byłaby tańsza, ale czy bardziej komfortowa? (komunikacja miejsca vs samochód i parkingi).
Generalnie Węgry to dla nas bardzo tani kraj, ale manewrując ich nominałami można się ostro zagubić i ostatecznie w przeliczaniu "czegoś na nasze" podczas jarmarku może TAM wyjść drożej (ceny dla tych co przyjeżdżają i dla swoich). W wielu miejscach można płacić w euro, lecz ta opcja dla sknerów będzie bardzo bolesna, z kolei przyjemniejsza w liczeniu dla obcokrajowca. Jednak nie ulega wątpliwości, że opłaca nam się tam kupować rozsądnie.

Opinia Aiko: Wydaje mi się, że zbyt wiele oczekiwałam od Budapesztu albo zwyczajnie nie nadaje się do korzystania z wycieczek zorganizowanych. Bardzo przeszkadzało mi, że musiałam się podporządkowywać całej grupie, oprócz tego tak naprawdę nie mogłam zobaczyć tego co chciałam. Inną sprawą jest fakt, że stolica Węgier nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Na dobrą sprawę mamy 5 zabytków wartych zobaczenia. Wielkim plusem są termy i prawdopodobnie (bo nie zaliczam tego jakobym była...) w czasie przedświątecznym Jarmark.
O mentalności ludzi niewiele mogę tym razem powiedzieć, natomiast pamiętam, że podczas poprzedniej podróży do Węgier bardzo miło wspominałam poznanych rówieśników i opiekunów (była to kolonia) tak więc nadal przystanę, iż są to mili i ciepło nastawieni ludzie dla nas.
Czy pojadę tam jeszcze raz? Nie sądzę, wycieczka mnie trochę zniesmaczyła, a przed oczyma wciąż miałam obraz Londynu, który sto razy lepiej wygląda na tle Budapesztu, mimo podobieństw.

Z dnia: 27.01.2017

2 komentarze:

  1. O Londynie nie mogę się wypowiedzieć, bo tam nie byłam, za to powiem ci, że Budapeszt to moja ulubiona stolica w jakiej byłam! A na Węgrzech byłam jakieś pięć razy. Trochę się zdziwiłam, że jesteś zawiedziona, ale po prostu każdemu podoba się co innego. Czy zabytków jest wiele? Może nie ma ich zbyt dużo, ale mi to w sumie nie przeszkadzało. Widzialam plac bohaterów, zwiedzałam zamek królewski, weszłam na kopułę bazyliki i jechałam najstarszym metren na kontynencie. A jeśli chodzi o baseny polecam Miskolc Tapolca, co prawda nie można tam przebywać długo, bo się nudzi, ale pierwsze wrażenie było u mnie super. Niestety wycieczki zorganizowane mają to do siebie, że nie można zrobić tak jak się nam chce, a szkoda. Przypomniała mi się wycieczka do Budapesztu w gimnazjum. Fajnie było, ale byłam zawiedziona, że tak mało zwiedzaliśmy, a za to mieliśmy dużo czasu wolnego. Aż nie wiadomo było co w tym czasie robić, dlatego uznałam, że choć wycieczka była najlepszą w gimnazjum, to ja jednak wolę zwiedzanie indywidualne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że mam taką opinię właśnie przez pryzmat wycieczki zorganizowanej, nieco inaczej by to wyglądało, gdybym sama zwiedzała - nie musiałabym tak biegać. Wolę mieć lekki niedosyt niż przesyt - widzieć wiele, ale nie dokładnie. Być może o innej porze roku również było by wygodniej, bądź co bądź mróz dawał się we znaki. :D

      Usuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)