3 lipca 2017

Drama: "I'm home"


Rok produkcji: 2015; Liczba odcinków: 10; Gatunek: tajemnica, obyczajowa

A gdybyś Twoja ukochana nosiłaby maskę. Jej wyraz twarzy nie miałby żadnych emocji. Nie wiesz czy jest zła, smutna czy szczęśliwa. Nie wiesz o niej nic, nie wiesz nic o samym sobie. Twoje życie stało się zagadką. Może 10 kluczy w Twojej kieszeni pomoże Ci rozwikłać tajemnice? Które drzwi otworzysz? Czy jeden z kluczy otworzy serce Twojej małżonki?

Ieji Hisahi (Kimura Takuya) o niefortunnym czasie wraca z pracy do domu, uczestniczy w wypadku. Wiele ciężkich miesięcy poświęca na rehabilitację. W końcu udało mu się w pełni odzyskać sprawność fizyczną, ale uraz głowy jaki doznał, był zbyt mocny. Ieji nie pamięta swoich ostatnich lat życia. Czy przypomni sobie kim jest i jaka role pełni zarówno w życiu publicznym, jak i rodzinnym? 

Rzadko oglądam produkcje japońskie. Do tej skłoniła mnie głównie okładka. Była dla mnie kontrowersyjna – mężczyzna z rodziną, przy czym jego żona i dziecko mają na twarzach maski. 

Całą sytuację głównego bohatera tłumaczy krótki prolog opisujący zdarzenie wypadku. Nie wiemy kim jest bohater, gdzie pracuje, z kim żyje. Wkrótce potem dowiadujemy się o jego problemach z pamięcią i akcja z biegiem czasu zaczyna się rozwijać. Każdy epizod określony jest numerem klucza, który otwiera bohaterowi drzwi do jego, jak się okazuje, tajemniczego życia. Hisahi bardzo powoli poznaje siebie i ludzi wokół siebie. Jest nieufny, skryty, ale bardzo ciekawski i chętny by dowiedzieć się coraz to więcej o sobie. Czy ostatecznie mu się to uda? 

Co ciekawe życie Iejiego obserwujemy głównie z jego perspektywy. Poznajemy jego przemyślenia i często patrzymy na świat „jego oczami”. Postacie poboczne są nieodkryte i tajemnicze. Odbiorca otrzymuje bardzo mało informacji nawet o bliskich Hisahiego. Megumi - żona głównego bohatera (Ueto Aya,) wcale nie pomaga odnaleźć się mu w obecnej sytuacji. Jest bierna, udaje zrozumienie wobec męża, a wewnętrznie czuje ból i złość. Wzbudza mieszane uczucia u odbiorcy. 

Produkcję ogląda się niezwykle lekko i przyjemnie. Każdy z odcinków ładnie dawkuje nam wiedzę o głównym bohaterze i oczywiście żeby wzbudzić w nas ciekawość odcinki w znacznym stopniu zakańczają się punktem kulminacyjnym, aby w kolejnym nastąpiło rozwiązanie akcji. Bardzo lubię takie schematy, sprawiają że z większa chęcią ogląda się dramę od początku do końca.


Główna postać była dla mnie troszkę irytująca. Nie wiem czy to kwestia mentalności Japończyków i ich skrytości wobec innych, ale Ieji denerwował mnie swoja nieufnością wobec osób mu bliskich. Mało pytał o swoja przeszłość rodziny, a wypytywał o nią osoby mu zupełnie obce. Z innej strony postawa ludzi wobec Hisahuego była dziwna, jakby wymagali od osoby z amnezją doskonałej pamięci i dziwili się, czemu zapomina o tak wielu rzeczach. 

Nie poleciłabym „I’m home” każdemu. Jest to drama japońska, dla mnie dramy japońskie wciąż wypadają najsłabiej względem innych azjatyckich produkcji. Pomimo że akcja jest bardzo zwarta, ciekawa i tajemnicza, bark jej dynamiki, bo schematy akcji powtarzają się bardzo regularnie. Nie możliwe byłoby dla mnie obejrzenie większej ilości odcinków niż 2 dziennie (a bywało, że połykałam całą serię dramy XYZ, składającej się z 20 odcinków, wciągu dwóch-trzech dni). Co więcej kadry według mnie męczą oczy. Nie mają zbyt wiele kontrastów, są szare, ponure i nudzą. 

Podsumowując: mimo że fabula jest naprawdę dobra, produkcja wiele traci na nużącym przekazie. Postacie są tajemnicze i nie do końca odkryte aż do samego końca serialu, co powoduje, że mogą irytować tym odbiorcę – dla mnie był to minus. Moja ocena: 
6/10


Z dnia: 03.07.2017r.

12 komentarzy:

  1. Kurcze nie lubie takich dram odcinkowych. jak już to niech to będą pełnometrażowe filmy ^^'' wole jakieś romanse czy komedie.

    OdpowiedzUsuń
  2. W sumie nie widziałam tej dramy, ale z Kimurą wcześniej czy później obejrzę wszystko ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja myslałam, że ta drama wypadnie na prawdę nieźle ze względu na fabułę. Jednak najwyraźniej nie była tak dobra. Szczerze mówiąc, ja też nie lubię, gdy jakaś produkcja ma ciekawy schemat, ale po prostu mnie nuży i nie jest wszystko wyjaśnione.
    Co do matury...tak to z nią jestt, że nie zawsze wyniki nam się podobają (moje również wyglądały miernie), ale radziłabym Ci przede wszystkim się zastanowić, czy chcesz studiować. Jeśli tak, masz do wyboru:
    - składać na wymarzony kierunek, jeśli się nie dostaniesz, składac też na inny, mniej ubiegany, poczekać, bo może ta opcja Ci sie spodoba
    - jeśli ten drugi Ci się nie spodoba, jest jeszcze poprawa matury
    - możesz studiować zaocznie, a w ciągu tygodnia pracować
    - albo zostać u siebie i po prostu przygotowywać się do poprawy matury Druga opcja jest w przypadku, jeśli stwierdzisz, że nie chcesz iść na studia. Wtedy zawsze możesz po prostu znaleźć pracę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze na koniec dodam, że wbrew pozorom, nawet po niezbyt dobrze napisanej maturze, jest pare opcji i nie jest to tak, że jak słabo napiszesz maturę, nie dostaniesz się nigdzie. Czasem na ten sam kierunek możesz dostać się do innego miasta albo po prostu znaleźć sobie opcję zastępczą i czasem też tak trzeba robić, a w razie czegoś są jeszcze drugie terminy rekrutacji na studia, gdzie robia dodatkowe, na kierunki, na których są jeszcze miejsca niewypełnione i nie maja chętnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. problem w tym, że Wrocław to jedyne miasto do którego mogłabym się przenieść - głownie ze względu na chłopaka, z którym jestem już dość długo, a rozłąka według mnie jest równoważna z zerwaniem, nie poradzilibyśmy sobie z czymś takim. Już wcześniej wyparłam się pewnego planu na życie, co było dla mnie dość trudne, więc wymyślanie sobie nowej koncepcji na życie w spontaniczny sposób to takie trochę iście na łatwiznę, a tego nie lubię, żyje po to by spełniać marzenia. :) No ale tak w najgorszym wypadku pójdę na studia zaoczne - choć tego bardzo nie chciałam.

      Usuń
  5. pięknie to wszystko ujęłaś... Post daje do myślenia.
    Obserwuję i zapraszam do mnie: http://thewomenlife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie fakt, że postacie pozostały tajemnicze do samego końca jest plusem, bo lubię jak po seansie są jakieś niedopowiedzenia i widz może sam sobie coś dopowiedzieć, bo to skłania do głębszych refleksji i budzi większe emocje :P Ale to raczej kwestia indywidualnych preferencji.

    Czytając opis serialu, w pierwszej chwili pomyślałam że może to bardziej gatunek psychologiczny - w końcu jest to nawiązanie do maski. Jednak gdy potem zobaczyłam tą kobietę, to moja pierwsza myśl - nie, to raczej horror xD Prawdopodobnie obejrzę ten serial, bo mimo że nie oceniłaś go najwyżej to i tak wygląda zachęcająco :)

    Sakurakotoo ❀ ❀ ❀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest zachęcający, w dużej mierze jest to kwestia preferencji, bo ja lubię dużo akcji, a mnie rozważań i paplaniny, dodatkowo zdjęcia mnie przybijały swoją ponurością.
      A! I tym faktycznie nie wspomniałam, ale tak jak sama zauważyłaś drama ma podłoże psychologiczne. W takiej bardzo lekkiej (obyczajowej) formie. Jeśli lubisz tego typu historie to gorąco polecam.
      Te maski są okropne, dobrze, że widzimy je wyłącznie oczami głównego bohatera. Na całe szczęście jako obserwatorzy widujemy normalną twarz aktorki. :)

      Usuń
  7. Hmmm... Gdyby to był film to raczej bym po niego sięgnęła. Ale na tego typu dłuższą serię raczej nie mam ochoty.
    Życzę Ci, aby wszystko pomyślnie ułożyło się w Twoim życiu! Spróbuj z tymi studiami, nie wiadomo, może uda Ci się dostać.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Seria i tak jak na dramy jest dość krótka, bo ma 10 odcinków, może warto spróbować. ;)
      Dziękuję bardzo, mam taką nadzieję! ^___^

      Usuń
  8. Jakoś nie mogę się przekonać do japońskich produkcji.
    Nie załamuj się jeszcze. Nie dostaniesz się teraz ro mozesz próbować za rok. Grunt się nie poddawać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fakt, że Japońskie dramy są słabe i już od dawna po nie nie sięgamy ale w sumie zaciekawiłaś nas historią, a dodatkowo liczba odcinków też zachęca :) Zapisujemy tytuł :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)