16 sierpnia 2017

Przystanek Woodstock 2017 - festiwal podwyższonego ryzyka (cz.1)

Gwałty, burdy i rozprzestrzeniające się chamstwo! To się działo na Przystanku Woodstock, tak. Owsiak zrobił wielotysięczne zgromadzenie polityczne i wpajał tam swoją ideologię. A co! 


Po raz kolejny pojechałam na Przystanek Woodstock i się bardzo dobrze bawiłam. Nie rozumiem wielkiego „halo” wokół festiwalu i ludzi, którzy tak namiętnie chcą go zniszczyć. Różnica między tym co było 3 lata temu, a tą edycją, jest kolosalna. Szperanie po plecakach, torebkach i saszetkach w poszukiwaniu alkoholi i nie tylko (nie mogłam małej butelki wody wnieść do namiotu ASP podczas upału, że niby ze względu na bezpieczeństwo?). Barierki tworzyły sztuczny tłum, wpadano na nie i obijano się, dla mnie (i pewnie nie tylko) były niebezpieczne i zwyczajnie przeszkadzały. Wszystko dzięki władzy, która uznała, że Przystanek Woodstock, jest festiwalem podwyższonego ryzyka.

Tak nie wyglądał Woodstock, który zapamiętałam. Woodstock, to synonim ludzi wolnych, kochających muzykę, towarzystwo i nowe przyjaźnie, lubiących się dobrze bawić. To uczestnicy dbają o swoje bezpieczeństwo (a pokojowy patrol tylko kontroluje), są rozsądni i potrafią reagować na to co się dzieje wokół. To nie ściema! Nikt nie mówi do nikogo „spierdalaj cymbale”, gdy się potrącą w tłumie. Ba! Będą się wzajemnie przepraszać, a na koniec napiją się piwa. Za to kochałam ten festiwal. 
Ludzie się nie zmienili, wciąż są tak cudowni jak dawniej. Jednak te „halo”, o którym wspominałam było kłopotliwe. Pomijając ograniczające nas barierki, miałam wrażenie, że Woodstock stał się walką słowną (antypolityczną). Mimo że non stop podkreślano, iż tak nie jest, bo przecież festiwal jest pokojowy i beztroski, to jednak zarówno Jurek Owsiak i reszta prowadzących, a także wielu przybyłych gości np. Filip Chajzer (którego naprawdę lubię) wplatali swoje poglądy i starali się uświadamiać ludzi o tym, że dzieje się źle. W pełni ich rozumiem, bo Woodstock to już polski dobytek kultury muzycznej, którego nie możemy stracić, ale na litość boską każdy ma swój rozum. Ci którzy byli na Woostocku, znają prawdę. Koniec. 

Niemniej jednak muszę przyznać rację. Generalizowanie ludzi jest złe, wrzucanie ich do jednego wora i wyzywanie od bydła i zwierząt (i nie wiem czy to obraza zwierząt czy ludzi). Najbardziej nie lubię nieuzasadnionych opinii ludzi, którzy właśnie tak Woodstokowiczów określają. Wmawianie populacji niemającej do czynienia z festiwalem, że Przystanek jest niebezpieczeństwem dla społeczeństwa, stało się jakąś chorą zabawą. To nie festiwal stwarza niebezpieczeństwo, lecz nieliczne jednostki ludzi uczestniczących w nim, którzy funkcjonują w naszym otoczeniu na co dzień - niezależnie czy jadą na Woodstock, Open’er, Czad Festiwal albo siedzą przed swoim blokiem na ulicy – ich zachowanie będzie zawsze takie samo i nie jest zależne od organizatorów, gdziekolwiek by oni byli.


  •  Ludzie narzekają na kolejki po piwo, do Lidla, gastronomii czy pryszniców. Nie zauważają w tym nic pozytywnego – ja np. zawsze kogoś nowego poznawałam, porozmawiałam, pośmiałam się i tak mi leciał czas, że się nawet nie obejrzałam, a już kolejki dobiegł koniec. Istnieją też godziny, w których w ogóle nie będziemy na nic czekać, poważnie!
  • Smród z toitoi, niech ktoś mi powie na jakim festiwali nie ma takich zapachów, albo przy jakim toitoiu. Wejdzie do kabiny 10 -20 osób i każdy chce zrobić swoje i smrody już atakują nasze nosy. Naprawdę lepiej żeby ludzie robili to w toitoi niż w lasach przed naszym namiotem.
  • Pijaki to troszkę inna sprawa. Ciężko jest nie spotkać nikogo pod wpływem alkoholu na jakimkolwiek festiwalu. Niezależnie czy można tam wnosić swoje drinki czy nie. Woodstock nie jest wyjątkiem. Różnica jednak jest jedna, że większość z pijanych ludzi jest niegroźna, pogadają sobie, zaproszą czy poproszą troszkę o dolewkę, przytulą się i powiedzą miłego dnia. Inne zachowania są wyjątkiem. Ludzie są nastawieni przyjaźnie.

Dziś bardzo subiektywna ocena Woodstocku 2017, w kolejnej notce dużo więcej relacji z koncertów i minionych dni z mojej perspektywy. Ja ne!

KOLEJNĄ CZĘŚĆ NOTKI ZNAJDZIESZ TUTAJ!

TU ZNAJDZIESZ  NOTKĘ Z MOJEGO PIERWSZEGO PRZYSTANKU WOODSTOCK!

P.S. Zapraszam Was serdecznie na SNAPCHATa, tam będziecie zawsze na bieżąco z relacjami z wydarzeń w jakich biorę udział. Już za tydzień wyjeżdżam za granicę, co gdzie i jak przekonajcie się sami podróżując ze mną przez SNAPa. :)

 Z dnia: 16.08.2017r.

5 komentarzy:

  1. To podwyzszone ryzyko nie bylo wcale potrzebne, co pokazano podczas zdjęcia barierek, a alkohol mimo to nie byl wnoszony pod scene.
    Woodstock 2017 tak czy siak dodaje do tych mega pozytywnych i mimo wszystko najlepszych na jakim bylam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jak piszesz. Ludzie nie wnosili alkoholu z rozsądku i własnej przyzwoitości, bramki nikomu nie były potrzebne. :)

      Usuń
  2. Kiedyś bardzo chciałam tam pojechać, ale teraz trochę mi przeszło. Może to za sprawą tego, że kiedyś już chciałam się wybrać na ten festiwal, ale moi znajomi co jakiś czas się wykruszali. W końcu zostalam sama i uznaję, że nie jest to moim priorytetem. Jak dla mnie to każdy kto chce może iść sobie na Woodstock i nie widze w tym problemu. Jak ktoś chce to idzie, a jak mu sie nie podoba to nie. Mimo, że troche sie obawiam, czy jest tam bezpiecznie, festiwalu nie chce zniszczyć. Po co komuś bede zabraniac na niego jechac? Co racja to racja. Ludzie są rozni, niektorzy co się nieprzyzwoicie zachowują, to tylko jednostki. Ja raz bylam koło Wrocławia na takim typowo zamkniętym festiwalu. Płaciło się określoną sumę, ale nie było to dużo. Alkoholu nikt nie wnosił (mowię serio!). Podobało mi się to w sumie. No ale było troche brudno, to trzeba przyznać. O ile nie przeszkadzało mi jak ktoś probowal się trochę (zaznaczam trochę!) umyć w umywalce, to ludzie, którzy publicznie sobie czyścili genitalia (bo nie chcialo im się płacić 5 zł za prysznic) byli trochę niesmaczni.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie byłam nigdy na przystanku. Mysle, ze to jednak fajna sprawa. Nie widzę w tym nic złego. Sama nie lubię za bardzo koncertów ... więc nie jeżdżę, ale jak ktoś lubie - dlaczego by nie? Każdy ma swój sposób na relaks i mile spędzony czas.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Tego typu festiwale to zdecydowanie nie moja rzecz, ale również nie rozumiem, dlaczego Woodstock jest tak znienawidzony przez niektórych ludzi. Bezsens trochę...
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)