9 sierpnia 2017

Turystyka na opak: z perspektywy gospodarza

Ten wpis jest wyjątkowo subiektywny, bo mówi o tym jak to jest żyć i mieszkać w agroturystyce. Jest to zupełna odwrotność tego o czym zawsze pisałam. W końcu chwale się tu i ówdzie, ile to zwiedziłam świata. Krytykuję i chwalę. Mówię gdzie spać i jak zwiedzać. Tymczasem nie tylko jestem turystką, ale i przyjmuję turystów u siebie.
W moim życiu się tak złożyło, że od urodzenia mieszkam w gospodarstwie agroturystycznym, a więc już ponad 20 lat, które założyli i zaczęli prowadzić moi rodzice. Interes ten jest nadzwyczaj wymagający, bo właściciel nie tylko dba o swoich gości (turystów), ale również sprząta, gotuje, remontuje, naprawia, czy zajmuje się ogrodem. Czynności, których musi się nauczyć jest wiele. Musi być komunikatywny otwarty, ale także asertywny i zasadniczy.

Jakie uroki, a jakie przekleństwa kryje w sobie życie gospodarza?
Moja piękna górska miejscowość!
Nie ukrywam, że jestem dumna z tego, że mieszkam w agroturystyce. Dzięki temu mogę bezproblemowo zaprosić do siebie przypadkowo poznanych ludzi nawet z końca świata – pamiętacie gdy przyjechał do mnie Sho, przyjaciel z Japonii? Jeśli nie, koniecznie o tym przeczytajcie! Poza tym wielu ludzi, którzy przyjechali do nas nawet jakieś 15 lat temu, dotychczas to robią i są naszymi bliskimi przyjaciółmi, co by nie powiedzieć, znam ich prawie całe życie.

Czym jest agroturystyka? 
W definicji jaką mówi nam wikipedia to w skrócie: wypoczynek w gospodarstwach wiejskich przez ludzi z miast. Głównie chodzi o obcowanie z naturą i ukazanie walorów wsi itd. i takie atrakcje powinni wam zapewnić gospodarze, abyście jako goście poczuli farmerski klimat. 

Hm… Jest w tym ziarnko prawdy, ale wiedzcie, że gospodarstwa agroturystyczne ewoluowały na tyle, że standardy nieraz są zbliżone do hotelowych. Natomiast ich dodatkowym atutem zwykle jest usytuowanie – np. miejscowość turystyczna, w moim przypadku są to góry, najbardziej tajemnicze (ze względu na bogatą historię górnictwa) w Polsce – Góry Sowie. 
Jest niewiele gospodarstw prowadzących role, pasących bydło i naganiających kury do zagród, przy czym zbierających jajka i dojących krowy. Sama mam jedynie psa i papugę (doraźnie brata, gdy przyjedzie na weekend). Oczywiście, główna zaletą agroturystyk jest cisza i relaks. Porównywalnego spokoju nie znajdziecie w miastach. Za to kocham miejsce, w którym mieszkam. Aż nadto mogę wsłuchiwać się w śpiew ptaków, czy szum spływające wody z wodospadu. Mam to na co dzień, a kiedy chcę odetchnąć pojadę na chwilę do miasta, do kina czy galerii. Tak, nie wstydzę się z tego, że jestem ze wsi.

Przestrzeń osobista, albo jej brak
To jest jedna z rzeczy, której wiele osób nie rozumie i pewnie nie zrozumie nigdy. Wiele razy byłam pytana, głównie przez znajomych: czy mi nie przeszkadzają obcy ludzie w domu? Nie. To jest coś co lubię najbardziej, panoszenie się. Lubie słyszeć, że dom żyje. Wiedzieć, że pokój gościnny nie jest pusty. Odpowiadać nieznajomym: „dzień dobry”, „miłego dnia”, „smacznego” czy „dziękuję”. Zachęcać gości do zwiedzenia wielu cudownych miejsc w regionie, a przy czym poznawać i wsłuchiwać się w ich historie życia. Podawać śniadania, obiady czy kolacje z uśmiechem lub bez – też czasem mogę nie mieć humoru. 
To nie jest tak, że ktoś chodząc po moim domu wchodzi do mojego pokoju, czy korzysta z mojej łazienki, bo ich mam wiele. Zarówno kuchnie, jak i salony też dzielą się na te dla gości, i na pomieszczenia gospodarcze, a więc moje prywatne. Niemniej jednak non stop trzeba mieć być czujnym. Kredyt zaufania zawsze mam dla swoich gości, jednak bywają tacy, który go nadużywają.

Anegdotki: to się zdarzyło naprawdę
1. Nieraz bywa śmiesznie. Kiedyś przyjechał do nas ksiądz z „gospodynią” i chciał wynająć pokój z dwuosobowym łóżkiem – sumienie nakazało nam odmówić. 
2. Innym zaś razem przyjechał Pan z Panią, a po kilku godzinach dojechała do niego kolejna Pani. Okazało się, że pierwsza z kobiet była kochanką, a druga żoną – klasyczna akcja!
3. Często bywa, że dwie różne grupy gości się zaprzyjaźnią. Oczywiście nową przyjaźń dobrze jest przypieczętować kieliszkiem polskiej wódki. Ale błagam, zatrzymajcie się na kieliszku, a nie całej butelce! Kiedyś pewien Pan tak się „spił”, że gdy na drugi dzień się obudził, jego żony już nie było w łóżku. Niestety jej walizki też nie, bo była w drodze do domu.

Poświęcenie
Jednak żeby nie opowiadać o agroturystyce w samych superlatywach, musicie wiedzieć, że takie życie ma naprawdę sporo minusów, a nawet wyrzeczeń. Nie mogę spędzić wakacji tak jak każdy, nad polskim morzem, opalając się na plaży i pijąc Leszka w pobliskim barze.
Wyobraź sobie, że codziennie rano wstajesz wcześniej niż zwykle, aby przygotować śniadanie, nakarmisz ludzi, potem sam jesz. Musisz zetrzeć błoto z podłogi. Syzyfowa praca. Poczekaj pięć minut i zrobisz to jeszcze raz, i znów kolejny. Wyrzucasz śmieci, są nieposegregowane, grzebiesz w nich. Czyścisz toalety, śmierdzi. Robisz obiad, najpierw nakarmisz ludzi, potem sam jesz. Kosisz trawę, zamiatasz podłogę. Pada deszcz. Znowu błoto, chwytasz za mopa. Usiądziesz, ale czekaj! Przecież kolacja! Nakarmisz ludzi, potem sam zjesz. Wieczór. Liczysz na spokój i chwilę wytchnienia. Przeliczasz się. Głośne rozmowy, śmiechy, trzaskania drzwiami, bieganie po schodach. Aż wreszcie nadchodzi ta godzina, święta i nie naruszalna: 22:00 – cisza nocna. I znów rano. Rutyna.
Okres wakacji jest bardzo wymagający. Oczywiście to co napisałam powyżej jest trochę przekolorowane, mam więcej czasu dla siebie, bo wszystko wykonuje rutynowo i wiem jak układać oraz wykorzystywać czas. Wiem też, jak ważną rolę pełnią ludzie, pracujący właśnie w takich obiektach turystycznych. Jak wiele siły i zachęty daje nam zwykłe „dzień dobry”, uszanowanie tego, że właśnie wymyłam podłogę i ktoś wytrze buty w wycieraczkę, czy posegreguje śmieci do odpowiednich koszy, a nie wrzuci do jednego jakby nigdy nic.
Turystyka ma wiele uroków i wiele wad. Zarówno z perspektywy gospodarza, jak i podróżnika. Sama wyjeżdżając gdzieś, staram się stosować do obowiązujących regulaminów, nie robić niepotrzebnych problemów, szanować czyjąś pracę. Dotyczy to Pani podającej nam kotleta w restauracji, salowej w szpitalu, dozorcy w szkole i policjanta wlepiającego nam mandat. Wszystkich.
Czasem zastanawiam się, dlaczego nie kształcę się w stronę turystyki, skoro tak wiele mam z nią wspólnego zarówno jako początkujący podróżnik, jak i gospodarz, ale reflektuję się i dochodzę do wniosku, że za mało lubię ludzkość. Wolę obcować z naturą.

Mam nadzieję, że troszkę Wam rozjaśniłam, jak to jest z tą turystyką od drugiej strony. Nie każdy ma okazję zrozumieć gospodarza (lub pracownika) miejsca w którym mieszkacie podczas wakacji. Stąd taka moja mała apelacja, zostawcie po sobie dobre wrażenie (a przynajmniej porządek)!

Czy ktoś z Was pracuje w hotelu, sklepie czy restauracji?
Jak to jest z Waszej perspektywy? 
Pracujecie z pasją, szanujecie pracę innych, czy jesteście obojętni?

Z dnia: 9.08.2017r.

5 komentarzy:

  1. Oo, byłam w twoich górach :D Jeszcze z rodzicami, bo mój tata uwielbia takie miejsca. I często nocowaliśmy w agroturystykach, chociaż nie szukając spokoju, bo jesteśmy ze wsi - a wieś na płaskim i w górach niewiele się różni - ale po prostu dlatego, że są w fajnych miejscach. Myślę że odnalazłabym się w pracy w takim miejscu. Nawet zastanawiałam się, czy następnych wakacji nie spędzić pomagając w jakimś schronisku górskim albo bacówce. Uwielbiam kontakt z ludźmi, obserwowanie, co oni wyprawiają, rozmowy.
    Co do pijących - mieszkaliśmy kiedyś w agroturystyce z takimi gośćmi, którzy codziennie kroili cytryny i siadali do wódki. Chlali do późna po czym wstawali po południu, ogarniali się i znowu pili. Nazwaliśmy ich cytryniarzami. Takich gości to współczuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oho, wiesz co piszczy w trawie. To prawda, tacy goście nie są zbyt przyjemni, ale na pewno lepsi od awanturujących się i takich, którzy w ogóle nie stosują się do panujących zasad. Myślę, że to jest najbardziej problematyczne.
      Cóż, to próbuj koniecznie swoich sił! Ja mam to na co dzień i polecam, taka praca uczy naprawdę wiele. :D

      Usuń
  2. Witam. Nie pracowałam nigdy w hotelu, i też nie spałam w gospodarstwie agro. Mimo to spałam w róznych miejscach i na prawdę uważam że to nie łatwa praca. I nigdy nie wiadomo na kogo się trafi.
    Co do księdza i kucharki - nieźle się ubawiłam.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Góry Sowie są cudowne. Aczkolwiek ja kocham miasto i owszem, jestem ze wsi, ale wolę mieć wieś tylko na wakacjach, za to codziennie za oknem tramwaje, światła i ruch, miłe puby i klimatyczne kawiarnie, kina i koncerty, za to zero panoszenia się po przegrzanych i zapchanych autobusach podmiejskich, które przyjeżdżają jak im się zachce.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe życie w agroturystyce :) Można poznać ciekawych ludzi, aczkolwiek raczej nie są to nasze klimaty. Ciekawe anegdotki. Szczerze to historia z księdzem jakoś tak nas nie zdziwiła :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)