29 października 2017

Dookoła świata: Francja - Prowansja, Lazurowe Wybrzeże i góry (cz.3)

Francja elegancja! To już drugi raz kiedy mam okazję jechać do pachnącej lawendą Prowansji. I choć w wielu miejscach już byłam, to wcale mi to nie przeszkadza. Ani zwiedzanie tych samych miast, ani smakowanie tych samych potraw, ani kupowanie tych samych pamiątek. Welcome to France!

Wiecie, podróże mają to do siebie, że mimo iż się było w tych samych miejscach kiedyś, to za drugiem razem powracając do nich, zauważamy więcej. Jesteśmy bardziej świadomi tego co widzimy i tego co chcemy zobaczyć. Tak było w tym roku.
Mury obronne  miasta Aigues Mortes.
Jak zwykle nasz pierwszy nocleg we Francji był w pobliżu miejscowości Alès. Polecam zakwaterować się w tamtych okolicach, bo do wielu miejsc turystycznych rozlokowanych wokoło mamy naprawdę dobry dojazd (w pobliżu Alès znajduje się m.in. Akwedukt Pont du Gard, Awinion, Nimes, Uzes i wiele innych). Oczywiście chcieliśmy wrócić do kilku miejsc, w których już dawniej byliśmy, a szczególnie Montpellier, La Grande Motte czy Aigues Mortes. Niestety czas nas w tym roku gonił. Przez sytuację z zepsutym samochodem, mogliśmy być we Francji jedyne 6 dni, w związku z tym nie udało nam się zobaczyć zbyt wielu nowych miejsc.

Arles to samozwańczy odpowiednik włoskiego Rzymu, wydany w miniaturowej wersji. Nie kłamię! Te miasto pamięta doskonale czasy wielkiego Imperium Cezara, a co ważniejsze historyczne budownictwo nam o tym doskonale przypomina. Obowiązkowymi zabytkami są ogromna i ciągle eksploatowana arena oraz ruiny amfiteatru.
Widok na arenę w Arles.
Dzisiaj na arenie co jakiś czas odbywa się słynna korrida, a więc walki z bykami - oczywiście bezkrwawe (co nie znaczy że osobiście jestem przeciwniczką tego kulturowego wydarzenia). Arena jest bardzo widowiskowa i zdecydowanie jest jedną z najpiękniejszych, jakie miałam okazję widzieć. W pełni odremontowaną budowę możemy zwiedzać w niemalże każdym pomieszczeniu. Koniecznie trzeba ją zobaczyć w środku. Na miejscu mamy okazję zakupić bilet łączony i cena wówczas obejmuje wejście na arenę oraz ruiny amfiteatru. Wielu uważa, że są one zachowane w dość słabym stopniu, ale gdyby każdy zabytek miałby być kompletnie odrestaurowany, zwiedzanie go, a przy czym poznawanie jego historii, nie miałoby aż tak wielkiego sensu.

Głównym symbolem Arles jest oczywiście byk!
Nie tylko okolice Arles są dla nas bardzo atrakcyjne, ale kolejny raz postanowiliśmy jechać do Sainte-Maxime – najbliższe okolice St. Tropez. Wybraliśmy swój ulubiony camping i rozbiliśmy się w tamtych okolicach na dwa dni. Cele były dwa: wykąpać się w cieplutkim morzu (zatoce) oraz w końcu odwiedzić muzeum z Louisem de Funes – filmowego „Żandarma z St. Tropez”.
Sainte-Maxime to turystyczny kurort, miejscowość ma do zaoferowania dla swoich przyjezdnych piękne, szerokie, piaszczyste plaże, wiele campingów (o różnej klasie i na każdą kieszeń) oraz hotele. Leży dokładnie po przeciwnej stronie zatoki do Saint-Tropez, co jest doskonałą lokalizacją dla chcących odwiedzić żandarma. Wyjścia mamy dwa: jedziemy samochodem (przy czym możemy narazić się na korki – podobno, choć dwa razy jechaliśmy w godzinach szczytu i takowych wcale nie było) albo popłynąć promem (cena to bodajże około 20-25 euro w dwie strony, a promy płynął średnio co 1h).
Port w Sainte-Maxime oraz plaża.
O Saint-Tropez już Wam pisałam dwa lata temu i możecie o tym (i nie tylko) przeczytać TUTAJ, ale z okazji, że wówczas muzeum było remontowane, to muszę o nim w tej chwili wspomnieć. Mianowicie gorąco polecam do niego iść i wcale nie tylko osobom, które fascynują się francuską komedią, ale również każdemu innemu. Było to jedno z ciekawszych miejsc w jakich miałam okazję być w te wakacje i bardzo dobrze je wspominam. Cena w ogóle nie jest odzwierciedleniem tego, co widzimy w środku (jedyny 4 euro). Co ciekawe w muzeum nie tylko mamy okazję zobaczyć czym i jak były kręcone filmy, ale również wsiąść do samochodu żandarma, podać rękę pomnikowi Louisa czy nawet usiąść przy jego biurku i pisać na maszynie.

1. Kamera, którą kręcono. 2. Biurko żandarma. 3. Policyjny motocykl.
Z Saint-Tropez wyruszyliśmy znów ku wysokim górom. Wiele godzin jazdy i podziwiania zaśnieżonych szczytów doprowadziło nas do Grenoble. Jest to jedno z największych francuskich miast, do których lgną studenci i kształcą się głównie w kierunkach nauki ścisłej. Grenoble powinno nam się kojarzyć najbardziej z innowacją i technologią. Atutem miasta jest jego położenie – dolina u podnóża Alp francuskich. Bezkonkurencyjny widok na miasto mamy z Bastylii - Fort de la Bastille, pochodzącą z XVI wieku. Obecnie na twierdze można wjechać około 300 metrową kolejką linową (która pochodzi z XX wieku, na szczycie mamy okazję obejrzeć wiele fotografii opowiadających o jej problemach technicznych i ratowaniu turystów :P ). Z Bastylii podziwiamy cudowny widok na miasto otoczone wysokimi górami, a nawet w dalekich krajobrazach dostrzegamy słynny szczyt Mont Blanc (4792 m.n.p.m.). 
Grenoble nie wyróżnia się jakoś specjalnie na tle innych francuskich miast. Powiem więcej, nie jest to zbyt atrakcyjne miejsce. Oprócz centrum, starego kościoła, bastylii czy muzeum za wiele ciekawych rozrywek turystycznych tutaj nie dostrzeżemy. Ponadto miasto jest dość zaniedbane, co druga ściana budynków i murów są przez graficiarzy pobazgrane i gdyby byłyby to kreatywne murale, moje oko by się bardzo ucieszyło, ale są to niestety gangsterskie tagi - „obsikiwanie terenu”.

Widok na Grenoble oraz kolejkę linową.
W tym roku jechaliśmy przez naprawdę piękne okolice, prawie codziennie budziliśmy się w górach patrząc na białe połacie śniegu na ich szczytach. Jechaliśmy drogą "ratunkową", ponieważ tunel przy granicy francusko-włoskiej został zawalony, więc poprowadzono nas wąską drogą na jedno auto przy skarpie (przy czym droga była dwukierunkowa). Przygód było wiele, jak za każdym razem. 


Co z cenami podróży? Tego roku nasza wyprawa wyglądała trochę inaczej, zamiast campingów wybieraliśmy głównie noclegi w hotelach 3-4 gwiazdkowych. Dużym plusem był fakt, że zamawialiśmy zakwaterowanie na ostatnią chwilę i wyszukiwaliśmy najlepsze propozycje. Ceny równały się tym, które były m.in. we Włoszech, to znaczy około 20 euro na osobę za nocleg w dwupokojowym apartamencie oraz z wliczonym śniadaniem. Ceny campingów w tym czasie były nieco tańsze, w Sainte-Maxime były już naliczane kwoty zgodnie ceną posezonową, a więc jeśli ktoś chce oszczędzić, to warto jechać we wrześniu, pogoda jest równie przyjemna (a nawet przyjemniejsza, bo nie ma przesadnych upałów), jak w wakacyjne miesiące - lipiec, sierpień. Mam również wrażenie, że we Francji jest nieco taniej w porównaniu z cenami sprzed dwóch lat. Jak wspomniałam wejście do muzeum w Saint-Tropez to 4 euro od osoby (a przecież tyle słyszymy, że to nadzwyczaj drogie miasto - wcale się z tym nie zgadzam!). Oczywiście we Francji nie opłaca się jadać pizzy, błagam nie róbcie tego! Jest niebo droższa niż we Włoszech i wielokrotnie gorsza w smaku. Jeśli chcecie zjeść po kosztach sięgnijcie po francuskie snacki - francuską bagietkę ze świeżymi warzywami, omlet albo dla koneserów sałatkę z kozim serem na ciepło.

Opinia Aiko: W tym roku trochę inaczej patrzę na Francję, może to kwestia tego, że odwiedziłam miejsca w których już byłam. St. Tropez już nie było takie piękne, a Montpellier kompletnie obce, jakby mnie tam nigdy wcześniej nie było. Natomiast mój pogląd na Francuzów wcale się nie zmienia. Nie ulegam stereotypowi, że mówią wyłącznie w swoim języku, wielokrotnie służyli nam pomocą w języku angielskim. Co ciekawe, w tym roku miałam wrażenie, że nieco mniej Muzułmanów było na Lazurowym Wybrzeżu niż 2 lata temu. Wówczas często spotykałam kobiety w "zasłonie" - burce, najczęściej czarnym, bardzo konserwatywnym, tym razem jakby ich ekspansja nieco zmalała, co w jakimś stopniu dla niektórych może przełożyć się na poczucie bezpieczeństwa. 

1 CZĘŚĆ NOTKI O FRANCJI (2015r.)  Akwedukt Pont Du Gard, Awinion, Montpellier i nie tylko :)
2 CZĘŚĆ NOTKI O FRANCJI (2015r.) - Saint Tropez, Grotte de la Cocaliere,  Kanion Verdon

4 komentarze:

  1. Aiko, jak miło z Tobą podróżować. Francja, piękny kraj. Iiii jeszcze raz dziękuję za wspaniałe karteczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mówiłam, dla mnie to sama przyjemność! Również dziękuję, podróże stają się przyjemniejsze, gdy mogę się nimi z kimś podzielić!^_^

      Usuń
  2. Super że dzielisz się z nami swoimi podróżami :)
    Piękna Francja i zrobiłaś bardzo ładne zdjęcia pamiątkowe :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odwiedziłabym to muzeum :D
    Przez serial "Ranczo" bardzo dziwnie kojarzy mi się nazwa miasta Grenoble, a mianowicie z serami i kozami XD
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)