18 marca 2018

Pomysł na: lampa w stylu vintage

Ohayou kochani! Dawno nie pokazywałam żadnego DIY, głownie dlatego, że ostatnio coraz to rzadziej zajmuję się tworzeniem czegoś z niczego, czy też przerabianiem. Głownie nie mam na to czasu, ale również ani materiałów ani warunków, jak to przystało na studenta uczącego się w obcym  mieście. Poza tym, raczej w wolnym czasie (o ile go w ogóle mam) postawiłam na odpoczynek, oglądanie dram/anime/filmów, czytanie i spanie. Czekam na wiosnę, może wówczas dorwie mnie więcej kreatywnych myśli.
Natomiast zostało mi kilka moich ulubionych twórczości, którymi się nie chwaliłam, ale planuję...
Jak sam tytuł mówi, pokaże Wam swoją przerobioną lampę. Pewnego dnia odkopałam ją ze strychu i postanowiłam przywrócić do życia. Była w opłakanym stanie, abażur był przepalony, przewody pourywane, a jej dni przewiezienia na wysypisko niemalże policzone. Lubię stare rzeczy, ale nie lubię się ich pozbywać, wolę naprawiać!


Tak właściwie, to szkielet miałam cały gotowy, ponieważ zerwałam stary materiał, odgięłam kilka drutów, by je ukształtować tak, jak powinny być ukształtowane i wzięłam się za to co lubię najbardziej, czyli szycie!


Mogłam iść na łatwiznę i przykleić materiał do drutów, sęk w tym, że lubię sobie utrudniać pracę... Chociaż nie, nie lubię. Materiał jaki użyłam był równie stary jak ta lampa. Koronka była na tyle delikatna, że przy traktowaniu jej klejem na gorąco od razu by się dziurawiła, a tego chciałam uniknąć, więc została mi tylko igła i nitka.


Efekt mojej pracy widoczny jest powyżej. Niestety nie jest to efekt ostateczny, bo planuję jeszcze pomalować stojak na biało i poprzecierać go w paru miejscach imitując wytartą farbę. Na to potrzebna jest jednak pogoda, a jak widać za oknami śnieg (nawet we Wrocławiu!).

----------------------------------------

Rzadko się udzielam w blogosferze, ale to dlatego, że jestem trochę zdemotywowana wszystkim. Choć mam multum pomysłów i nawet napisanych wstępniaków, to nie mam w ogóle weny i chęci. Nie tylko do pisania, ale również uczenia i wszystkiego co muszę czy powinnam robić. 

p.s.
Ostatnio trochę słychać o trasie koncertowej MIYAViego, ciągle zastanawiam się czyby nie kupić biletu, tylko termin jest dość niedopasowany (środek tygodnia), ale wówczas będę musiała najpewniej zrezygnować z Rock Festu, który jest tydzień wcześniej. Takie mam studenckie dylematy, bo nie stać mnie na to i na to. Jeśli ktoś wybiera się na MIYAVIego, dajcie znać!
 Do następnego, ja ne! :) 

Z dnia: 18.03.2018r.

3 komentarze:

  1. Lampa wyszła na prawdę fajnie! Sama nigdy nie naprawiałam lampy. Doskonalw rozumiem ten brak warunków i materiałów. Wszystko co potrzebne mi do niektórych rzeczy mam w domu, a nie opłaca mi się przywozić do akademika, bo nawet nie wiem gdzie miałabym to zmieścić. Tez ostatnio nie jestem zbytnio chętna do nauki i rzeczy, które mam robić, ale w końcu kiedyś trzeba sie zmusić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zacnie Ci wyszła ta lampa a właściwie abażur :) U nas gdzieś na strychu pewnie jest podobna bo pamiętamy ją z dzieciństwa :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialna lampa, świetnie się prezentuje. :)))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)