4 maja 2018

Rock Fest Wałbrzych 2018

21 kwietnia odbyła się już szósta z kolei edycja Rock Fest. Od 2012 to jedna z najlepszych imprez na Dolnym Śląsku organizowana ówcześnie w Świebodzicach, a już drugi rok z rzędu w Wałbrzychu. Wydarzenie prowadził Piotr Stelmach, a na deskach sceny mogliśmy zobaczyć pełne poweru gwiazdy, takie jak: Department, Hunter, Lao Che oraz gwiazdę wieczoru Kult! 
DEPARTMENT
To jedna z tych imprez, do których naprawdę nie mam się do czego przyczepić, ale… 
Największym minusem Rock Festu jest (znów) ogródek piwny i gastronomia. Na wydarzenie przychodzi spora zgraja fanów rocka lubiących dobrze wypić i dobrze zjeść. Problem polega tylko na tym, że o ile jeść i pić można wszędzie, o tyle stanie w kolejce donikąd to życiowa porażka spragnionych i głodnych. Problem kolejek, był problemem ludzi, którzy sami nie potrafili się zorganizować, stali w miejscu, nie szli na przód, trzeba było się przepychać. Natomiast obsługa bardzo sprawnie przyjmowała zamówienia i je realizowała, co niekiedy jest rzadkością, jednak mimo wszytko miejsc sprzedaży/kas powinno być więcej niż przewidzieli to organizatorzy.

Najbardziej cieszyło mnie ludzkie podejście do szatni! Jedyna złotóweczka od numerka, a na wieszaku można było zostawiać więcej niż jedną rzecz. Czy ktoś to gdzieś jeszcze widział? Patrząc na stałe przeboje w organizacji wszelkich imprez masowych na jakich w ostatnim czasie bywałam, ta była jedną z najbardziej zorganizowanych i przyjaznych. Duża ilość ochrony dawała poczucie bezpieczeństwa, bardzo dobrze oznakowane miejsca dotarcia do gastronomii i ogródka piwnego, jak również do toalet. Nie byłam świadkiem żadnych burd ani awantur, wręcz przeciwnie miło było patrzeć na zadowolonych ludzi i dobrze się bawiących. 
Jeśli chodzi o koncerty, to właściwie przyszłam na Rock Fest tylko z dwóch powodów. Niestety z góry zakładałam, że nie dam razy przeżyć koncertu Kultu oraz nie zdążę na Department i wcale się nie myliłam. Ponieważ przyszłam pod koniec występu Department, zajmując pierwsze miejsca przy bramkach tuż naprzeciwko sceny by móc dobrze się bawić przy jednym z ulubionych zespołów, czyli przy Hunterze! 

O Hunterze wspominałam już kilkukrotnie na blogu, uwielbiam tą kapele, nie tylko za muzykę, ale za rozpierdziel jaki robią na scenie oraz wokół niej, a także niesamowite poczucie humoru całej ekipy. Zapadł mi jeden tekst wokalisty podczas ich występu, który cenzurując wypowiedź brzmiał mniej więcej: to nie stypa tylko heavy metal. Co definiuje dobrze to, co artyści oczekują od widowni i wręcz nakazują się dobrze bawić. Na Rock Fest Hunter zagrał głównie kawałki z najnowszej płyty Niewolność (2016), ale również pojawiło się co nieco z Królestwa (2012) czy Imperium (2013), które osobiście lubię najbardziej ze wszystkich krążków. 
HUNTER
Drugim powodem dla którego wybrałam się na festiwal, był Lao Che, zespół który gra naprawdę alternatywna muzykę, wykraczającą poza pewne standardy, o ile w ogóle można jakkolwiek standaryzować rytmikę czy dźwięki. Zawsze miło mi się przy ich utworach bawi, szczególnie cieszył mnie fakt, że Lao Che występował po Hunterze, a więc w pewnym sensie można był „odpłynąć” w nieco inny świat i odpocząć od skakania, deptania oraz nabijania sobie siniaków na ciele. Na koncercie pojawiło się wiele utworów z najnowszej płyty Wiedza o społeczeństwie (2018), ale również kilka starszych kawałków. 
LAO CHE

Na sam koniec zagrał Kult. Mam ogromny problem z tym „kultowym” zespołem. Niby to kawał historii (ponad 35 lat na scenie!) polskiego alternatywnego rocka, ale na żywo to bardzo ciężki kęs do przegryzienia. Szanuję muzykę i teksty, które tworzą, słucham, ale słucham w zaciszu mieszkania. Koncerty Kazika to naprawdę istna masakra. O ile większość wokalistów „porywa” w jakiś sposób publiczność, czuć pewną interakcję między artystami a odbiorcami, tak tutaj przy koncertach Kultu w ogóle tego nie zauważam, dlatego też nie potrafię wysiedzieć do końca. 
Jeśli byliście na koncercie Kultu dajcie koniecznie znać jak wasze odczucia, być może mam pecha do ich występów. 

Oczywiście koncert udał się nie tylko dzięki świętym występom, ale również dzięki cudownemu towarzystwu starych przyjaciół jak i również nowo poznanych. Koncert był dla mnie świetnym resetem i przerwą w nauce. 


No i już mamy koniec majówki. W ostatnim czasie nazbierało mi się sporo zaliczeń na studiach, a teraz trwa cisza przed burzą, czyli masa wolnego i zbierania siły na sesję, która zaczyna się już lekko za ponad miesiąc. 
Zaczyna się również matura! Życzę wszystkim, a nawet każdym z osobna maturzystom, jak najlepszych wyników. To niezwykle stresujący czas, pełen niepewności, a wkrótce też podejmowania ważnych decyzji życiowych. Szybciej myślcie niż róbcie, powodzenia i do następnego! Ja ne.

Z dnia: 04.05.2018

1 komentarz:

  1. Dobre zespoły! Na Hunterze byłam dwa razy i oba były świetne <3 Jeden z moich ulubionych polskich zespołów. Na Lao Che też mi się zdarzyło być, w sumie to na ich koncercie dopiero poznałam zespół i niektóre piosenki bardzo lubię i do nich wracam. Na Kulcie niestety nie miałam okazji być na żywo, więc się za bardzo nie wypowiem :P Super, ze wydarzenie się udało :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)