18 kwietnia 2019

O przywiązaniu do...

Ostatnio zastanawiałam się czy obrazy muszą mieć jakieś znaczenie i czy artysta powinien się do swoich dzieł przywiązywać. Zawsze do własnej twórczości podchodziłam bardzo emocjonalnie. Nie lubię krytyki i krytyka mnie demotywuje. Kiedy słyszę, że coś robię źle, mam ochotę rzucić tym o ścianę, jeśli nie "tym", to ewentualnie tą osobą, która w taki, a nie inny sposób oceniła moją ciężką pracę. Kwestia ambicji? Wrażliwość? Zastanówmy się razem.
Jakiś czas temu byłam na wernisażu, artysta wypowiedział zdania, których zupełnie nie potrafię zrozumieć. Chociaż nie! Z jednej strony pojmuję jego myślenie, ale z drugiej jest dla mnie aroganckie i świadczy o przesadnej pewności siebie. Ale własnie... Może jednak o  zdystansowaniu? 
"Prace powstały w ciągu półtora miesiąca, nie było szkiców, wiele z nich malowałem w tym samym czasie i są przypadkowe. To zlepek moich przemyśleń, które skumulowały się w jednym czasie, ale nie jestem do nich przywiązany. Mogę je nawet spalić, po wystawie wyrzucić, zakopać".
Podziwiam osobę, która właśnie w taki sposób podchodzi do własnych prac. Potrafi okazać dystans, ale też prowokuje odbiorców. Ja się dałam złapać w tą sieć, w końcu zastanawiam się nad sensem jego słów. Jest to jednak bardzo rozsądne podejście, którego chciałabym się nauczyć i umieć się nie przywiązywać. Nie tylko w odniesieniu do własnej twórczości, nawet tak po prostu w życiu. 
Być niezależną od opinii ludzi. 
A motywem przewodnim dzisiejszego wpisu będzie najnowszy bazgroł.
Uczę się tego od wielu lat i z każdym rokiem widzę postęp. Kiedyś nie przyznawałam się do rzeczy, które lubię - rysowanie, granie na gitarze, oglądanie anime. "Hej! Ona jest jakaś dziwna, to mangozjeb". Nie potrafiłam ubrać tego co chciałam, bo wydawało mi się, że każdy się na mnie patrzy. Dziś unoszę wysoko głowę i myślę sobie: "Patrz póki możesz, bo prawdopodobnie drugi raz już mnie nie zobaczysz na tej zatłoczonej ulicy, to pierwsza i ostatnia szansa, jedyna". Później zaczęłam walczyć o swoje zdanie i wiedzę, którą posiadam. Ktoś nazywa Cie głupim? Przyznaj mu rację, ale daj do zrozumienia, że nazywając Cię w ten sposób, stoi poziom niżej. Mądrzy ludzie nie wywyższają się, ale niech Cię pouczają, tylko umiejętnie i z klasą.
Teraz uczę się samotności, choć to niełatwe, idzie mi w miarę dobrze. Potrafię chodzić na spacery w pojedynkę. Przyjemniej jest usiąść na ławce w ciszy. 

Może tego nie czuć, gdy się to czyta, ale "przywiązanie", "zależność" (od kogoś/czegoś), "nieśmiałość", to bardzo złe słowa, chciałam je tylko życiowo zobrazować i pokazać, że bariery można pokonywać.

Spójrzmy na to z drugiej strony. Jedną z moich wad/zalet (zaznacz poprawne) jest nadawanie sentymentu różnym przedmiotom. Jestem zbieraczem. Trzymam w skrzyneczce rzeczy, które dostałam nawet 10 lat temu od ludzi, których już imienia nie pamiętam. Jak miałabym nie przywiązywać się do rzeczy, które tworzę całym sercem?
Tak, jest to kolejny "obraz" na płótnie, malowany akwarelami.
Dla mnie obrazy, rysunki, czy każdego rodzaju DIY, które tworzę, mają znaczenie. Kiedy zgubiłam  swój brelok Pandę, przez pół tygodnia chodziłam po całej miejscowości i wypytywałam ludzi, czy aby na pewno jej nie widzieli, a kiedy już ktoś powiedział, że znalazł i wrzucił do kosza, a ten został już opróżniony, myślałam, że na moje serce wybuchnie z rozpaczy. Był to wówczas symbol połączenia, miłości. Tak więc tragedia była podwójna. Dziś mam do tego dystans i Pandy zbieram tylko hobbystycznie (tak dla zabawy).

Piszę to wszystko, bo być może, ktoś z Was zrozumie, że nawet najgorsze bazgroły, dla kogoś mogą mieć wartość. Nawet nie koniecznie dla samego twórcy. Czasem odbiorca stanie przed obrazem i pomyśli: "To obrazuje moje życie, utożsamiam się z tym". 


Zostawiam Was w tym miejscu, być może z jakąś refleksją. Powyższy "bazgroł" ma dla mnie znaczenie, którym się nie podzielę.

P.S.
Śmierdzącego jajka i zimnego dyngusa, mam nadzieję, że rozbolą Was brzuchy od żurku i będziecie długo trawić makowca, a w apteczce zabraknie kropli żołądkowych.
Takie życzenia z przymrużeniem oka. ;) Pomyślcie w te święta o rzeczach ważnych. 
Do następnego, ja ne!

Z dnia: 18.04.2019

7 komentarzy:

  1. W ogóle nie przywiązuję się do przedmiotów i nie zbieram ich. Wszystko co mam, mogłabym sprzedać, wyrzucić, oddać, obojętne. Nie kupuję pamiątek na wakacjach, bo ich nie potrzebuję. Wspomnienia mam w pamięci i na zdjęciach. Ale tych ostatnich też tak uparcie nie kolekcjonuję. Płyty ze zdjęciami sprzed 10 lat wyrzuciłam, bo przez ten czas w ogóle ani razu nie zajrzałam na te kompakty.
    Jeżeli chodzi o obraz – Twoje są bardzo ładne, romantyczne – nie przywiązuję się, choć cieszą mnie i lubię na nie patrzeć, ale często są dla kogoś prezentem, a i w przyszłości mam zamiar je sprzedawać, więc nie mogłabym się głupio przywiązać do czego, co i tak od początku nie jest moje.
    Jakże różni jesteśmy i jakże to jest ciekawe.
    Pozdrawiam i serdeczności przesyłam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Każdy z nas jest do czegoś lub kogoś przywiązany. To na prawdę bardzo trudne i ciężkie wyzwanie, ale warte - daje dużo radości i lekkości.
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  3. z przywiązywaniem się do rzeczy bywa różnie... z wiekiem ciut inaczej na to patrzę;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Według mnie obrazy powinny być źródłem szczęścia, jakiejś małej radości, by barwy, kompozycja, wyzwoliły ją z naszego wnętrza... Pozdrawiam, będę zaglądać tu częściej! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem przywiązana do wielu rzeczy, aż mnie to denerwuje, bo czasem gdy chciałabym się czegoś pozbyć, to przypominają mi się rożne sytuacje z danym przedmiotem związane i wtedy szkoda mi go wyrzucić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawa jestem, czy ten facet po prostu nie prowokował, czy naprawdę by zniszczył te prace. Ja też zbieram różne rzeczy i mam do nich sentyment. I co w tym złego? Że miejsca brakuje? Że trochę więcej kurzu się zbierze? Każde dzieło można zacząć i dokończyć później, jak coś uważam za nieudane to też mogę to potem zmienić, gdy przyjdzie pomysł, jak inaczej to ująć.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja do swoich prac jestem strasznie krytyczna. Zwykle jak podoba mi się coś co zrobię to trwa to parę minut, góra dzień a potem dostrzegam pięć tysięcy rzeczy, które zrobiłam źle. Kiedyś byłam wrażliwa na krytykę innych, teraz ją lubię, chcę się doskonalić a jednocześnie trochę się sama tym przytłaczam, bo jak już pisałam ciężko mi docenić samą siebie.
    Przywiązuję się też do przedmiotów, które coś dla mnie znaczą. Zwłaszcza kiedy są pamiątką po ludziach, których już przy mnie nie ma. Zwyczajnych kupionych w sklepie nie mam aż tak mocnego przywiązania, stworzonych przeze mnie no... też nie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie notki i zachęcam do obserwacji bloga. :)